Przez pięć lat Konrad Kordas słyszał, że przesadza. Że wymyśla problem, bo przecież kierowcy na krakowskim Podgórzu jeżdżą przepisowo, a głośny wydech to jeszcze nie zbrodnia.
Przez pięć lat pisał pisma, nagrywał nielegalne wyścigi (ma ich setki) i własnym ciałem próbował blokować kierowców szalejących samochodami po uliczkach krakowskiego Podgórza.
W sobotę Hubert B. 26-letni kierowca Volkswagena Golfa R stracił panowanie nad swoim samochodem i wjechał na chodnik przy ul. Solnej, zabijając dwie osoby i raniąc niespełna roczne dziecko, które walczy o życie w szpitalu.
– Mimo poświęcenia setek godzin na walkę z wiatrakami, czuję, że zrobiłem za mało – mówi Kordas.
Wypadek w Krakowie. Mieszkańcy alarmowali od lat
Mieszkańcy krakowskiego Podgórza, gdzie w sobotę doszło do tragedii, od lat alarmowali służby o nielegalnych wyścigach, piratach drogowych i uciążliwym hałasie tuningowanych aut.
– Mniej więcej od 2021 r. robiłem wszystko, co mogłem, żeby nie doszło do sobotniej tragedii – wyjaśnia Kordas
Dla mężczyzny, który przez lata mieszkał na krakowskim Podgórzu, przełom nastąpił w 2021 r. Jechał rowerem ulicą Nadwiślańską (przecina się ona z ul. Solną). W pewnym momencie tuż za swoimi plecami usłyszał charakterystyczny, ogłuszający ryk strzelających wydechów. Szykowały się do wyścigu.
– Po prostu nie wytrzymałem – wspomina.
Zatrzymał się w bezpiecznym miejscu, a w poprzek drogi położył swój rower. Kiedy samochody zatrzymały się podszedł do kierowcy i zapowiedział, że wzywa policję, a oni mają czekać. Młodzi ludzie ominęli go i odjechali. Gdy zadzwonił pod numer alarmowy usłyszał, że zgłoszenie przyjęto, ale patrol i tak nie zdąży przyjechać.
Z czasem prywatna mapa zdarzeń Kordasa zaczęła się rozrastać. Agresywni kierowcy niebezpiecznie wchodzący w zakręt, ignorowanie znaków stop, celowe demontowanie tablic rejestracyjnych, by uniemożliwić identyfikację.
– To nie było tak, że ja jakoś specjalnie polowałem na te okazje. Te sytuacje zastawały mnie w trakcie normalnych, codziennych czynności, takich jak chodzenie do pracy – mówi Kordas.
„I tak nic mi nie zrobią”
Pewnego dnia Konrad natknął się na czerwone porsche, którego kierowca od godziny kręcił hałaśliwe „kółeczka” w strefie zamieszkania. Samochód był mężczyźnie dobrze znany. Na początku 2022 r. o mało nie przejechał przyjaciela Kordasa na pasach przy ulicy Limanowskiego. Rok później omal nie potrącił kuzynki mężczyzny, która wysiadała z tramwaju na ulicy Starowiślnej.
Kiedy Kordas dostrzegł czerwone porsche, stanął przed nim i oznajmił, że wzywa policję. Kierowca samochodu odjechał, ale chwile później Konrad spotkał go ponownie, gdy szedł złożyć zawiadomienie na komisariat policji przy ul. Zamoyskiego.
Kierowca zniżył szybę i roześmiał mu się prosto w twarz. – Mówiłem mu, że idę na policję, a on odpowiedział, że i tak nic mu nie zrobią – wspomina.
Miał rację. Policja nie zdecydowała się ukarać kierowcy. Większość zgłoszeń, pism, i doniesień na komisariat kończyło się w ten sam sposób: brak konsekwencji dla kierowców łamiących przepisy.
Uzasadnienia bywały wręcz absurdalne, w jednej ze spraw policja poinformowała go, że sprawca co prawda został ustalony, ale… wyjechał z kraju, więc postępowanie się zamyka.
