
Po 16 latach nieprzerwanych rządów Viktor Orbán przemawiał w ramach noworocznego orędzia być może ostatni raz jako premier.
Tegoroczne wystąpienie powróciło retoryką do 2022 r. Nie brakło więc straszenia. Lista czarnych charakterów przeszła lifting: George Soros udał się na zasłużoną (w tej narracji) emeryturę, a jego miejsce zajęła Bruksela w mundurze polowym.
Aktualna lista „wrogów” Węgier według premiera Orbána:
-
TISZA – główna partia opozycyjna
-
Unia Europejska
-
Biznes naftowy (zachodni, nie rosyjski)
-
Organizacje pozarządowe finansowane przez zagranicę
Wybory na Węgrzech 2026. Premier obiecuje (kolejne) wielkie sprzątanie
Znowu „obcy” chcą mieszać w wyborach. Viktor Orbán zapowiedział więc, że od kwietnia czas na wielkie porządki. Powrócił tym samym do narracji z przemówienia z okazji święta narodowego 15 marca, kiedy powiedział: „Rozpoczyna się wielkie wielkanocne sprzątanie„, bowiem „pluskwy przezimowały”.
Owymi robakami mieli być nie tylko przeciwnicy polityczni, ale też finansowe machiny, które „kupiły polityków, sędziów, dziennikarzy, pseudoorganizacje obywatelskie i działaczy politycznych za skorumpowane dolary”. Rok później Orbán będzie sprzątał „udawane organizacje obywatelskie, kupionych dziennikarzy sędziów, algorytmy i biurokratów”.
Orbán chce wreszcie „wypchnąć z Węgier obce wpływy ograniczające naszą suwerenność”.
Lider Fideszu mówi o zagrożeniu z zewnątrz w postaci różnych organizacji kilka razy w roku. Słuchamy o tym w realiach, w których rząd podjął konkretne kroki legislacyjne, a także posiada aparat państwowy umożliwiający prześwietlanie tych organizacji.
Wielokrotnie nowelizował w tym kierunku prawo, wchodząc także na wojenną ścieżkę z Komisją Europejską. W 2017 r. uchwalono ustawę o przejrzystości finansowania organizacji z zagranicy. Tzw. lex NGO został następnie 2021 r. zakwestionowany przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Jednakże ten akt prawny obowiązywał.
Był też cały pakiet „Stop Soros”, który swoim zasięgiem także miał godzić w finansowane z zagranicy organizacje pozarządowe. Wreszcie w grudniu 2023 r. utworzono Narodowy Urząd Ochrony Suwerenności, który rozpoczął funkcjonowanie 1 lutego 2024 r. Na jego czele stanął Tamás Lánczi, politolog blisko związany z premierem Viktorem Orbánem.
Głównym zadaniem urzędu jest wykrywanie i monitorowanie działań podejmowanych w interesie innych państw lub zagranicznych organizacji, które mogą wpływać na suwerenność Węgier. Koncentruje się on nie tylko na szukaniu finansowych powiązań z zagranicy, ale też monitorowaniu mediów. Chociaż urząd nie ma kompetencji administracyjnych, to współpracuje on z innymi instytucjami, np. prokuraturą czy kontrolą skarbową, które postępowania mogą już wszczynać.
„Psy wojny” polują na rodziny
Poza organizacjami finansowanymi z zagranicy i opozycyjną TISZĄ Orbán za zagrożenie uznał „globalny kapitał”, który chce wraz z Unią Europejską, „utworzyć na Węgrzech rząd”.
Tu wprost mowa o biznesie naftowym – koncernie Shell, z którego wywodzi się István Kapitány oraz banku Erste, z którego z kolei wywodzi się prawdopodobnie przyszły minister finansów (bądź gospodarki) rządu TISZA, András Kármán.
Z energetyką związana jest także Anita Orbán, kandydatka TISZY na urząd szefowej resortu dyplomacji. Zarówno Kármán, jak i Orbán pracowali dla rządu Viktora Orbána. Anita była ambasadorem w misji specjalnej ds. Bezpieczeństwa Energetycznego Węgier w latach 2010-2015.
Z kolei András Kármán w latach 2010-2011 pełnił funkcję sekretarza stanu ds. podatkowych w Ministerstwie Gospodarki. Do rządu trafił natomiast po ponad dekadzie pracy w Narodowym Banku Węgier. Następnie pracował w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju i rzeczonym banku.
Orbán określa te powiazania mianem „sojuszu wojennego”. Stwierdził, że korporacje wyczyszczą kieszenie węgierskich rodzin (gdy wygra TISZA), by odzyskać pieniądze, które musiały wpłacić do węgierskiego budżetu w ramach „nadzwyczajnych podatków”, z których to podatków finansowane jest wsparcie socjalne rodzin.
