Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik „The Washington Post”, z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Polityka zagraniczna rzadko wywiera istotny wpływ na sytuację w kraju. W 1992 roku prezydent George H.W. Bush przegrał walkę o reelekcję, choć to za jego kadencji skończyła się zimna wojna, a Stany Zjednoczone zwyciężyły w wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku. W 2004 roku jego syn, George W. Bush, wygrał walkę o reelekcję, mimo że pogrążył kraj w dwóch beznadziejnych wojnach – w Iraku i Afganistanie.
Nadchodzące wybory do Kongresu mogą być jednak przełomem. Jeśli ziści się scenariusz „niebieskiej fali”, republikanie będą mogli zrzucić winę na politykę zagraniczną i plan handlowy prezydenta Donalda Trumpa; w szczególności na jego lekkomyślne decyzje o rozpoczęciu wojen handlowych z wieloma krajami oraz „wiecznej wojny” z Iranem.
Wybory połówkowe w USA. Republikanie płacą rachunek za cła
Te działania na własną szkodę w dużej mierze wyjaśniają, dlaczego Trump przystępuje do tych wyborów z najniższym wskaźnikiem poparcia społecznego (34 proc.) od czasów wyborów połówkowych Harry’ego S. Trumana w 1946 roku. Co ciekawe, republikanie zdobyli wtedy dodatkowe 55 mandatów w Izbie Reprezentantów i 13 w Senacie, przejmując kontrolę nad obiema izbami Kongresu.
Ówczesny sekretarz stanu James A. Baker III zasłynął ze stwierdzenia, że w wojnie chodzi o „miejsca pracy, miejsca pracy, miejsca pracy”. Skutki ceł nałożonych przez Trumpa i jego wojny z Iranem można podsumować następująco: inflacja, inflacja, inflacja. We wrześniu stopa inflacji wzrosła do 3,7 procent w ujęciu rocznym. Dla porównania w 2024 roku było to 2,9 procent. Choć Trump z chęcią obarczyłby odpowiedzialnością za drożyznę prezydenta Joe Bidena, wyłączną winę ponosi on sam.
Model budżetowy Penn Wharton wskazuje, że nielogiczne i nacechowane emocjonalnie przywiązanie Trumpa do ceł doprowadziło do podniesienia efektywnej stawki celnej z 2,3 proc. w styczniu 2025 roku do 7,1 proc. w sierpniu – w następstwie wyroku Sądu Najwyższego, który unieważnił część jego taryf. Yale Budget Lab szacuje, że obecna efektywna stawka celna jest jeszcze wyższa (11 proc.) i ostrzega, że do końca roku wzrośnie ona jeszcze bardziej, do 11,8 proc.
Trump utrzymuje, że koszty ceł ponoszą podmioty zagraniczne, jednak z nowego badania opublikowanego przez Bank Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku wynika, że niemal 90 proc. tych obciążeń jest przerzucanych na konsumentów w postaci wyższych cen. Autorzy opracowania doszli do wniosku, że „każdy wzrost średniej stawki celnej o jeden punkt procentowy przekłada się po roku na wzrost cen dóbr konsumpcyjnych o około jedną czwartą procenta”.
Pożar na rynku paliw
Chociaż badanie przeprowadzone przez Fed w Nowym Jorku skupiało się na „dobrach konsumpcyjnych innych niż ropa naftowa”, ceny benzyny i oleju napędowego również gwałtownie rosną – głównie z powodu wojny z Iranem, którą Trump sam wywołał.
Co prawda z Bliskiego Wschodu płynie obecnie nawet więcej ropy niż przed wybuchem konfliktu, ale koszty jej wydobycia i transportu znacząco wzrosły z powodu nieustannych ataków ze strony Iranu.
23 listopada cena referencyjna ropy Brent przekroczyła 116 dolarów za baryłkę, co oznacza wzrost o ponad 60 proc. od początku wojny. Ceny oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych rosły jeszcze szybciej – o prawie 70 proc.
