
-
Donald Trump oraz liderzy Partii Republikańskiej ostrzegają przed lewicowym zwrotem Nowego Jorku i oskarżają Partię Demokratyczną o skrajność po zwycięstwach kandydatów wspieranych przez burmistrza Zohrana Mamdaniego.
-
Wygrane lewicowych kandydatów w prawyborach w Nowym Jorku wzmacniają wpływy frakcji demokratycznych socjalistów, budząc niepokój w przywództwie Partii Demokratycznej i radość republikanów.
-
Republikanie planują wykorzystywać postaci takie jak Darializa Avila Chevalier oraz postulaty socjalistycznych kandydatów do budowania narracji o radykalizacji Partii Demokratycznej podczas nadchodzących wyborów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Jeśli wierzyć politykom Partii Republikańskiej, Stanom Zjednoczonym grozi rewolucja.
„Ameryka nigdy nie będzie komunistycznym krajem” – grzmiał Donald Trump w mediach społecznościowych. Wtórował mu spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson: „Reagan ostrzegał przed komunizmem za granicą. Teraz komunizm dotarł do naszych brzegów„.
Gruszek w popiele nie zasypiał też lider republikańskiej większości z Izbie Steve Scalise. „Możecie to nazwać rewolucją bolszewicką 2026, ale oficjalnie Partię Demokratyczną przejął Mamdani” – stwierdził.
To nagłe wzmożenie nie jest przypadkiem. Jest efektem wtorkowych prawyborów w Partii Demokratycznej do Kongresu, które odbyły się w Nowym Jorku. Wspierani przez lewicowego burmistrza miasta Zohrana Mamdaniego kandydaci pokonali swoich umiarkowanych partyjnych adwersarzy. Ku konsternacji kierownictwa Partii Demokratycznej i radości republikanów.
Lewicowy król Nowego Jorku poszerza wpływy
Zohran Mamdani wbrew wszystkim i wszystkiemu wygrał w listopadzie zeszłego roku wybory na burmistrza z lewicowymi hasłami na sztandarach.
Choć zaczynał od 1 proc. poparcia, szybko zdobył poparcie w Partii Demokratycznej i pokonał w walce o nominację Andrew Cuomo – przedstawiciela partyjnego establishmentu. Potem z łatwością wygrał wybory, które dały mu władzę w największym amerykańskim mieście.
Samo zdobycie Nowego Jorku Mamdaniemu nie wystarczyło. Zapragnął bowiem mieć też wpływ na ogólnokrajową politykę. Zebrał więc grupę działaczy, określanych, podobnie jako on, mianem demokratycznych socjalistów i ruszył na podbój prawyborów do Izby Reprezentantów w swoim mieście.
Cała trójka kandydatów, których wspierał, wygrała starcie z silnymi ludźmi nowojorskiej machiny politycznej.
Ponieważ startują w tzw. niebieskich okręgach, czyli gwarantujących wygraną Partii Demokratycznej, nic nie jest w stanie ich powstrzymać przed rozpoczęciem kariery w Waszyngtonie.
Już dziś mówi się, że może to mieć ogromny wpływ na kształt partii nie tylko w Nowym Jorku, ale też na poziomie ogólnokrajowym.
– Wyborcy wyraźnie mówią nam, że chcą, abyśmy byli odważniejsi – odważniejsi w proponowanej przez nas polityce i odważniejsi w taktyce – stwierdził demokratyczny senator Chris Murphy z Connecticut, wymieniany jako potencjalny kandydata na prezydenta.
Pokazujemy, że to, co wydarzyło się roku temu, nie było anomalią. To nie był koniec. To był dopiero początek
Lewica wie, jak zdobyć Nowy Jork
Mamdani zarówno w boju o funkcję burmistrza, jak wpływy w Partii Demokratycznej, wykorzystał precedens, który pierwszy raz zadziałał w 2018 r. w przypadku lewicowej kongresmenki Alexandrii Ocasio-Cortez.
Byli współpracownicy ikony demokratycznej lewicy senatora Berniego Sandersa, którzy poparli Ocasio-Cortez, uznali, że skoro niewielu członków Partii Demokratycznej w Nowym Jorku głosuje w tutejszych prawyborach, a republikanie nie mają żadnych szans na zwycięstwo już w samych wyborach, zdeterminowani politycy i polityczki spoza establishmentu mogą zagwarantować sobie urząd, aktywizując niewielką grupę wyborców.
