
-
Sejm nie zgodził się na odrzucenie projektu ustawy praworządnościowej w pierwszym czytaniu.
-
W debacie doszło do ostrej wymiany zdań między ministrem Waldemarem Żurkiem a szefową KRS Dagmarą Pawełczyk-Woicką.
-
Projekt ustawy przewiduje między innymi pozbawienie mocy prawnej uchwał KRS podjętych po 2018 roku.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Ostatecznie Sejm nie zgodził się w środę na odrzucenie projektu tzw. ustawy praworządnościowej w pierwszym czytaniu. Wnioski o odrzucenie projektu podczas środowej debaty w Sejmie złożyły klub Prawa i Sprawiedliwości oraz koło Wolni Republikanie.
Za odrzuceniem projektu w I czytaniu głosowało 185 posłów, przeciw było 232, a od głosu wstrzymało się pięciu posłów.
Ustawa praworządnościowa. Sejm zdecydował
Za odrzuceniem projektu tzw. ustawy praworządnościowej było 168 posłów PiS, 10 posłów Konfederacji, trzech posłów z koła Wolni Republikanie, trzech posłów Konfederacji Korony Polskiej oraz jeden poseł niezrzeszony.
Przeciwko odrzuceniu głosowało 147 posłów KO, 31 posłów Polski 2050, 30 posłów PSL-TD, 21 posłów Lewicy i trzech posłów niezrzeszonych. Od głosu wstrzymało się czterech posłów z koła Razem i jeden poseł niezrzeszony.
Projekt przewiduje m.in. pozbawienie mocy prawnej uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, podjętych po 2018 r. (czyli przez KRS, której sędziowscy członkowie są powoływani przez Sejm), zawierających wnioski o powołanie do pełnienia urzędu sędziego (z wyłączeniem wniosków obejmujących grupę tzw. początkujących sędziów).
Ustawa praworządnościowa. Gorąca dyskusja w Sejmie
Sebastian Kaleta złożył w imieniu klubu PiS wniosek o odrzucenie projektu w całości w pierwszym czytaniu. W swoim wystąpieniu podkreślił, że na polecenie Prokuratury Krajowej funkcjonariusze Policji weszli w środę do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa.
Poseł skrytykował m.in. ministra sprawiedliwości mówiąc, że proponowane przez niego zmiany dążą do upolitycznienia sądów. Mówił m.in. o ręcznym przydzielaniu sędziów do spraw, nawiązując do rozpoczętego w środę procesu ks. Michała Olszewskiego i b. urzędniczek MS ws. przyznania dotacji dla Fundacji Profeto z Funduszu Sprawiedliwości.
– Dzisiaj rozpoczyna się pokazowy proces w jednym z pokazowych śledztw, które przeprowadziliście. I kto sądzi? Oczywiście sędzia, która jest osobiście skonfliktowana z byłym ministrem sprawiedliwości. Jakby innych sędziów w Polsce nie było – zauważył Kaleta.
Przedstawiając stanowisko klubu KO ws. projektu, posłanka Barbara Dolniak zwracając się w stronę klubu PiS, zaznaczyła, że polityk nie powinien „dyktować, który sędzia ma zostać wybrany”.
Według niej, parlamentarzystom PiS w projekcie nie podoba się wiele przepisów, które – jak oceniła – rozwiązują obecne problemy w wymiarze sprawiedliwości, spowodowane zmianami wprowadzonymi w czasie rządów PiS.
– Może wam się nie podoba przepis, że wybory (sędziów do KRS – red.) będą miały charakter powszechny i tajny, co oznacza, że nie będzie spółdzielni, kumoterstwa. (…) Nie będzie tego, bo nikt nie będzie w stanie sprawdzić, jak dany sędzia zagłosował – stwierdziła posłanka.
Chęć dalszych prac nad ustawą wyraziły kluby Lewicy, a także politycy PSL i Polski 2050. Będąca w opozycji partia Razem zgłosiła poprawki do projektu. Krytycznie o projekcie wypowiadali się przedstawiciele Konfederacji, którzy wskazali, że – ich zdaniem – projekt jest niekonstytucyjny.
Spięcie ministra sprawiedliwości z szefową KRS
Swoją opinię o projekcie ustawy wygłosiła w Sejmie także szefowa KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka.
Oceniła, że jest to projekt o weryfikacji wszystkich sędziów powołanych na wniosek KRS od 7 marca 2018 r. do 13 maja 2026 r. oraz „wszystkich wyroków, które wydali”.
Jak mówiła, łatwość wznawiania postępowań na podstawie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przyniosłaby chaos i bałagan oraz oznaczałaby „koniec sądownictwa”.
– Ten projekt, który został przedłożony do Sejmu to dzieło szaleństwa. Powiedzieć, że jest niekonstytucyjny, to nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że jest alogiczny, sprzeczny wewnętrznie, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. (…) Projekt przewiduje możliwość wznowienia setek tysięcy postępowań. Czy państwo w ogóle zdają sobie sprawę, że pozbawią w ogóle obywateli prawa do sądu? – mówiła z mównicy sejmowej, zwracając się do autorów projektu.
Według niej „rzeczywistym celem projektu jest po pierwsze zemsta, po drugie zemsta, a po trzecie zakodowanie w społecznej świadomości historycznej, że władza należy właśnie do tej grupy, która stoi za koncepcją tego projektu”.
Szef Ministerstwa Sprawiedliwości Waldemar Żurek odpowiedział m.in. że Pawełczyk-Woicka „sama jest neosędzią, więc występuje we własnej sprawie„. Dodał, że musiała ona wiedzieć, że sędziowie, którzy godzili się na wzięcie udziału w konkursach przed KRS w obecnym kształcie „będą musieli te konkursy kiedyś powtórzyć”.
– Wiecie państwo, jak wyglądają konkursy przed neo-KRSem? Ponad 500 osób startowało jeden na jeden. Przed tym organem, który reprezentowała ta pani. Ponad 500 osób startuje jeden na jeden. Nie ma konkurencji – powiedział.












