Zamiast dwóch lat, trzy tygodnie. Szłapka zapowiada konsekwencje ws. posłanki KO

Portal Zero poinformował we wtorek 23 czerwca, że posłanka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Pępek skorzystała w lutym 2025 roku z badań w szpitalu w Żywcu (woj. śląskie) poza kolejnością. Polityczka zapisała się na diagnostykę trzy tygodnie wcześniej, mimo że średni czas oczekiwania wynosi ponad 23 miesiące, czyli niecałe dwa lata.

Zobacz wideo Czy szpitalna afera zatopi rząd Tuska? Sebastian Kaleta w rozmowie z Wyborczą

Szłapka: W żadnej mierze nie bronię tego typu sytuacji

Do sprawy Pępek odniósł się we wtorek rzecznik rządu Adam Szłapka podczas konferencji prasowej. – Wiem, że pani posłanka będzie się spotykała z kolegium klubu KO i tam składała wyjaśnienia – przekazał.

Z kolei wcześniej na antenie Polsat News powiedział, że polityczka „będzie musiała to wszystko bardzo precyzyjnie wyjaśnić”. – I pewnie też, w zależności od tego, jak to będzie wyglądało, będą konsekwencje – dodał. Szłapka podkreślił, że „w żadnej mierze nie broni tego typu sytuacji” i „wszystko musi być wyjaśnione”. 

Tło sprawy

Szpital w Żywcu uznał, że posłanka „wepchnęła się w kolejkę” i nie rozliczył badania z NFZ. Wysłał kobiecie pismo, przypominające, że „o przyspieszeniu terminu może zdecydować wyłącznie lekarz na podstawie stanu zdrowia pacjenta”, czego w tym przypadku nie było.

Kobieta „przyznaje, że dostała informację ze szpitala o tym, że wepchnęła się w kolejkę, ale ją zignorowała. Bo, jak wskazuje, płaci składki, więc badanie w szpitalu jej się należało” – napisał portal Zero.

Pępek tłumaczy, że pracownica oddziału położnictwa (związana z KO) zarejestrowała ją na badania. 

„To jeszcze powinni mi podziękować”

Pępek na antenie telewizji wPolsce24 powiedziała, że od nikogo niczego się „nie domagała, nikogo nie prosiła”. – Zarejestrowałam się, czekałam, zadzwoniono do mnie, że mam przyjść na gastroskopię, bo się zwolnił termin w sobotę jakiś. To jeszcze powinni mi podziękować za to, że przyszłam, że wypełniłam ten termin i po prostu zrobiono mi gastroskopię – stwierdziła polityczka KO. Szpital nie zażądał od kobiety zwrotu pieniędzy za badanie. Poprosił jedynie, by w przyszłości nie korzystała z podobnych przywilejów. 

– Moje badanie, moja gastroskopia, jest normalnie w skali kraju roztrząsana. No tego bym się nie spodziewała, Powiem wam, że to już zaczyna być anegdotą – dodała.

Udział