Ocasio-Cortez wystarczyło zdobyć mniej niż 17 tys. głosów, by w prawyborach pokonać urzędującego kongresmena, który wcześniej wygrywał wybory do Izby Reprezentantów dziesięć razy.
W tegorocznych prawyborach znów to zadziałało.

Trójka Mamdaniego
Burmistrz Nowego Jorku postanowił zakwestionować niepisaną zasadę amerykańskiej polityki, że urzędującym politykom ze swojej partii nie utrudnia się życia.
Przeciwko dwóm wspieranym przez lidera demokratycznej mniejszości w Izbie Reprezentantów Hakeema Jeffriesa Mamdani wystawił dwójkę, która bez jego poparcia nie miałaby żadnych szans.
Zerwał też pakt o nieagresji z Nydia Velazquez – ustępującą kongresmenką, która poparła Mamdaniego w ubiegłorocznych wyborach. Przeciwko jej protegowanemu także wystawił swojego kandydata.
Cała trójka wygrała. – Pokazujemy, że to, co wydarzyło się roku temu, nie było anomalią. To nie był koniec. To był dopiero początek – mówił po prawyborach triumfujący Mamdani.
Garstka prawyborów, które idą w tym czy innym kierunku w jednym czy dwóch stanach, nie zmieni tego, kim jesteśmy jako demokraci w Izbie
Socjalizm w Ameryce?
Zwolennicy Mamdianiego i progresywnej frakcji w Partii Demokratycznej liczą, że ugrupowanie skieruje się teraz ku lewicy, porzucając pozycje centrowe. Są przekonani, że to, co zbudowało burmistrza Nowego Jorku i jego kandydatów, przełoży się teraz na poziom ogólnokrajowy.
Wtorkowe zwycięstwa w Nowym Jorku były możliwe, ponieważ część bazy wyborczej demokratów jest wściekła na politykę Trumpa, wsparcie dla Izraela, pogłębiające się problemy społeczne, ale też na dotychczasowy establishment własnej partii.
W Stanach Zjednoczonych od dawna dyskutuje się o tym, że Partię Demokratyczną rozdziera spór pokoleniowy i wielu jej zwolenników jest po prostu zmęczonych tym, jak starzy liderzy prowadzą demokratów.
Jeszcze przed prawyborami podrażniony Jeffries ostrzegał przed wyciąganiem pochopnych wniosków z nowojorskich prawyborów. – Klub demokratów w Izbie Reprezentantów liczy 215 członków. Garstka prawyborów, które idą w tym czy innym kierunku w jednym czy dwóch stanach, nie zmieni tego, kim jesteśmy jako demokraci w Izbie – stwierdził.
– Wybory w Nowy Jorku są bardzo ważne, ale Nowy Jork to nie Ameryka – mówi cytowany przez „The New York Times” Jamie Harrison, który pełnił funkcję przewodniczącego Krajowego Komitetu Demokratycznego w czasie prezydentury Joe Bidena. – Trzeba być ostrożnym w traktowaniu prawyborów w demokratycznych stanach i miastach jako symbolicznych dla całej Partii Demokratycznej – dodaje.
Ból głowy liderów Partii Demokratycznej
Zwycięstwo ludzi Mamdaniego już teraz komplikuje życie przywództwu Partii Demokratycznej, które chce w jesiennych wyborach do Kongresu stawiać przede wszystkim na umiarkowanych kandydatów. Zwłaszcza w stanach i okręgach wahających się. Ich pozycja w prawyborach jest jednak zagrożona ze względu na lewicowych kontrkandydatów, którzy rosną w siłę.
Lider demokratycznej mniejszości w Senacie, pochodzący z Nowego Jorku Chuck Schumer stawia w prawyborach na ludzi środka w Michigan i Maine, gdzie Partia Demokratyczna walczy o mandaty w Senacie.
W tym pierwszym stanie chce utrzymać miejsce dla swojej partii, a w tym drugim wyrwać je republikanom. W obu po piętach depczą im wspierani przez Berniego Sandersa progresywni kandydaci.
Socjalistyczna fala w Partii Demokratycznej może nie tylko rozbić plan Schumera, ale także dołożyć problemów Jeffriesowi.
Jego prestiż ucierpiał w wyniku przegranych kandydatów popieranych przez niego w Nowym Jorku. Może też znacząco skomplikować jego plany po spodziewanym odbiciu z rąk Partii Republikańskiej Izby Reprezentantów.
