Powiedzieć, że relacje Pałacu Prezydenckiego i Kancelarii Premiera są chłodne, to nie powiedzieć nic. Tych relacji de facto nie ma wcale. Wyjątkiem są sytuacje ściśle regulowane prawnie i ustrojowo (m.in. związane z bezpieczeństwem Polski).
Mówi jeden z ministrów rządu Donalda Tuska: – Nikt z rządu z Nawrockim nie rozmawia. Próbowaliśmy, nie przyniosło to żadnego efektu. Dzisiaj jest cisza. Kontakt tylko w ściśle wymaganych prawnie czy politycznie okolicznościach.
Ważny polityk obozu władzy, doskonale znający premiera Tuska: – Nawrocki idzie z nami na zwarcie, kiedy tylko może. Od samego początku. I wiemy już, że tak będzie we wszystkim. Gdyby mogło tak być w parlamencie, w Sejmie czy w Senacie, to też by tak było. On po prostu lokuje swoje sympatie i interes polityczny po tamtej stronie i nawet tego nie ukrywa.
Ofensywa rządu i prezydenckie weta
Ostatnie dni to kolejny zgrzyt na linii Pałac Prezydencki – KPRM.
Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej tzw. lex szarlatan, czyli ustawę wymierzoną w pseudomedycznych naciągaczy. Zamiast tego złożył własny projekt w tej sprawie – stosowną zmianę kodeksu karnego, zaostrzającą odpowiedzialność za pseudomedyczne oszustwa.
Głowa państwa zawetowała też ustawę o komunikacji zbiorowej, która miała być odpowiedzią rządu na problem wykluczenia transportowego Polaków z małych miejscowości i wsi. Argument: dokument nie odpowiadał na clou problemu i m.in. marginalizował rolę gmin w kwestii zarządzania siecią połączeń.
Po decyzjach prezydenta w rządzie zawrzało. – Generalnie zasada u prezydenta jest jedna: wszystko, co jego zdaniem rząd mógłby zrobić dobrego, to trzeba zgasić w zarodku. Stąd te weta, stąd ta krytyka wszystkiego, stąd ten konflikt. To strategia polityczna, wybór, a nie żaden przypadek – mówi Interii jeden z ministrów.
To jednak tylko przedsmak tego, co czeka nas już w najbliższych tygodniach i miesiącach. Do prezydenta niebawem trafią kolejne ustawy – dotyczące zmian w systemie podatkowym oraz reformy systemu ochrony zdrowia.
To dwa z czterech filarów jesiennej ofensywy politycznej rządu. Ich ciężar polityczny i znaczenie dla rządu są więc bez porównania większe niż dwóch ustaw, którym prezydent powiedział „nie” w drugiej połowie sierpnia. A już dzisiaj w rządzie są przekonani, że żadnej z nich prezydent nie podpisze.
Nawrocki chce metodą faktów dokonanych zmienić ustrój w Polsce na system prezydencki. Nie było, nie ma i nie będzie na to naszej zgody. Jak chce wojny, to będzie ją mieć
– Ta reforma podatków nie jest ani skomplikowana, ani abstrakcyjna. Jeśli Nawrocki je zawetuje albo wyśle do TK, to może trafić do ludzi, bo mogą na tym zyskać ponad 3 mln osób. Oni sobie policzą, ile stracą przez prezydenta i jego zaklinanie rzeczywistości niczego tu nie zmieni. Ludzie zaczną dostrzegać, że tym ciągłym wetowaniem szkodzi nie tylko rządowi, ale zwykłym Polakom – przewiduje jeden z członków rządu, z którym rozmawiamy.
Jesienna bitwa o Trybunał Konstytucyjny
Kolejnym, i zapewne najostrzejszym, polem sporu będzie Trybunał Konstytucyjny. Obóz władzy dopiero co delegował na stanowisko sędziego Trybunału Maciej Berka, prawą rękę premiera Tuska i jeszcze niedawno ważnego ministra w jego rządzie.
21 sierpnia na łamach Interii obszernie opisaliśmy, że głównym politycznym celem rządu na jesień jest odblokowanie TK.
Rząd nie zamierza cofnąć się w tej sprawie o krok. Z kolei prezydent od początku swojej kadencji ma nieformalny sojusz ze „starym” Trybunałem, czyli sędziami powołanymi jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy – on chroni ich kontrolę nad TK, oni swoimi orzeczeniami wspierają jego polityczną batalię z rządem.
– Nie mam tu złudzeń: Pałac Prezydencki bardzo technicznie i taktycznie buduje swoje relacje z instytucjami publicznymi, czego sztandarowym przykładem jest Trybunał Konstytucyjny, żeby grać przeciwko rządowi – ocenia jeden z ważnych parlamentarzystów koalicji rządzącej.
– Nie mam też złudzeń, że za tego prezydenta i tego rządu to się zmieni – dodaje.
