
Witamina D od lat ma dobrą prasę. Wspiera odporność, pomaga wchłaniać wapń, wpływa na układ nerwowy i mięśniowy. Jej niedobory wiązano z chorobami kości, problemami autoimmunologicznymi czy sercowo-naczyniowymi. Nic dziwnego, że suplementy z tą substancją stały się jednym z najczęściej kupowanych preparatów na świecie. Problem zaczyna się wtedy, gdy dawki wymykają się spod kontroli.
Nadmiar witaminy D i hiperkalcemia
W przeciwieństwie do wielu innych witamin, witamina D może się kumulować w organizmie. Jej nadmiar zwiększa wchłanianie wapnia, co prowadzi do tzw. hiperkalcemii, czyli zbyt wysokiego poziomu wapnia we krwi.
To właśnie wapń, a nie sama witamina D, odpowiada za większość powikłań. Może odkładać się w tętnicach i tkankach miękkich, zwiększać ryzyko kamicy nerkowej i zaburzać metabolizm kości.
Objawy bywają niespecyficzne: nudności, wymioty, zaparcia, przewlekłe zmęczenie, osłabienie mięśni czy ból kości. W cięższych przypadkach dochodzi do uszkodzenia nerek, wymagającego dializ, a sporadycznie nawet do krwawień z przewodu pokarmowego. Większość pacjentów wraca do zdrowia po odstawieniu suplementów i leczeniu obniżającym poziom wapnia, ale nie zawsze kończy się to bez konsekwencji.
Skąd bierze się problem
Organizm produkuje witaminę D samodzielnie pod wpływem światła słonecznego. To podstawowe źródło, które pokrywa około 90 proc. zapotrzebowania. Reszta pochodzi z diety, głównie z tłustych ryb i produktów wzbogacanych. Suplementacja jest potrzebna w niektórych przypadkach, ale nie dla wszystkich i nie w dowolnych ilościach.
Badacze zwracają uwagę, że wiele przypadków zatrucia wynika z błędów w leczeniu niedoboru. Klasyczny przykład to pacjent, który zamiast jednej wysokiej dawki tygodniowo przyjmuje ją codziennie. W jednym z opisanych przypadków 80-letni mężczyzna przez pomyłkę stosował taką dawkę każdego dnia. Dopiero po rozpoznaniu błędu i odstawieniu preparatu poziom wapnia wrócił do normy.
Zdarzają się też problemy systemowe. W 2016 r. w Danii wycofano z rynku suplement zawierający 75 razy więcej witaminy D, niż deklarowano. Skutki uboczne wystąpiły u około 20 dzieci.
Rosnąca liczba zatruć
Dane z USA pokazują wyraźny trend. W latach 2000-2014 odnotowano ponad 25 tys. przypadków zatrucia witaminą D. Między 2005 a 2011 r. liczba takich przypadków wzrosła o 1600 proc. Większość z nich nie kończyła się zgonem, ale odnotowano kilka poważnych powikłań zdrowotnych. Co istotne, część przypadków dotyczyła dzieci i nastolatków.
Badacze już kilka lat temu zwracali uwagę na „znaczną pobłażliwość” wobec ryzyka związanego z tą witaminą. Ich zdaniem wzrost liczby zatruć idzie w parze z rosnącą popularnością wysokich dawek promowanych w mediach społecznościowych.
Nie ma pełnej zgody co do optymalnej dawki witaminy D, ale istnieją bezpieczne widełki. Eksperci z Harvard Medical School zalecają, by większość dorosłych nie przekraczała 15-20 mikrogramów dziennie. Górna granica bezpieczeństwa to około 100 mikrogramów dziennie. Wyższe dawki powinny być stosowane wyłącznie pod kontrolą lekarza.
Lekarze podkreślają też, że w przypadku niedoborów warto najpierw sięgać po produkty wzbogacane w witaminę D. Ryzyko przedawkowania jest wtedy znacznie mniejsze niż przy suplementach.
Nie tylko korzyści
Choć część badań sugeruje, że witamina D może wpływać na starzenie, nastrój czy funkcje poznawcze, wyniki są niejednoznaczne. W niektórych analizach osoby starsze z wysokim poziomem tej witaminy częściej doświadczały upadków. To kolejny sygnał, że suplementacja nie jest obojętna dla organizmu.
W praktyce oznacza to jedno: witamina D pozostaje ważnym składnikiem zdrowia, ale jej stosowanie wymaga kontroli. Bez badań i zaleceń lekarskich łatwo przekroczyć granicę, za którą korzyści zamieniają się w ryzyko.