Jeśli frakcja lewicowców wprowadzi do niej znaczącą grupę, Jeffries może mieć problem z wyborem na spikera Izby – stanowisko, do którego jest przymierzany. Może mu też być trudniej rządzić partią, jeśli od demokratycznej lewicy będzie zależeć większość.
Amerykanie powinni być przerażeni tym, dokąd zmierza Partia Demokratyczna
Republikanie zacierają ręce
Cytowane na początku słowa liderów Partii Republikańskiej to wyraz przekonania, że postawienie na wyrazistych kandydatów demokratycznych pomoże im przekonać Amerykanów, że mają do czynienia z oderwanymi od rzeczywistości radykałami, którzy są obcy kulturze politycznej i dominującym postawom Amerykanów.
Należy się spodziewać, że popierani przez Mamdaniego zwycięzcy wtorkowych prawyborów będą wykorzystywani w kampanii do straszenia Amerykanów. Ostrzegał przed tym demokrata Howard Wolfson, który doradza byłemu burmistrzowi Nowego Jorku Michaelowi Bloombergowi.
– Republikanie będą starali się powiązać demokratów startujących w wyrównanych okręgach wyborczych – zarówno w Nowym Jorku, jak i w całym kraju – z najbardziej skrajnymi głosami w naszej partii – stwierdził jeszcze przed wyborami.
– Każdy demokrata uczestniczący w wyrównanym wyścigu wyborczym będzie musiał odpowiadać za najbardziej skrajne głosy w naszej partii, a to sprawi, że cała partia będzie postrzegana jako skrajna i oderwana od rzeczywistości – dodał Wolfson.
Jego słowa już znajdują potwierdzenie w narracji republikańskiej.
Rzecznik prasowy National Republican Congressional Committee Mike Marinella stwierdził, że demokratyczny establishment skapitulował przed Mamdanim i socjalistycznym skrzydłem partii.
– Każdy demokrata w Izbie Reprezentantów, zarówno w bezpiecznych, jak i konkurencyjnych okręgach, będzie teraz odpowiadał przed radykałami, którzy pociągają za sznurki. Amerykanie powinni być przerażeni tym, dokąd zmierza Partia Demokratyczna – przekonywał.

Kim będą straszyć republikanie?
Claire Valdez – jedna z wygranych we wtorkowych prawyborach – postuluje m.in. ogólnoamerykańską kontrolę czynszów, wprowadzenie powszechnej publicznej służby zdrowia, wzmocnienie sektora publicznego poprzez ograniczenia sektora prywatnego, rozwiązanie skompromitowanej agencji ds. imigracji ICE, koniec ze wsparciem dla Izraela i poparcie dla państwowości palestyńskiej.
To poglądy, które uszłyby za lewicowe w Europie, ale dla większości Amerykanów mogą wydawać się skrajne, czy wręcz komunistyczne.
Wydaje się jednak, że „gwiazdą” wyborczej propagandy republikanów zostanie Darializa Avila Chevalier.
W kampanii prawyborczej wzywała do zniesienia więzień, otwarcia granic i zakończenia deportacji, także osób skazanych za brutalne zbrodnie. Zasłynęła też wpisami w mediach społecznościowych. W jednym z nich zwyzywała Joe Bidena, a w innym pisała, żeby „j… Kamalę Harris”.
Dla republikanów taka kandydatka demokratów to polityczne złoto. Nawet jeśli reprezentuje na razie niewielką frakcję w Partii Demokratycznej, będzie można nią nieustannie grać w kampanii jako symbolem tego, dokąd zmierzają demokraci.
Nawet jeśli w innych okręgach będą ich reprezentować umiarkowani kandydaci, narracja Partii Republikańskiej będzie jasna: komuniści chcą zniszczyć kraj.
Choć Amerykanie są bardzo niezadowoleni z tego, jak mają się sprawy w ich kraju, to można zadać pytanie, czy są gotowi na lewicowy zwrot w polityce.
Pewnej podpowiedzi dostarcza amerykański pisarz i noblista John Steinbeck. Stwierdził kiedyś, że „socjalizm nigdy nie zapuścił w Ameryce korzeni, bo biedni w tym kraju nie uważają się za wyzyskiwany proletariat, tylko za milionerów w chwilowych tarapatach„.
Słowa te padły już wiele dekad temu, a czy nadal są aktualne, częściowo przekonamy się w listopadowych wyborach do Kongresu.
-
Zełenski wypowiedział pakt o nieagresji z Polską? „Był ostrzegany”
-
Bolesna lekcja brexitu. „Suwerenności nie wzmacnia się przez izolację”













