
Były minister sprawiedliwości ostro zaatakował prokuraturę, która prowadzi wobec niego śledztwo dotyczące Funduszu Sprawiedliwości i sprawdza, czy inne osoby pomagały mu w wyjeździe oraz unikaniu odpowiedzialności karnej. – Nie wiedzieli nawet, że istnieje coś takiego jak paszport wydawany według Konwencji Genewskiej – mówił Ziobro we wtorek (12 maja) w Telewizji Republika.
Były minister sprawiedliwości ocenił, że działania śledczych w jego sprawie to „blamaż, kompromitacja i brak wiedzy oraz brak umiejętności”. – To pokazało, że mamy fujarę tu i tam, począwszy od szefa, Korneluka, ale i poniżej – powiedział.
Ziobro: Wielka historia okazała się lipą
Ziobro przekonywał, że sprawa jego ewentualnego sprowadzenia do Polski miała być dla obecnej władzy politycznym sukcesem. W jego ocenie ten scenariusz się nie powiódł. – To także niewywiązanie się z podstawowych obietnic, zwłaszcza wobec tzw. silnych razem, twardego elektoratu, że Zbigniew Ziobro będzie dowieziony do kraju jako szef najgroźniejszej grupy przestępczej – stwierdził. – Ta napompowana historia, która miała być wielkim sukcesem Donalda Tuska i koalicji 13 grudnia, przywiezienia mnie w kajdankach i czerwonym garniturze, okazała się wielką lipą – dodał.
Były minister odniósł się także do wezwania przez prokuraturę Tomasza Sakiewicza, prezesa i redaktora naczelnego Telewizji Republika. Sakiewicz 20 maja zostanie przesłuchany w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. – Trzeba to czymś przykryć. Nie mają Zbigniewa Ziobry, to chcą zaatakować Tomasza Sakiewicza – ocenił Ziobro.
Polityk tłumaczył też, dlaczego zgodził się na współpracę z Telewizją Republika jako komentator polityczny. – Telewizja Republika kilkukrotnie składała mi na przestrzeni roku propozycję, żebym został komentatorem, ale nie decydowałem się na to z różnych przyczyn – mówił. – Telewizja Republika ma ogromne oddziaływanie na Polonię amerykańską, a to jeden z moich głównych celów, więc uznałem łączenie tych ról za zasadne – dodał.
Większość polityków PiS dowiedziała się z mediów
Większość polityków PiS, z którymi rozmawiała PAP, dowiedziała się o wyjeździe Ziobry do USA z mediów. Posłowie różnych frakcji przyznawali nieoficjalnie, że były minister nie informował partii o swoich zamiarach. W ugrupowaniu spekulowano jednak, że Ziobro może udać się właśnie do Stanów Zjednoczonych.
W partii nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, czy Ziobro utrzymuje kontakt z Jarosławem Kaczyńskim. Źródło ze ścisłego kierownictwa PiS, utożsamiane ze zwolennikami prezesa, zaprzecza takim kontaktom. Z kolei bliski współpracownik Mateusza Morawieckiego twierdzi, że Ziobro i Kaczyński rozmawiają telefonicznie.
Z rozmów z politykami PiS wynika, że Kaczyński może wzmocnić partyjną narrację obronną wokół Ziobry. – Radykałowie w PiS zaczną mówić, że „nawet Trump widzi w Polsce kryzys demokracji”, skoro przyjmuje Ziobrę uciekającego przed Tuskiem. Trudno, żeby miarka się przebrała w tej sprawie – powiedział PAP poseł związany z Morawieckim.
Prokuratura sprawdza, czy ktoś pomagał Ziobrze
Prokuratura Krajowa poinformowała w poniedziałek (11 maj), że prowadzi czynności zmierzające do ustalenia, czy inne osoby pomagały Ziobrze w ucieczce oraz uniknięciu odpowiedzialności karnej. Chodzi o możliwe utrudnianie śledztwa dotyczącego Funduszu Sprawiedliwości.
Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak podkreślił, że Ziobro nie jest obecnie poszukiwany międzynarodowo, bo nie ma do tego podstaw prawnych. Na byłym ministrze sprawiedliwości ciąży widmo 26 zarzutów, w tym kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i wykorzystywania stanowiska do działań o charakterze przestępczym. Pod koniec 2025 r. Sejm zgodził się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Ziobry, a prokurator wydał postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów. Wtedy okazało się, że były minister przebywa w Budapeszcie.
Wcześniej Ziobro oświadczył, że nie uciekł z Polski i że posługuje się dokumentem przyznanym mu wraz z prawem do azylu, który otrzymał na Węgrzech.
Katarzyna Lendzion (PAP)

