
-
ZEA uderzyły w Iran? Czyli czego nie było w oświadczeniu
-
Kiedy ZEA mogłyby włączyć się w konflikt?
-
Cieśnina Ormuz stoi. Rozważają alternatywne drogi przesyłu ropy
-
Włączenie się ZEA mogłoby spowodować efekt domino
Oficjalnie w konflikt w Zatoce Perskiej zaangażowane są Iran i koalicja Izraela z USA. Jednak w miniony weekend izraelski serwis YNet poinformował, że Zjednoczone Emiraty Arabskie (dalej: ZEA) po raz pierwszy zaatakowały Iran. Zbombardowana miała zostać infrastruktura odsalania wody morskiej. Według cytowanych przez media izraelskich urzędników atak jest sygnałem, że ZEA mogą przyłączyć się do wojny na Bliskim Wschodzie.
Choć Abu Zabi opublikowało oświadczenie, w którym nie przyznało się do samego ataku, to zaznaczyło swoje prawo do odpowiedzi na „brutalną i nieprowokowaną” agresję Teheranu. „ZEA podkreślają, że nie chcą być wciągane w konflikty ani eskalację, ale potwierdzają, że zastrzegają sobie pełne prawo do podjęcia wszelkich niezbędnych środków w celu ochrony suwerenności, bezpieczeństwa narodowego i integralności terytorialnej” oraz „zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom”.
ZEA uderzyły w Iran? Czyli czego nie było w oświadczeniu
Trudno jednoznacznie stwierdzić, że to ZEA stały za uderzeniem na Iran. Potwierdzeniem wydaje się być jednak nie to, co władze emiratów powiedziały, ale to, co przemilczały. Doniesienia medialne nie zostały bowiem wprost zdementowane.
– Myślę, że brak jednoznacznego dementi oznacza, że ZEA muszą zostawić sobie w pewnym sensie otwarte drzwi, bo jeśli teraz nie decydują się, by otwarcie dołączyć do wojny, to nie znaczy, że w którymś momencie nie zostaną do tego zmuszone – mówi Interii Julia Sochacka, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ds. Bliskiego Wschodu.
Na ile jest to prawdopodobny scenariusz? – Wszystko zależy od tego, jak bardzo eskalować będzie Iran. Na ten moment sytuacja wewnątrz Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest trudna, natomiast w miarę stabilna. Systemy obronne szczególnie związane z zastrzeliwaniem pocisków czy wyłapywaniem dronów na ogół działają – słyszymy.
Kiedy ZEA mogłyby włączyć się w konflikt?
ZEA należą do państw Zatoki Perskiej ostrzeliwanych przez siły irańskie od pierwszego dnia konfliktu. Celem stały się amerykańskie bazy wojskowe, a także infrastruktura cywilna, w tym m.in. międzynarodowe lotnisko Dubai International Airport, a także symbol Dubaju – słynny hotel „żagiel” Burj Al Arab.
Z ostatnich danych przekazywanych przez ZEA wynika, że od początku wojny Iran wystrzelił w ich kierunku ponad 1,4 tys. rakiet balistycznych i dronów. W uderzeniach zginęło czterech obywateli ZEA, a 112 zostało rannych.
Zdaniem analityczki PISM Emiraty zostaną zmuszone, by dołączyć do wojny, jeśli Iran nasili ataki na cywilów oraz na infrastrukturę związaną z wydobyciem ropy.
– Aktualny, oficjalny brak odwetu ze strony ZEA jest nakierowany na to, by dodatkowo nie eskalować konfliktu, bo państwom Zatoki jego zakończenie po prostu się opłaca – mówi Julia Sochacka.
Wskazuje tu dwa przykłady sąsiednich krajów: Arabii Saudyjskiej i Kataru, gdzie zaatakowano kolejno rafinerię i jeden z największych na świecie kompleksów przetwarzania i eksportu gazu skroplonego.
Miejsca te, wskutek irańskich ostrzałów, zostały na tyle uszkodzone, że konieczne było wstrzymanie produkcji.
– W tych państwach możliwości wydobywcze nie zostały całkowicie zniszczone, natomiast w przypadku dalszych ataków to zdecydowanie byłaby bardzo duża strata i problem dla państw Zatoki i to długoterminowy, bo nawet jeśli ustaną bombardowania i ataki dronowe, to jednak odbudowa będzie wymagać czasu i pieniędzy – mówi Sochacka.
Cieśnina Ormuz stoi. Rozważają alternatywne drogi przesyłu ropy
Negatywne skutki nasilają się z każdym dniem wojny. Obok zniszczeń w przemyśle wydobywczym, największym problemem jest ogólny zastój na rynku ropy. Cieśnina Ormuz stoi. Jej blokada wstrząsnęła światowymi rynkami i wpływa na destabilizację w regionie.
– Rozważane są alternatywne drogi przesyłu ropy. ZEA czy Arabia Saudyjska dysponują rurociągami. Niestety problem jest taki, że one nie są w stanie przepompowywać tylu baryłek dziennie, ile normalnie przepływa drogą morską, ale istnieje jakaś alternatywa, która potencjalnie mogłaby pozwolić Ameryce na wydłużenie tego konfliktu – tłumaczy ekspertka.
Dotychczasowe ataki były dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich bardzo dotkliwe.
– Sytuacja jest bezprecedensowa. Ten konflikt był szokiem dla ZEA, teraz kraj koncentruje się krótkoterminowo na zapewnieniu bezpieczeństwa i długofalowo na stanie gospodarki – tłumaczy ekspertka.
Włączenie się ZEA mogłoby spowodować efekt domino
– Gdyby ZEA zdecydowały się otwarcie wejść konflikt, pojawia się pytanie o zaangażowanie sojuszników, np. Francji. Myślę, że w takiej sytuacji państwa, które utrzymują bazy w Emiratach, takie jak Francja (Camp de la Paix) będą angażowane co najmniej do działań obronnych, przede wszystkim ze względu na ochronę własnych interesów, sił i obywateli, w regionie – uważa Julia Sochacka.
Trzeba jednak przyznać, że słowo „wojna” pojawia się w oficjalnych wypowiedziach. Prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich i władca Abu Zabi Mohammed bin Zajed oświadczył w sobotę, podczas szpitalnych odwiedzin osób rannych wskutek irańskich ataków, że jego kraj nie jest łatwym łupem i choć znajduje się obecnie w stanie wojny, to ma się dobrze – przekazała agencja Reutera.
Jednocześnie prezydent domagał się zakończenia ataków na jego kraj, podkreślając, że nie jest on stroną konfliktu.
– Wewnętrzny przekaz to jest przekaz przede wszystkim odporności i zapewniania bezpieczeństwa mieszkańcom poprzez skuteczne przechwytywanie pocisków i dronów. Częściej konflikt określany jest mianem „bezprawnych ataków” niż wojny – wskazuje Sochacka.
Zjednoczone Emiraty Arabskie mają jedne z najlepiej wyposażonych sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie. Ich armia jest stosunkowo niewielka liczebnie – to około 65 tys. żołnierzy, jednak zaliczana jest do najbardziej zaawansowanych technologicznie w regionie.
Może pochwalić się nowoczesnym lotnictwem i rozbudowanym systemem obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Ich siła opiera się także na artylerii rakietowej HIMARS oraz rozwijanym programie dronowym.