Premier stwierdził, że w latach 2010-2025 państwo pobrało w postaci podatków od banków, firm energetycznych i sieci handlowych łącznie 14,9 mld forintów (ok. 166 mln zł). W 2026 r. będzie to 1,9 mld (ok. 21 mln zł). Środki te, jak deklaruje premier, przeznaczone są na wypłaty trzynastych emerytur oraz ulgi podatkowe dla matek.
Triadę „złych”, których Orbán nazywa wręcz „psami wojny” oraz „poborcami podatkowymi śmierci”, domyka Unia Europejska, która „chce naszej doli dla Ukrainy”, przy czym zarówno Fidesz jak i TISZA wspólnie głosują przeciwko tym środkom.
Zagrożenie z Zachodu, bo nie Rosji
W weekendowym orędziu Viktor Orbán o Rosji mówił jako partnerze gospodarczym. Wyraził zadowolenie, że w 2025 r. porozumiał się (dosł. „dogadał”) z prezydentami USA, Rosji i Turcji, że Węgry nadal będą kupować tanią ropę i gaz. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Amerykanie oczekują, wbrew temu, co mówi rząd Węgier, że import rosyjskiej ropy zakończy się do końca bieżącego roku.
Potwierdził to kilka tygodni temu także amerykański sekretarz stanu Marco Rubio. Jednocześnie w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej w Budapeszcie Rubio mówił, że „Stany Zjednoczone chcą, by Węgry się rozwijały, ponieważ leży to w amerykańskim interesie narodowym, zwłaszcza tak długo, jak długo przywódcą tego kraju jest Viktor Orbán„.
3 lutego weszło w życie unijne rozporządzenie dotyczące odchodzenia od importu gazu i ropy z Rosji. Od września przyszłego roku dostawy nie powinny być już realizowane. Umów przedłużać i modyfikować nie można już teraz. Władze w Budapeszcie – przynajmniej retorycznie – nic sobie z tych faktów nie robią.
Viktor Orbán: Ostatnie wybory przed wojną
Orbán straszy, że wybory może wygrać partia TISZA, która ma być w jego opinii tym razem już nie wytworem ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa a Brukseli i Niemiec – Manfreda Webera (lidera Europejskiej Partii Ludowej) i Ursuli von der Leyen (przewodniczącej Komisji Europejskiej).
Przy czym to nie są normalne wybory – a ostatnie przed wojną. Ten argument padł już 6 grudnia 2025 r. w czasie antywojennego wiecu w Kecskemét. Orbán oskarża Europę, że do 2030 r. zamierza wszcząć wojnę przeciw Rosji.
– Chcą pokonać mocarstwo atomowe – to czyste szaleństwo – mówi premier.
Orbán stwierdził, że dowodem na szykowanie się do wojny jest przywracanie obowiązkowego poboru w Europie. Jak podkreślił, póki on będzie rządził, takiego nie wprowadzi. Dodajmy, że lider opozycji Péter Magyar złożył identyczną deklarację.
Według premiera Węgier to kolejny rząd zdecyduje, czy Węgry dołączą do wojny.
Orbán zaznaczył też, co podtrzymał w czasie konferencji z Marco Rubio, że gdyby Trump był prezydentem wcześniej, wojna rosyjsko-ukraińska w ogóle by nie wybuchła. „Ale był nim demokrata Biden, który nie tylko wspierał wojnę, ale wcisnął w nią wszystkie kraje europejskie – poza jednym: Węgrami”, snuł dalej opowieść w sobotę. Stwierdził też, że Węgry nigdy nie zgodzą się na likwidację unijnego prawa weta.
Viktor Orbán krótko o sukcesach
Konkretnym sukcesom rządu premier poświecił niewiele czasu. Warto jednak o nich wspomnieć. Na miejscu pierwszym demografia – bez polityki rodzinnej urodziłoby się 200 tys. mniej dzieci. W kwestiach podatkowych premier pochwalił podwojenie ulgi na dzieci dla miliona rodzin, a także dożywotnie zwolnienie z podatku dochodowego 500 tys. matek. Jak wskazał, w ciągu trzech lat będzie to milion mam.
Za istotne wsparcie lider Fideszu uznał kredyt na mieszkania w wysokości 3 proc., wprowadzenie 14. emerytury oraz wzrost wynagrodzeń. Celem rządzących jest, by średnia płaca na Węgrzech opiewała na milion forintów – obecnie jest to równowartość 11 110 zł.












