
Marta Kurzyńska, Interia: Nie ma pan obawy, że w przypadku wewnętrznych wyborów tak przekroczyliście granicę śmieszności, że trudno będzie wam odzyskać powagę?
Rafał Kasprzyk, Polska 2050: – Nie. W ostatnim sondażu odnotowaliśmy niewielki, ale jednak wzrost. Więc sprawy idą w dobrym kierunku. Ja bym utrzymywał ten kierunek.
Kierunek: nieważne jak mówią, ważne, żeby mówili?
– Ważne jest, żeby zdobywać zaufanie i żeby rosły słupki sondażowe, bo to jest dobre nie tylko dla Polski 2050, ale również dla polskiej demokracji i mam nadzieję, że wszyscy koalicjanci to rozumieją.
Takimi sytuacjami raczej nie wzbudzacie zaufania a jesteście przedmiotem drwin.
– Wytłumaczyliśmy już, dlaczego druga tura musiała zostać powtórzona. Idziemy do przodu i kończymy dyskusję o tym, czy powinna się odbyć pierwsza czy druga tura. Do 7 lutego kalendarz wyborczy zostanie wyczerpany. Wewnętrzna transformacja to bardzo wrażliwy moment. Przejdziemy ten zakręt w jedności.
– Dobrze. Zakończyliśmy Radę Krajową, mamy terminy wyborów i nadchodzi czas działania.
A nie robi pan dobrej miny do złej gry? Bo słyszę nieoficjalnie, że nastroje są fatalne.
– Przedłużające się wybory powodują pewne napięcia, które zakończą się z wyborem przewodniczącej zarządu i bierzemy się ostro do pracy.
Narastają spekulacje po tym, jak Szymon Hołownia nie wziął udziału w Radzie Krajowej. Niektórzy sugerują, że się obraził.
– Szymon Hołownia zapowiadał, że nie weźmie udziału w tej części obrad i tak było. Nie było to niespodzianką, więc nie budziło zdziwienia wśród uczestników.
Nie dziwi pana, że szef partii nie bierze udziału w tak ważnej Radzie Krajowej?
– Nie oceniam tego. Jako założyciel wyraził swoje zdanie i podjął decyzję dla dobra organizacji.
Czyli stał się obciążeniem dla partii?
– Jak sam mówił, podjął taką decyzję, żeby nie być sędzią we własnej sprawie. Wiemy, że byłby zwolennikiem powtórzenia całych wyborów.
Wycofał się zawczasu, bo był skazany na porażkę?
– Myślę, że zrobił to w poczuciu odpowiedzialności za partię. I to nie oznacza, że Szymona Hołowni nie ma w partii, że odsuwa się w cień.
A może powinien, skoro partia szoruje po sondażowym dnie?
– Jest nam bardzo potrzebny, jest założycielem i tą osobą, która wykrzesała dużo energii nie tylko spośród nas polityków, ale również w społeczeństwie. Dzięki temu wygraliśmy w 2023 roku wybory i odsunęliśmy PiS od władzy.
W partii nie ma poczucia, że potem zaprzepaścił ten potencjał?
– Naszą rolą jest teraz, żeby pod nowym zarządem powalczyć o zaufanie i wiarygodność. Dla dobra oczywiście nie tylko Polski 2050, ale szerzej, dla koalicji 15 października.
Szymon Hołownia będzie honorowym przewodniczącym?
– To jest do ustalenia. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby korzystać z doświadczeń, z kompetencji wszystkich osób, które budowały i budują wciąż naszą partię. A Szymon Hołownia ma szczególne zasługi i szczególną wiedzę. Nikt nie jest rozpoznawalny, tak jak pan marszałek. I on również brał udział we wszystkich najważniejszych rozmowach.
Również takich, które do tej pory odbijają się czkawką Polsce 2050.
– Jego wiedza jest naprawdę nie do przecenienia i powinna być z pewnością wykorzystana. Najpierw niech zakończą się wybory. Ten proces jest, jak państwo widzą, burzliwy, ale w pełni demokratyczny. 7 lutego nowy zarząd podejmie decyzję o strategii wyborczej w 2027 roku.
Nie boi się pan, że do 2027 roku, mówiąc kolokwialnie, nie będzie czego zbierać?
– Rzeczywiście dzisiaj sondaże dla Polski 2050 są niekorzystne. Jest to wynik wielu zdarzeń zależnych i niezależnych od nas. Natomiast naszą rolą jest to, żeby wyciągać wnioski na przyszłość i po pierwsze, unikać błędów, po drugie, budować tą energię, tą świeżość i wiarygodność, którą mieliśmy, wchodząc do polityki dwa lata temu.
Jednak nie macie już tej świeżości, za to duże wizerunkowe problemy.
– To właśnie pierwsze zadanie dla nowego szefostwa. To dobrze dla Polski, że jest taka partia jak Polska 2050 – wyważona, stojąca w centrum, partia ludzi mądrych, przedsiębiorczych, bo to jest gwarantem, że w 2027 roku będziemy mogli mieć większość w Sejmie, która ponownie nie dopuści PiS-u do władzy.
Wielu wieszczy wam rozłam.
– Od momentu powstania już nas wielokrotnie uśmiercano i te pogłoski zawsze były przedwczesne. Nie planujemy rozłamu i sądzę, że to nie jest koniec Polski 2050, tylko dobry moment na odbicie się, na stworzenie nowej strategii wyborczej.
Ale pojawiały się głosy, że to w głowie Szymona Hołowni dojrzał plan na wyjście z koalicji. To już by było trzęsienie ziemi.
– Ja nigdy nie słyszałem, żeby ktoś proponował wyjście z tego czy innego powodu. Kluczowa jest oczywiście sprawczość.