To jednak i tak jedna z łagodniejszych diagnoz obecnej sytuacji i prognoz przyszłego rozwoju wypadków, jakie usłyszeliśmy w rządzie i Koalicji 15 Października.
– Mogę sobie wyobrazić scenariusz dosyć twardy, takiego wejścia do Trybunału np. z asystą służb. Inaczej niż w przypadku TVP, ale z podobnym efektem – mówi nam wieloletni parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej. I dodaje: – Dlaczego? Bo mamy tam do czynienia z jawnym niedopuszczaniem do orzekania. Jeżeli ktoś jest niepokorny, ten jeden w środku, no to już jest masa krytyczna. A to może oznaczać, że pojawi się też kolejne starcie z prezydentem – kontynuuje.

O „twardym scenariusz” słyszymy też od części rozmówców w rządzie. – Jak Sejm przegłosuje Berka, będzie ośmiu nowych sędziów w Trybunale. Jeśli Święczkowski pod rękę z Nawrockim będą utrudniali im wykonywanie obowiązków, będzie trzeba iść na grubo, na ostro – zapowiada nasze źródło w rządzie. Jak mówi, „scenariusze są już w głowie premiera”.
Co jednak ważne, nie wszyscy ministrowie uważają, że siłowe rozwiązanie w przypadku Trybunału, na wzór tego w mediach publicznych, jest właściwym krokiem, który wyjdzie i rządowi, i Polakom na dobre. – Ciężko mi sobie wyobrazić, że mogłoby do tego dojść – mówi minister sceptyczny wobec siłowej opcji resetu TK.
Rząd na wojennej ścieżce. „Chce wojny, to będzie ją mieć”
Konfrontacja z prezydentem jest jednak ważnym elementem politycznej strategii rządu na jesień. Donald Tusk i jego otoczenie zdają sobie sprawę, że ostra polaryzacja działa i na korzyść rządu, i prezydenta. Dlatego żadna ze stron nie odstawia w tym sporze nogi.
Nawrocki idzie z nami na zwarcie, kiedy tylko może. Od samego początku. I wiemy już, że tak będzie we wszystkim. (…) On po prostu lokuje swoje sympatie i interes polityczny po tamtej stronie i nawet tego nie ukrywa
W rządzie Karol Nawrocki już dawno zajął miejsce Jarosława Kaczyńskiego jako główny antagonista na polskiej scenie politycznej. To on, patrząc na sondaże zaufania wyborców, jest dzisiaj najpopularniejszym politykiem w kraju. A co za tym idzie, największym wyzwaniem i najważniejszym celem.
– Dzisiaj nie polaryzuje już wojna z Kaczyńskim, bo Kaczyński już nic nie może. Dzisiaj polaryzuje wojna Tusk-Nawrocki, bo to Nawrocki jest jedyną postacią na prawicy, która ma realną moc sprawczą i politycznie coś znaczy – nakreśla nam jeden z ważnych ministrów.
To właśnie starcie z Nawrockim, a nie Kaczyńskim, ma być – w ocenie rządzących – jedną z głównych osi podziału zaczynającej się już za chwilę kampanii parlamentarnej.
Prezes Prawa i Sprawiedliwość – choć trudno w to uwierzyć – jest w dzisiaj w obozie władzy traktowany z przymrużeniem oka, a nawet lekkim lekceważeniem.
– Co może nam popsuć Kaczyński, który nie tylko nie ma większości w Sejmie, ale któremu już nawet partia w rękach się rozlatuje? – sarkastycznie zauważa jedno z naszych źródeł w rządzie.
Realnym rywalem i przeszkodą jest prezydent Nawrocki. Rządzący chcą „sklejać” głowę państwa ze skrajną prawicą spod znaku obu Konfederacji, chaosem gospodarczym, a także zagrożeniem wyjściem Polski z Unii Europejskiej czy skłóceniem Polski z partnerami w Europie.
Jeden z kluczowych zarzutów wobec prezydenta ma też naturę prawno-ustrojową.
– Prezydent w wielu przypadkach działa bezprawnie, pozaustawowo, stosuje wybiórczą i stronniczą interpretację konstytucji – zżyma się jeden z ministrów.
– Nawrocki chce metodą faktów dokonanych zmienić ustrój w Polsce na system prezydencki. Nie było, nie ma i nie będzie na to naszej zgody. Jak chce wojny, to będzie ją mieć – odgraża się.
Właśnie poetyka wojenna najczęściej przebija z wypowiedzi naszych rozmówców z obozu władzy, gdy pada pytanie o głowę państwa i jej relacje z rządem.
– Wojna rządu z prezydentem to pewnik – nie ma złudzeń doświadczony poseł Koalicji Obywatelskiej.
I dodaje: – Gwarantem tego jest pan prezydent. On już na starcie określił nas jako najgorszy rząd z najgorszym premierem. Chce zmienić rząd, powtarza to regularnie. No i to mówi prezydent wszystkich Polaków? To jest gwarant tego, że będzie wojna.
Łukasz Rogojsz













