W środę (28 października) rzecznik PiS Rafał Bochenek poinformował na portalu X, że sąd zakazał Komosie „publicznej prezentacji treści (w szczególności twierdzeń, przypuszczeń, spekulacji lub nawet sugestii i pytań)”, że śp. prezydent Lech Kaczyński „w jakikolwiek sposób przyczynił się do tragedii smoleńskiej” albo wpływał na decyzje o lądowaniu w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.
Komosa ma również wpłacić 30 tysięcy złotych na rzecz Stowarzyszenia na rzecz wspierania hospicjum im. Jana Pawła II w Ostrowcu Świętokrzyskim oraz opublikować przeprosiny wobec Jarosława Kaczyńskiego. Według Bochenka ma to zrobić w ciągu trzech dni od uprawomocnienia się orzeczenia, we wpisie na X i w liście do prezesa PiS. Wyrok jest nieprawomocny. „Nie ma zgody na kłamliwą, ruską propagandę w przestrzeni publicznej” – skomentował Bochenek.
Komosa: Nie zgadzam się na dławienie debaty
Aktywista zapowiedział już apelację. „Nie zgadzam się na dławienie debaty publicznej” – napisał na portalu X. Dodał, że od początku składania wieńców brał pod uwagę najgorsze możliwości, więc „nie rozpacza”. Zasugerował też, że podczas następnej miesięcznicy znów pojawi się pod pomnikiem smoleńskim. Stwierdził ponadto, że jego sprawę prowadziła „neosędzia”.
Wieńce awantury i uderzenia
Komosa od miesięcy składa pod pomnikiem smoleńskim wieniec z napisem o „95 ofiarach Lecha Kaczyńskiego, który, ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach”. Jego działania wielokrotnie prowadziły do awantur z uczestnikami miesięcznic, w tym z Jarosławem Kaczyńskim, który w 2024 roku miał dwukrotnie uderzyć aktywistę w twarz.
W grudniu 2024 roku Sejm uchylił Kaczyńskiemu immunitet. Komosa proponował wtedy ugodę: wycofałby oskarżenie i przestał składać wieniec, gdyby prezes PiS „przeprosił naród za kłamstwo o zamachu w Smoleńsku”.
W sierpniu 2025 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia umorzył postępowanie z oskarżenia Komosy o naruszenie nietykalności cielesnej, uznając społeczną szkodliwość czynu za znikomą. Sędzia Łukasz Grylewicz podkreślił jednak, że takiego zachowania „nie wolno pochwalać”. W listopadzie 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał umorzenie, a decyzja stała się prawomocna. Pełnomocnik Komosy rozważał wtedy kasację do Sądu Najwyższego.