To od niej uzależniacie przetrwanie?
– Musimy dowozić choćby takie projekty jak o asystencji dla osób z niepełnosprawnościami. To rzeczy, które są dla naszych wyborców niezmiernie istotne. A ten proces trwa już kilka lat i powinien naprawdę się już zakończyć głosowaniem w Sejmie. Więc będziemy na pewno mocno stawiali nasze projekty ustaw i nasze postulaty programowe, bo każdy w koalicji chce realizować swoje zadania w jak największej części.
A jak nie będziecie mogli dowieźć, to będziecie stawiać sprawę na ostrzu noża?
– Myślę, że wszystko da się uzyskać w ramach dialogu. Myślimy różnie o panu premierze, natomiast premier też wie, że trzeba te tematy, na które się umówiliśmy, zwłaszcza te, które są zawarte w umowie koalicyjnej, przegłosowywać.
Myślicie różnie o panu premierze, czyli uważacie go czasami za hamulcowego?
– Mechanizm rządzenia nie polega na tym, żeby komuś czegoś zabraniać, tylko trzeba przekonywać do projektów ustaw, a pan premier jest do przekonania.
Na razie słabo wam idzie to przekonywanie, chociażby w kluczowej dla was sprawie odpolitycznienia spółek skarbu państwa.
– Jeden z naszych projektów utknął w podkomisji i złożyliśmy drugi, pod którym jestem wnioskodawcą. Po spotkaniu na komisji w rozmowie z panem ministrem aktywów państwowych uzyskaliśmy zapewnienie, że z ministerstwa wyjdzie podobny projekt. Minęły ponad dwa miesiące więc spotkam się niebawem z panem ministrem i zapytam jak postępy w tej sprawie.
Może łatwiej byłoby wam negocjować, mając wicepremiera? Jak szybko po wyborze nowej przewodniczącej powinna być załatwiona ta sprawa?
– Czas nas nie goni w tym sensie, że od tego, czy będzie wicepremier, czy nie, żadna ustawa nie przyspieszy swojego biegu.
– To jest istotne niewątpliwie z innych powodów niż merytoryczna praca nad ustawami. Po pierwsze, z uwagi na lepszą koordynację prac naszych ministrów i po drugie, w oczywisty sposób, jeżeli jest już trójka wicepremierów z każdej partii tworzącej koalicję i Polska 2050 pozostaje bez takiego stanowiska, to uważamy, że to nie jest sprawiedliwe. Tym bardziej, że, jak słyszymy, takie zapewnienie pana premiera było. To bardzo ważne również z uwagi na poziom zaufania wewnętrznego, żebyśmy dotrzymywali uzgodnień. Polska 2050 ich dotrzymała.
Czyli premier nadwyręża wasze zaufanie, nie mianując wicepremiera?
– Proszę mnie nie naciągać na takie wynurzenia. Pan premier z pewnością wie, co robi. My ze spokojem dokończymy nasze wybory. Przyjdzie czas na ustalenia również w zakresie tego, kto będzie miał tekę wicepremiera.
Z jakim odbiorem spotkał się pomysł Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o współprzewodniczeniu partii?
– Nie komentowaliśmy tego na Radzie Krajowej.
Tak ważny temat nie był poruszony?
– Agenda spotkania była ustalona na przerwanym wcześniej piątkowym posiedzeniu Rady Krajowej. Mamy ułożony kalendarz wyborczy. Po tym nieszczęsnym problemie technicznym w trakcie drugiej tury wróciliśmy na dobre tory.
A w partyjnych kuluarach co się mówi o tym pomyśle? Dlaczego się pojawił?
– Myślę, że nie ma sensu wracać do tego pomysłu. Będzie druga tura i nie będzie współprzewodniczenia, czy innych wariatów, o których nawet jeszcze mi się nie śniło. Dzisiaj są dwie kandydatki. To powoduje, że jest wewnętrzne rozdarcie, bo obie kandydatki są po prostu dobre.
– Ta kampania wyborcza podnosi emocje, ale ostatecznie trzeba będzie zacząć działać razem, przede wszystkim wspólnie jako klub.
Pan mówi, że obie kandydatki są dobre, ale jednak publicznie poparł pan jedną.
– Jestem zwolennikiem dialogu, głosu regionów i nie ukrywam, że lepsze relacje mam z Pauliną Hennig-Kloską. Ona zadba o te wartości, z którymi kandydowałem. Natomiast kompetencje jednej i drugiej pani minister naprawdę są bardzo duże.
O jakich wartościach pan mówi?
– Oddanie ludziom, którzy pracują codziennie w regionach, sprawczości i zrozumienie, że zarząd działa w ich imieniu. To jest taka podmiotowość, która jest bardzo ważna, a w tym pędzie, który mieliśmy, nasi działacze mogli poczuć się trochę opuszczeni. Programowo to Polska zielona, solidarna, uczciwa.
Liczy pan na to, że Paulina Hennig-Kloska miałaby lepsze relacje z premierem Donaldem Tuskiem, a co za tym idzie pozycja negocjacyjna Polski 2050 byłaby lepsza niż w przypadku przewodniczenia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?
– Ze słów Michała Koboski, któremu udało się spotkać z panem premierem, wynikało, że pani minister Paulina Hennig-Kloska w oczach premiera zyskała uznanie za swoją niezłomność, ogrom rzeczy, które udało się rządowi dzięki pani minister wdrożyć w życie.
– Myślę, że głosy rozłożą się w sposób zbliżony do siebie. To są naprawdę dwie, ważne polityczki, skuteczne i bardzo rozpoznawalne.
Rozmawiała Marta Kurzyńska












