
Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, Marcin Przydacz, w środę spotkał się z szefem dyplomacji USA, Marco Rubio. Po tej rozmowie sugerował, że wstrzymany w maju przerzut rotacyjnej brygady pancernej z Teksasu do Polski nie zostanie wznowiony.
– Została podtrzymana ta deklaracja o kwestii dodatkowych 5 tysięcy. Natomiast wcale nie oznacza to, że ta wstrzymana brygada 4 tysięcy żołnierzy, która nie rotowała, że ona przypłynie do Polski – mówił Przydacz. – Myślę, że należy już raczej inaczej traktować tę obecność amerykańską już w nowej formule właśnie jako całościowy, nowy koncept obecności amerykańskiej – dodał.
Co z żołnierzami USA w Polsce?
Szef BBN kolejnego dnia poinformował, na jakim etapie są ustalenia w tej sprawie. – Jeśli chodzi o dokończenie rotacji, wciąż czekamy na zakończenie prac planistycznych. Tutaj nie padł ani termin, ani (informacja), jakiej dokładnie jednostki możemy się spodziewać na terytorium Polski, ale – co jest istotne – kwestia tego, czy ta jednostka przyjedzie, nie jest w ogóle (…) kwestionowana – powiedział Bartosz Grodecki podczas czwartkowej konferencji prasowej po spotkaniu z Elbridge’em Colbym, głównym urzędnikiem odpowiedzialnym za kwestię rozmieszczenia sił USA w Europie. Grodecki dodał, że o szczegółach „najszybciej, jak to tylko jest możliwe” zdecydują planiści.
Donald Trump po wstrzymaniu 4-tysięcznej brygady pancernej zapowiadał wysłanie „5 tys. dodatkowych żołnierzy”. Dopytywany, ile ostatecznie żołnierzy będzie w Polsce, szef BBN odparł, że „na dziś jest to około rzeczywiście 10 tys. żołnierzy i wypełnienie tej brakującej ilości” oraz – osobno – rozpoczęcie budowy stałej bazy.
Stała baza wojska USA
Grodecki podkreślił, że „stała baza jest na agendzie”. – Jest duża wola do rozpoczęcia tego projektu. Ogromny wpływ na taką decyzję mają bezpośrednie i bardzo dobre, czy doskonałe relacje prezydentów, czyli prezydenta polskiego i prezydenta Trumpa – powiedział Grodecki.
Zdaniem szefa BBN baza będzie powstawała przynajmniej dwa, może nawet do trzech lat. Ocenił, że koszt jej budowy wyniesie około kilku miliardów złotych. – Patrząc na to, ile wydajemy w tej chwili na zbrojenia (…) nie są to koszty, które byłyby niemożliwe do udźwignięcia, jeśli chodzi o budżet państwa – wskazał.
Jaki: Jesteśmy blisko sukcesu
Europoseł PiS, Patryk Jaki, złożył wizytę w stolicy USA w ramach delegacji grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Parlamentu Europejskiego. Wspomniana delegacja przeprowadziła rozmowy między innymi w Białym Domu, Departamencie Stanu i Pentagonie, a jednym z omawianych tematów było bezpieczeństwo. – Jako grupa EKR opowiadamy się za przeznaczeniem większych środków na odbudowę europejskich zdolności w zakresie obronności i potencjału wojskowego – powiedział europoseł. Delegacja rozmawiała też o koncepcji NATO 3.0.
Jaki podkreślił, że szczególnie ważną kwestią jest utworzenie stałej bazy USA w Polsce. – Mogę powiedzieć, że odbyliśmy bardzo ważną rozmowę na ten temat i jesteśmy blisko sukcesu w tej sprawie – przekazał.
Reakcja USA na Polskę w Nuclear Sharing
Grodecki stwierdził, że po stronie USA jest „ogromna otwartość” na dołączenie Polski do programu Nuclear Sharing. Dopytywany przez PAP, czy oznacza to potencjalne stacjonowanie głowic nuklearnych na terytorium Polski, minister odpowiedział, bez podawania szczegółów, że chodzi o „dołączenie do programu”.
– To (…) w jakiej formule – my mamy przede wszystkim możliwość w tej chwili, posiadając te F-35 do przenoszenia takich zdolności – to konkretnie na dzisiaj nie pada, ale sama wola (…) to ciepłe przyjęcie nas w Waszyngtonie, zrozumienie naszej roli na wschodniej flance i wzmacnianie naszej odporności i bezpieczeństwa przekłada się właśnie na to, że dzisiaj jesteśmy w stanie bardzo otwarcie i z pozytywnym przekazem rozmawiać właśnie o dołączeniu do tego programu – powiedział szef BBN.
Nuclear Sharing to program NATO, w ramach którego Stany Zjednoczone rozmieszczają broń jądrową na terytoriach wybranych państw członkowskich nieposiadających własnego arsenału nuklearnego. Obecnie są to Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Turcja.
Źródło: PAP












