
Około godziny 4 nad ranem trzypiętrowy dom w dzielnicy mieszkaniowej w zachodnim Teheranie został zrównany z ziemią w wyniku nalotu. Żelazny szkielet konstrukcji został rozerwany, a pobliskie budynki – w tym wysoki blok po drugiej stronie ulicy – poważnie uszkodzone.
Wśród potłuczonego szkła zdezorientowani i wstrząśnięci sąsiedzi zebrali się, próbując zrozumieć skalę zniszczeń. „Kto tam mieszkał?” – pytali. Na miejsce przyjechały ekipy ratunkowe z psami, przeszukując gruzowisko w poszukiwaniu ocalałych. Później mieszkańcy spekulowali, że celem mógł być dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, choć nie zostało to potwierdzone.
Dla mieszkańców miasta – ogłuszonych, wyrywanych ze snu przez bomby, które wydają się spadać tuż obok – codzienność zaczyna przypominać grę w ruletkę.
Prezydent Donald Trump powiedział w środę, że USA będą przez najbliższe tygodnie uderzać w Iran „niezwykle mocno” i „cofną ich do epoki kamienia, gdzie ich miejsce”. Izrael, który stoi na czele kampanii bombardowań Teheranu, ogłosił w ubiegłym tygodniu „przyspieszenie” ataków na – jak twierdzi – pozostałą listę celów wojskowych.
Patrząc na codzienne zniszczenia, wielu Irańczyków kwestionuje amerykańsko-izraelską narrację, według której atakowane są wyłącznie obiekty wojskowe i ludzie reżimu.
Inni z kolei podejrzewają, że cele są realne – co samo w sobie rodzi przerażającą perspektywę: że kolejna postać z reżimu albo kolejny obiekt wojskowy z listy może znajdować się w ich bezpośrednim sąsiedztwie.
– Skąd mamy wiedzieć, kim są nasi sąsiedzi albo do czego wykorzystywano ten budynek? – pyta Parisa, którą wybuch postawił na nogi („FT” używa w tym tekście pseudonimów w przypadku Parisy i innych rozmówców).
Niezależnie od tego, jaki był cel, wstrząsy często dosięgają obiektów cywilnych – uszkadzane bywają domy, szpitale i centra handlowe położone w pobliżu.
Nazanin, mieszkanka średniozamożnej dzielnicy Pars, opowiada, że wróciła z zakupów i zobaczyła, że front jej salonu – wraz z nowymi meblami w środku – został rozerwany przez bombę, która uderzyła niedaleko.
Według mieszkańców atak trafił w niewielki park, co rozpaliło domysły, jaki mógł być jego prawdziwy cel. – Dwie godziny przed bombardowaniem wyszliśmy z domu – mówi. – Kiedy wróciliśmy, wszystko było straszliwie zniszczone.

Amerykańska organizacja Human Rights Activists News Agency twierdzi, że od początku wojny potwierdziła w Iranie 1212 zabitych wojskowych i 1606 ofiar cywilnych, w tym co najmniej 244 dzieci. Irański Czerwony Półksiężyc informuje o 21 tys. rannych cywilach.
Najmocniej ucierpiał Teheran – miasto liczące około 10 mln mieszkańców.
Wojna rozpoczęła się 28 lutego, gdy w ataku na kompleks najwyższego przywódcy w gęsto zabudowanym śródmieściu stolicy zginęli ajatollah Ali Chamenei, członkowie jego rodziny oraz wojskowi liderzy.
Od tego czasu USA i Izrael uderzyły w tysiące celów w całym kraju, atakując urzędników w domach i biurach, a także koszary, miejskie komisariaty policji i punkty kontrolne na ulicach. Teheran otacza sieć garnizonów wojskowych; wiele z nich, wraz z rozrostem miasta, zostało wchłoniętych przez dzielnice mieszkaniowe.
Trafiona została również infrastruktura cywilna w Teheranie i okolicach, w tym magazyny paliw, uniwersytet, firma farmaceutyczna, cywilne lotnisko i stadion. Uszkodzona została też wieża Azadi – symbol nowoczesnego Teheranu – oraz zabytkowe miejsca, takie jak pałace Golestan i Sa’dabad.
W Teheranie nie rozbrzmiewają syreny alarmowe, a mieszkańcy nie mają schronów.
Iran odpowiada codziennymi salwami rakiet i dronów wystrzeliwanych w kierunku Izraela i państw Zatoki, trafiając m.in. amerykańskie bazy, infrastrukturę cywilną, obiekty energetyczne i międzynarodową żeglugę. W odwetowych atakach Iranu w regionie zginęło kilkadziesiąt osób.

