Kandydat Konfederacji na prezydenta Krakowa w przedterminowych wyborach nie zdołał nawet zebrać wystarczającej liczby podpisów i nie został zarejestrowany. W partii Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka wywołało to prawdziwy szok i skłoniło część polityków do poszukiwania winnych.
Wpadka Konfederacji w Krakowie. Kto jest winny?
W rozmowie z Onetem anonimowi przedstawiciele Konfederacji wskazali, że odpowiedzialne jest skrzydło narodowe, które nie pomogło w zbieraniu podpisów. Na 3000 wymaganych, mieli dostarczyć zaledwie 18.
– Jest taka narracja wśród narodowców z Konfederacji, że to my im narzuciliśmy kandydata w Krakowie, więc oni nie musieli zbierać nam podpisów pod kandydaturą Bocheńczaka. Przecież to jest jakaś bzdura. Przed wyborem kandydata Konfederacji w Krakowie dogadywaliśmy się w pokojowej atmosferze – komentował informator portalu.
Wspomniał też o warunku narodowców. Gdyby Bartosz Bocheńczak został prezydentem Krakowa, to prezes krakowskiego Ruchu Narodowego Piotr Bartosz miał zostać wiceprezydentem miasta.
— To miała być nasza wspólna kampania. Co się okazało? Przyszły „wiceprezydent” zebrał pod kandydaturą Bartka zaledwie 18 podpisów. Bartkowi zabrakło do rejestracji około 150 podpisów. Nawet zebranie przez narodowców 200 podpisów byłoby nieprzyzwoite z ich strony, ale wystarczyłoby. A oni przynieśli nam łącznie 18 podpisów. Cały Ruch Narodowy dostarczył 18 podpisów – mówili Onetowi ludzie Mentzena.
Przyznawali jednocześnie, że Narodowcy z góry powiedzieli, że nie będą zbierać podpisów, bo robili to w kampanii referendalnej, przy odwoływaniu Aleksandra Miszalskiego. Wtedy z kolei małe zaangażowanie miała wykazać Nowa Nadzieja, czyli skrzydło partii, związane ze Sławomirem Mentzenem.
— Dogadaliśmy się na wspólnego kandydata i na warunki. Po pierwszych reakcjach kolegów z Ruchu Narodowego widziałem, że oni też wiedzą, że dali tutaj ciała. Ale później koledzy zaczęli się rozkręcać i nas oskarżać za sytuację z Bocheńczakiem. To jest wyjątkowo nieuczciwe. Jako Nowa Nadzieja my za często milczymy w takich sytuacjach, ale teraz trzeba powiedzieć, jak to naprawdę wyglądało — komentował przedstawiciel Konfederacji.
Piotr Bartosz stwierdził, że niektórym jego kolegom brakuje profesjonalizmu i wstrzemięźliwości i postanowił nie komentować dalej wpadki. Anonimowo wypowiedział się jednak jego kolega z Ruchu Narodowego. Tłumaczył, że ludzie Mentzena chcieli zebrać podpisy samodzielnie, by pokazać swoją sprawczość. Dodawał, że narodowcy zebrali więcej, niż 18 podpisów. Po prostu odsyłali je od razu do sztabu Bartosza Bocheńczaka.
— Najgorszy jest brak komunikacji. Gdyby w którymś momencie oni powiedzieli, że brakuje im podpisów, to nie byłoby żadnego problemu, żeby Ruch Narodowy te podpisy zebrał. Były jednak inne sygnały – podkreślał narodowiec. Jak przyznał, w takiej sytuacji ciężko zmobilizować struktury, które dodatkowo nie były zadowolone z wyboru kandydata.
W rozmowie z Onetem podkreślano, że Nowa Nadzieja i Ruch Narodowy rozumieją potrzebę współpracy i nie zamierzają się na siebie obrażać. Co ciekawe, ci drudzy są przekonani, że w przyszłości będą musieli wejść w koalicję, np. z PiS. Mentzen tymczasem upiera się przy zachowaniu własnej tożsamości i decyzyjności.