Ekonomista Mark Zandi poinformował na początku tego miesiąca, że wojna z Iranem kosztowała każde amerykańskie gospodarstwo domowe prawie 1100 dolarów, a Biuro Budżetowe Kongresu ustaliło, że wojna ta odpowiada za ponad jedną trzecią tegorocznego wzrostu inflacji.
Aby zwalczać inflację, Rezerwa Federalna – ku wielkiemu oburzeniu Trumpa – została zmuszona do dalszego podnoszenia stóp procentowych. Średnia stopa procentowa 30-letnich kredytów hipotecznych o stałym oprocentowaniu wzrosła z poziomu nieco poniżej 6 proc. przed rozpoczęciem wojny z Iranem do 7,3 proc. w zeszłym tygodniu.
Stąd drożyzna, którą Trump zbywa jako mistyfikację, ale wyborcy odczuwają ją w swoich portfelach. W najnowszym sondażu przeprowadzonym przez „Washington Post”, ABC News i Ipsos 75 proc. respondentów określiło sytuację gospodarczą jako „niezbyt dobrą” lub „złą”, w porównaniu z zaledwie 34 proc., które tak twierdziły w przededniu ostatnich wyborów uzupełniających w 2018 roku, kiedy to demokraci zyskali 40 mandatów więcej (niż mieli) w Izbie Reprezentantów.
Stosunkiem 40 do 33 wyborcy bardziej ufają dziś demokratom niż republikanom w kwestiach gospodarczych.

Fatalny zwrot ku Moskwie
W desperackiej próbie obniżenia cen ropy przed wyborami Trump wynegocjował umowę dotyczącą zakupu oleju napędowego z Rosji. Jest mało prawdopodobne, by miało to jakikolwiek zauważalny wpływ na ceny, a także nie poprawi to spadających wskaźników poparcia dla Trumpa.
Im bardziej Trump jest postrzegany jako stający po stronie Rosji w wojnie z Ukrainą, tym bardziej znajduje się po złej stronie amerykańskiej opinii publicznej. Z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez „The Economist” we współpracy z YouGov wynika, że 66 proc. zarejestrowanych wyborców sympatyzuje z Ukrainą, podczas gdy z Rosją zaledwie 3 proc.
Sondaż YouGov wykazuje również, że Wołodymyr Zełenski jest najpopularniejszym zagranicznym przywódcą w Stanach Zjednoczonych; jego wskaźnik poparcia, wynoszący 53 proc., znacznie przewyższa wynik Trumpa. Dlatego obrażanie Zełenskiego, co Trump robi z niepokojącą regularnością, nie jest mądrą strategią mającą na celu odwrócenie spadkowej tendencji popularności prezydenta.
Trump ma rację, że wojna z Iranem nie trwa tak długo ani nie spowodowała tak wielu ofiar wśród Amerykanów, jak poprzednie konflikty, na przykład ten w Wietnamie. Jednak poprzez wstrząsy na światowych rynkach energetycznych jego spór z Teheranem przyniósł już większe straty gospodarcze niż wcześniejsze wojny w Iraku czy Afganistanie. Te zakłócenia dodatkowo potęgują jego wojny handlowe i będą się dalej nasilać, jeśli – jak sugeruje Trump – planuje on wznowić ataki na Iran po wyborach.
Trump miałby trudności z opracowaniem bardziej niepopularnej lub mniej skutecznej polityki zagranicznej, nawet gdyby celowo się o to starał. Republikanie prawdopodobnie zapłacą za to cenę w przyszłym tygodniu. Miejmy nadzieję, że – dla dobra całego świata – ci republikanie, którzy pozostaną na stanowiskach, będą bardziej skłonni do współpracy z demokratami, aby okiełznać fatalne instynkty Trumpa w obszarze polityki zagranicznej.
Tekst przetłumaczony z „The Washington Post”.
Autor: Max Boot
Tłumaczenie: Monika Bortnowska
-
„The Economist”: Niegościnne Stany Zjednoczone Ameryki, czyli skutki sukcesu Donalda Trumpa
-
„The Economist”: Deregulacja w USA wywoła nowy kryzys finansowy


