-
Wij Ommatoiulus moreletii pochodzący z Półwyspu Pirenejskiego rozprzestrzenił się m.in. w Nowej Zelandii, gdzie stał się poważnym problemem.
-
Nowozelandczycy zastosowali biologiczną metodę walki, wykorzystując pasożytniczego nicienia Steinernema feltiae, która okazała się nieskuteczna.
-
Dalsze badania nad zwalczaniem inwazyjnego wija trwają, jednak sprowadzenie naturalnych drapieżników nie jest możliwe w obawie przed nowymi problemami.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Nowa Zelandia przez wiele lat była miejscem odizolowanym od reszty świata i rozwijała się tu oryginalna miejscowa przyroda. Wiele endemicznych gatunków nie miało kontaktu z innymi zamieszkującymi resztę kuli ziemskiej. Łatwo sobie wyobrazić zatem jakie konsekwencje ma zetknięcie takiej unikalnej przyrody z inwazyjnymi przybyszami.
Większość z nich pochodzi z Europy i przybyły one na Nową Zelandię wraz z dotarciem tu europejskich osadników. Zagłada miejscowej fauny postępowała ty błyskawicznie. Szczury, gronostaje, oposy, zdziczałe koty to jednak nie wszystko. Spustoszenie sieją również inwazyjne bezkręgowce.
Są wśród nich wije, w tym roślinożerne krocionogi Ommatoiulus moreletii pochodzące z Półwyspu Pirenejskiego. W swej ojczyźnie są liczne i odżywiają się zwłaszcza mchami, porostami i wątrobowcami. Dlatego nowozelandzkie lasy tak bardzo im odpowiadają, ponieważ tu takiego pokarmu nie brakuje. Krocionogi te osiągają od 2 do 5 cm długości, mają czarne barwy i baterię odnóży, którymi przemieszczają się w ściółce leśnej.
Wij trafił na Nową Zelandię w XXI wieku
W ściółce lasów Nowej Zelandii zadomowiły się bez problemu, przywiezione tu dopiero w XXI wieku. To zatem jedna z najmłodszych tutejszych inwazji. Woje te dotarły na Nową Zelandię być może z sąsiedniej Australii, gdzie widuje się je od 1953 r. Tam z kolei dotarły albo na statkach, albo w sprowadzanej ziemi, albo w jakiś inny sposób. W każdym razie i Australia, i Nowa Zelandia są już zamieszkałe przez te krocionogi.
I powodują one tam wiele strat. Podgryzają i niszczą miejscowe rośliny, także uprawne. Powodują np. spore straty w winnicach. Mają też tendencję do wchodzenia do ludzkich domów. Są wszechobecne, znajduje się je nawet w szufladach, łóżkach, torbach, butach. Krocionóg wydziela ostry, żółtawy płyn zawierający chinony. Powoduje on trwałe zabrudzenie ubrań i podrażnienie oczu. Z tego powodu apeluje się do Nowozelandczyków i Australijczyków, by nie zdeptywali i nie zgniatali krocionogów. Lepiej je schwytać do słoika.
Bezkręgowców jest tak wiele, że zagrażają one nawet kolei. Miażdżone przez koła lokomotyw na torach, powodują poślizgi maszyn. To było np. powodem katastrofy kolejowej w Clakrson w Australii w 2013 r.
Jeże i drapieżne chrząszcze to naturalni wrogowie wija
Australia i Nowa Zelandia są zainteresowane pozbyciem się wija, ale nie jest to takie łatwe. Nowozelandczycy zastosowali ekologiczną i nowatorską metodę, jaką jest sięgnięcie po naturalnego wroga krocionoga. W Hiszpanii i Portugalii do takich wrogów zalicza się przede wszystkim jeże oraz drapieżne chrząszcze np. biegaczowate. Żaden z nich nie występuje jednak na Nowej Zelandii. Tu więc rozwiązaniem miał być pasożytniczy nicień Steinernema feltiae, który atakuje larwy owadów i pomaga w ich zwalczaniu.

Próbowano go zastosować w okolicach Wellington, gdzie inwazja wijów przybrała kolosalne rozmiary i widuje się wręcz setki tych inwazyjnych bezkręgowców. Małe nicienie były rozdawane mieszkańcom jako broń biologiczna przeciw inwazji, ale ich zastosowanie zawiodło. Okazało się, że są całkowicie nieskuteczne w walce z tym wijem.
„Nicienie są bardzo skuteczne w walce z owadami. Po kilku dniach zainfekowane larwy owadów giną. To błyskawiczna akcja. Tymczasem wije są całkowicie na nie odporne i po zainfekowaniu mają się dobrze” – powiedział w Radiu New Zealand Phil Lester, profesor entomologii na Victoria University.
Nowozelandczycy ponieśli klęskę, ale trwają badania nad zastosowaniem innych biologicznych środków walki z tym przybyszem. Sprowadzenie jeży czy drapieżnych chrząszczy nie wchodzi w grę, bo wywołałoby jeszcze większe problemy. Coś jednak wymyślić trzeba.