Teheran był kiedyś miastem zwartym społecznie – miejscem, w którym ludzie znali swoich sąsiadów i troszczyli się o siebie nawzajem. Dziś, po gwałtownym wzroście liczby ludności i wzniesieniu wieżowców w miejsce dawnych małych domów i willi, to poczucie bliskości wyraźnie osłabło.
Wielu zamożniejszych mieszkańców Teheranu żyje na północy miasta – w tym urzędnicy państwowi i wojskowi dowódcy. Zwykle pozostają w cieniu; sąsiedzi nieraz domyślają się ich tożsamości jedynie po konserwatywnym stroju i ściśle zapiętych hidżabach ich żon. Część wysokich rangą dowódców mieszka w chronionych strefach w północno-wschodnim Teheranie.
Obawa przed tym, że za ścianą mieszka ktoś z reżimu, stała się rzeczywistością w jednej z bogatszych dzielnic północnego Teheranu w środę, gdy – jak podały lokalne media – celem nalotu miał być Kamal Kharrazi, były minister spraw zagranicznych i doradca zmarłego najwyższego przywódcy. Przeżył, odnosząc ciężkie obrażenia, ale jego żona zginęła.
Według lokalnych mediów zniszczonych zostało kilka pobliskich budynków, z których jeden mieścił bank. Świadkowie mówili, że część mieszkańców została uwięziona pod gruzami.
Gdy ponad dwa tygodnie temu w dzielnicy Zaferaniyeh w swoim domu zginął minister wywiadu Iranu Esmail Khatib wraz z rodziną, śmierć poniosła także 26-letnia kurdyjska blogerka Berivan Molani, mieszkająca naprzeciwko – wynika z doniesień irańskich mediów oraz informacji organizacji praw człowieka.
Komitet Praw Dziecka ONZ wyraził zaniepokojenie „doniesieniami o atakach na infrastrukturę cywilną, w tym szkoły i szpitale, które ranią i traumatyzują dzieci, odbierając życie wielu młodym ludziom”.
Zarówno USA, jak i Izrael utrzymują, że ich celem są wysocy rangą urzędnicy i obiekty wojskowe, a nie cywile.
Mimo codziennych bombardowań część mieszkańców próbuje zachować pozory normalności. Wiele restauracji i kawiarni pozostaje otwartych, a ludzie starają się podtrzymywać życie towarzyskie. W mieście powinno się nieco ożywić od soboty, kiedy kończy się przerwa związana z perskim Nowym Rokiem i część osób, które wyjechały, zacznie wracać.
Jednak władze miejskie z trudem radzą sobie ze skutkami konfliktu. Według oficjalnych danych uszkodzonych zostało około 28,5 tys. lokali mieszkalnych, a 4 tys. osób straciło dach nad głową – wielu szuka schronienia w hotelach udostępnionych przez miasto lub u krewnych.
Trump zagroził, że jeśli Islamska Republika nie zawrze porozumienia kończącego konflikt i nie otworzy cieśniny Ormuz do poniedziałku, USA przeprowadzą jeszcze większe ataki na infrastrukturę Iranu, w tym na instalacje naftowe i odsalarnie.
Poczucie strachu zdominowało życie wielu mieszkańców – ludzie wymieniają się historiami, które pokazują, jak nieprzewidywalne wydają się uderzenia.
– Trafiono mieszkanie nad supermarketem i mieliśmy wrażenie, że za chwilę nas wyrzuci w powietrze – mówi Raheleh z Narmak, dzielnicy klasy średniej, opisując pobliski nalot. – To było potężne. Do dziś nie wiemy, co dokładnie zostało trafione, ale krążą plotki, że to było biuro Strażników Rewolucji. Tak naprawdę nikt nic nie wie.
– Mówią, że celują tylko w obiekty wojskowe i ludzi reżimu – dodaje inna osoba, Solmaz. – Ale to, co widzimy i co nas obchodzi, to krzywda niewinnych.
Autor: Najmeh Bozorgmehr, Teheran
Data publikacji: 3 kwietnia 2026 r.
© The Financial Times Limited 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zakaz rozpowszechniania, kopiowania i modyfikowania. Interia ponosi pełną odpowiedzialność za tłumaczenie. The Financial Times Limited nie odpowiada za jego jakość i dokładność.












