
Nowe uprawnienia inspektorów PIP – nowe zmartwienia dla firm oraz dla pracowników. Przedsiębiorcy od początku stali na stanowisku, że na podstawie decyzji administracyjnych państwo nie powinno zmieniać umów zawartych przez firmy z pracownikami. Ich zdaniem narusza to swobodę zawierania umów oraz wolność jednostki do decydowania o swojej działalności zarobkowej.
Wobec możliwości przekształcenia umowy zlecenia w etet pracownik znajduje się między młotem a kowadłem. Zwłaszcza jeżeli sprawa trafi do sądu. A trafi, bo o tę możliwość też walczyli pracodawcy.
Rozkład sił w sporach o charakter zatrudnienia. Czy ucierpi na tym pracownik?
W wywiadzie udzielonym dziennikowi w pierwszym dniu obowiązywania nowych przepisów, ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz – Bąk argumentuje, że państwo nie może promować cwaniactwa i wyjaśnia, co teraz ma zrobić pracownik.
Jej zdaniem zdecydowana większość pracodawców przestrzega prawa: wypłacają w terminie wynagrodzenia i nadgodziny, oferują etaty tam, gdzie wymaga tego stan faktyczny, szanują prawo do urlopu, więc dla nich nic się nie zmieni. Kontrola tylko potwierdzi legalność ich działań. Bać się mają za to ci, którzy uważają, że metodą na szybki zysk jest obniżanie standardów zatrudnienia.
– Wejście w życie reformy PIP budzi uzasadnione obawy o rozkład sił w sporach o charakter zatrudnienia – tłumaczyła na łamach Gdziennika Gazety Prawnej prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
I jest to obawa uzasadniona, zwłaszcza z punktu widzenia pracownika.
Spór między PIP a pracodawcą. Pracownik w kleszczach systemu
– Dobrowolność podpisywania śmieciówek to wątpliwa sprawa. Jeśli kandydat do pracy w ochronie, gastronomii czy usługach porządkowych słyszy od pracodawcy: „podpisujesz zlecenie albo szukaj innego zajęcia”, to mówienie o wolnej woli jest nadużyciem – argumentuje na łamach DGP ministra Agnieszka Dziemianowicz – Bąk. – Od tego jest państwo, żeby go przed tym przymusem chronić – dodaje w wywiadzie.
Do tej pory to pracownik musiał wystąpić do sądu pracy o ustalenie istnienia stosunku pracy i niewielu się na to decydowało z obawy przed utratą pracy. Teraz może zgłosić sprawę do PIP. Jeżeli pracodawca nie dostosuje się do zaleceń inspektora, zaczyna sie postępowania administracyjne, które które może zakończyć się decyzją o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę. W decyzji PIP znajdą się też informacje o wysokości wynagrodzenia.
Ale kiedy pracodawca odwoła się do sądu, pracownik zostaje w sytuacji dramatycznej – w samym środku sporu. Zdaniem ministry, sądy pracy będą wydawały zabezpieczenie na czas postępowania – chodzi o ochronę przed zwolnieniem i rozwiązaniem umowy z dnia na dzień.
Pracownik i tak trafi do sądu. Żadna branża nie będzie faworyzowana kontrolami
Pozostaje jeszcze jeden haczyk – decyzje PIP nie będą działać wstecz, co oznacza, że datą zawarcia umowy o pracę będzie data jej wydania. Pracownik, który chce wyjaśnić także poprzednie lata pracy na niekorzystnej umowie, będzie musiał z decyzją PIP sam pójść do sądu i prosić o ustalenie, czy rok, dwa czy trzy lata wcześniej też pracował w reżimie stosunku pracy a nie śmieciowej umowy.
Plan kontroli PIP ma być tworzony na podstawie ilości skarg i analizy ryzyka dzięki wymianie danych między ZUS, KAS i PIP – żadna branża nie będzie faworyzowana kontrolami. – Tam, gdzie dochodzi do nadużyć, jest więcej zgłoszeń i częściej pojawiają się sankcje, prawdopodobieństwo kontroli będzie większe – ostrzega ministra.
Pracodawcy mają rok na samodzielne dostosowanie umów pracowników do zmian w prawie pracy.