Mieszkańcy apelują
Kordas nie działał sam. Wraz z sąsiadami i lokalnymi aktywistami pisał petycje, organizował zbiórki podpisów i słał pisma do Rady Miasta oraz Zarządu Dróg Miasta Krakowa. Apelowali o montaż progów zwalniających, zmianę organizacji ruchu i fizyczne uniemożliwienie urządzania wyścigów w sercu osiedla.
Odpowiedź ze strony miejskich instytucji i policji sprowadzała się do statystyki: z pomiarów wychodziło im, że większość kierowców porusza się tam przepisowo. Hałas i nocne rajdy traktowano w kategoriach jednostkowych incydentów lub wyolbrzymionych sąsiedzkich skarg.
W maju 2023 r. policja przesłała do Kordasa pismo. Potwierdziła w nim, że problem jest im znany. Komenda Miejska Policji przyznała, że miała zgłoszenia od mieszkańców ulicy Piwnej, Nadwiślańskiej, placu Bohaterów Getta, Kalwaryjskiej dotyczące „nieprzestrzegania przepisów ruchu drogowego przez kierujących pojazdami w zakresie przekraczania dozwolonej prędkości, rajdów samochodowych, niestosowania się do znaków drogowych”.
„Większość pojazdów nie przekracza dozwolonej prędkości”
W maju 2024 r. rada dzielnicy Podgórze podjęła uchwałę, w której zażądała zmiany organizacji ruchu na ulicy Zabłocie. Ta znajduje się pomiędzy ulicami Solną i Przemysłową, dokładnie tam, gdzie Hubert B. w sobotę zabił dwie osoby.
– Chcieliśmy zastosowania szykan, aby spowolnić ruch samochodów w tym miejscu. Tam jest długa prosta, która sprzyja się rozpędzaniu samochodów. Już wcześniejsza rada dzielnicy zwracała uwagę na ten problem. I w tej sprawie miasto nie zrobiło nic – zauważa Maciej Fijak, radny dzielnicy Podgórze.
I dodaje, że przy ulicy Brodzińskiego (niedaleko miejsca, gdzie doszło do sobotniego zdarzenia) od pięciu lat na realizację czeka stworzenie „strefy zamieszkania”, która poprawiałaby bezpieczeństwo tysięcy pieszych, którzy w tym miejscu nie mają nawet chodnika.
Koszt to kilka tysięcy złotych, miasto jednak nie znalazło pieniędzy. Ostatnio urzędnicy odmówili stworzenia tzw. „bramy” na placu Bohaterów Getta, która miała uniemożliwić rozpędzanie się samochodów.
Trzy miesiące po przegłosowaniu uchwały przez radę dzielnicy radny miasta Rafał Zawiślak skierował interpelację do prezydenta Krakowa. Pisał w niej o kierowcach, którzy notorycznie przekraczają prędkość na ul. Zabłocie.
Urzędnicy przeanalizowali sytuację i uznali, że większość pojazdów nie przekracza dozwolonej prędkości i uznali, że nie ma przesłanek do wprowadzenia natychmiastowych zmian w organizacji ruchu. Pod odpowiedzią na interpelację podpisał się ówczesny wiceprezydent Stanisław Kracik.
„Wszyscy wiedzieliśmy, że tak to się skończy”
Zniechęcony bezradnością systemową Konrad Kordas w końcu podjął najtrudniejszą decyzję i wyprowadził się kilka miesięcy temu z Podgórza. Na dysku komputera zarchiwizował jednak setki nagrań, które przez lata udało mu się zebrać. Wiele z nich trafiło do policji.

– Wszyscy wiedzieliśmy, że tak to się tak skończy. To nie był nieszczęśliwy przypadek, ale efekt lat zaniechań: policji, radnych i zarządców dróg – podsumowuje gorzko Konrad Kordas. – Chciałbym wierzyć, że teraz coś się zmieni. Ale cena, jaką przyszło za tę wiedzę zapłacić, jest niewyobrażalna.
Dawid Serafin
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl
-
Ultimatum dla kandydata PiS, „błąd Moniki”. W polityce wrze, a Kraków ma „wakacje”
-
Rolnik z Opolszczyzny zaginął w paryskim metrze. „Chciał być miły i to go zgubiło”













