
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Monika Piątkowska już oficjalnie jest kandydatką Koalicji Obywatelskiej na prezydenta. Wcześniej mówiło się Bogusławie Soniku czy o Ireneuszu Rasiu, jako potencjalnych wspólny kandydatach, KO i PSL.
Prof. Jarosław Flis: Monika Piątkowska startowała w przeszłości w wyborach z SLD, PSL i z PO, więc to taka ekumeniczna kandydatka.
Jakie ma szanse na pokonanie konkurentów?
Trudno powiedzieć, bo w tym przypadku absolutnie nikt nic nie wie, co się wydarzy.
Przecież Koalicja Obywatelska ma mocną pozycję w Krakowie.
Problem w tym, że nikt nie robił wyborów w wielkim mieście w sierpniu, na rok przed wyborami parlamentarnymi. Pytanie, czy partie będą inwestować duże środki w krakowską kampanię, czy też będą oszczędzać na tę przyszłoroczną. Nie wiemy też, jak wyborcy będą reagować, czy będzie spora mobilizacja, czy raczej wyjadą z miasta na wakacje.
Monika Piątkowska, którą nazwał pan ekumeniczną kandydatką, ma w partii opinie pracowitej, kompetentnej i doświadczonej w samorządzie. Ale czy pana zdaniem to faktycznie może być wabikiem na wyborców?
Po pierwsze, żaden z potencjalnych kandydatów KO, który pojawiał się na giełdzie nazwisk „nie urywał”. Ani Rafał Sonik, przedsiębiorca i kierowca rajdowy znany z działalności charytatywnej, który mimo wielu atutów, nie ma doświadczenia w zarządzaniu miastem, ani Bartłomiej Sienkiewicz, europoseł i były minister spraw wewnętrznych. Są znani i rozpoznawalni, ale nie jest to najważniejszą zaletą. Największe szanse mają osoby, które najpierw zbudowały swoją pozycję w tym samorządzie i dzięki ciężkiej pracy dostały się do Sejmu, a dopiero później chcą startować na wyższe stanowisko w samorządzie.
Wśród kandydatur, które rozważał Donald Tusk, był też podobno prof. Tomasz Grodzicki. Dlaczego ta koncepcja nie wypaliła?













