
Do zdarzenia doszło 3 marca ubiegłego roku w miejscowości Linie (powiat nowotomyski, woj. wielkopolskie). Jak informował wówczas portal wlkp112.pl, 13-letnia Wiktoria po południu wyszła z domu. Rodzina nie była jednak w stanie się z nią skontaktować, więc zgłosiła zaginięcie.
Kolejnego dnia policja przekazała, że nastolatka nie żyje. Jej ciało zostało odnalezione w lesie. Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Łukasz Wawrzyniak poinformował wówczas dziennikarzy Wlkp112.pl, że wstępną przyczyną śmierci było „uduszenie w mechanizmie powieszenia”.
Śledczy podejrzewali samobójstwo
Śledztwo początkowo było prowadzone w kierunku art. 151 k.k. Zgodnie z nim „kto to namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do lat pięciu”. Była to standardowa procedura. Ta wersja wydarzeń budziła jednak podejrzenia.
Sprawę przejęli więc policjanci z KWP w Poznaniu pod nadzorem poznańskiej prokuratury. – Od pewnego czasu policjanci pracujący nad sprawą brali pod uwagę wersję, że nie doszło do samobójstwa – poinformowała oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Nowym Tomyślu podkom. Barbara Sobieszek w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”.
Onet: 15-latek przyznał się do upozorowania samobójstwa
Policja 24 marca zatrzymała 15-latka, który jest podejrzany o zamordowanie Wiktorii. – 13-letnia Wiktoria została zamordowana, a samobójstwo upozorowane – powiedział rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu Andrzej Borowiak w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”. Jak przekazał, służby mają dowody, które były istotne do wyjaśnienia śmierci nastolatki.
Z uwagi na wiek nieletniego sprawą zajmie się Sąd Rejonowy w Nowym Tomyślu – Wydział Rodzinny i Nieletnich. 15-latek obecnie przebywa w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym. Według nieoficjalnych doniesień Onetu podejrzany podczas przesłuchania przyznał się do zabójstwa i upozorowania samobójstwa. Motyw nie jest jednak do końca jasny. Dziennikarze ustalili, że Wiktoria i 15-latek dobrze się znali i byli ze sobą w bliskiej relacji. – Przez ponad 30 lat mojej pracy nie przypominam sobie równie szokującej sprawy – skomentował Borowiak.
Redagowała Kamila Cieślik











