
– Pomagam przejść przez ciążę, poród i połóg z większym spokojem – mówi Paulina Szczukowska. Dopóki nie została mamą, nie myślała, że mogłaby się sprawdzić w takiej roli. Zawodowo zajmowała się finansami, obsługą klienta i jogą.
– Przy moim pierwszym porodzie zupełnie przypadkowo była obecna doula jako asysta położnej, z którą miałam rodzić. Porozumiewałyśmy się bez słów. Ona dokładnie wiedziała, czego potrzebuję w danym momencie. Otuliła mnie i dała niespotykane poczucie bezpieczeństwa – opowiada.
Do zapisania się na kurs dla doul Paulinę namówił mąż. Przeszła dziewięciomiesięczny kurs „Akademia Wsparcia Okołoporodowego” z ramienia Stowarzyszenia Doula w Polsce.
– Co miesiąc miałyśmy stacjonarne zjazdy, podczas których przygotowywałyśmy się do pracy w zawodzie. Uczyłyśmy się o porodzie, połogu, laktacji, rodzicielstwie, towarzyszeniu oraz zasadach BHP. Pracowałyśmy też z psychoterapeutką nad własnym doświadczeniem – wymienia.
W zeszłym roku Paulina dostała oficjalny certyfikat. Od tamtej pory pracuje w zawodzie. – Moje zadania to nie tylko towarzyszenie przy samym porodzie. To realne wsparcie w ciąży, ale również w połogu – fizyczne, a czasami organizacyjne, takie jak ogarnięcie mieszkania, zajęcie się starszym dzieckiem czy zawiezienie do lekarza.
– Jest też wiele kobiet, które potrzebują wsparcia emocjonalnego. Potrzebują wsparcia i zrozumienia na etapie ciąży, kiedy przygotowują się do porodu. Chcą komuś opowiedzieć swoją historię porodową, a nie każdy chce jej słuchać – tłumaczy. W pracy Paulina kieruje się profesjonalizmem i spokojem.
– Jestem wyedukowaną członkinią Stowarzyszenia Doula w Polsce. Doule są przez niektórych postrzegane jako szamanki, a zupełnie tak nie jest – zaznacza. Zależy jej na budowaniu w kobietach świadomości i autonomii.
– Wierzę, że każda kobieta ma prawo przede wszystkim do rzetelnej wiedzy oraz do podejmowania decyzji w zgodzie ze sobą, na podstawie informacji, które posiada.
– Poród jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu kobiety. Kobieta zasługuje na to, by było to doświadczenie, po którym poczuje, że jej decyzje zostały uszanowane. Że nie była w tym wszystkim przedmiotem. Że mogła decydować o sobie – dodaje Paulina.
– Praca douli to zajęcie pełne wyzwań. Jednym z największych jest „odczarowanie” porodu. W mediach i filmach poród często przedstawiany jest jako przerażające doświadczenie. Nie chodzi mi o to, by mówić, że jest super łatwy, bo nie jest.
– Prawdopodobnie to jedno z najbardziej wymagających doświadczeń w życiu kobiety. Ale jeśli odpowiednio się do niego przygotujemy i zmienimy nasze nastawienie, możemy przejść przez niego inaczej. I ja w tym pomagam – mówi.
Wyzwaniem jest także towarzyszenie bez narzucania swojego zdania.
Jako doula nie przychodzę i nie mówię, co jest najlepsze dla danej kobiety. Ona sama musi wykonać tę pracę, by dowiedzieć się, czego potrzebuje, skąd to wynika i jak mogę jej w tym pomóc. Zadaję odpowiednie pytania, a ona sama znajduje odpowiedzi
Teraz, kiedy Paulina sama jest w ciąży, zajmuje się działalnością edukacyjną. – Ale nie mogę się doczekać powrotu do towarzyszenia przy porodzie – dodaje.
Hania Krawczyk jest doulą od trzech lat. O tym zawodzie dowiedziała się, przygotowując się do własnego porodu. Słuchała historii porodowych innych kobiet.
– Poczułam wtedy, że to ja chcę być osobą, która wspiera, trzyma za rękę i jest obok. Długo nosiłam się z tą myślą, bo marzenie wydawało mi się nieosiągalne – opowiada. Przełom nastąpił, gdy znalazła kurs doulowy.
– Bardzo dużo mi to dało. Zdobyłam wiedzę, ale też pracowałam nad sobą i własnymi przekonaniami – podkreśla. Od tamtej pory konsekwentnie rozwija swoją zawodową drogę. Wyspecjalizowała się w trzech obszarach: towarzyszeniu okołoporodowym, wsparciu edukacyjnym oraz laktacyjnym. Swoje usługi dopasowuje do potrzeb klientek, jednak działa według sprawdzonego schematu.
– Kobiety zgłaszają się raczej na późniejszym etapie ciąży. Na początku odbywamy półgodzinne spotkanie, podczas którego się poznajemy i rozmawiamy o oczekiwaniach. Jeśli decydujemy się na współpracę, później spotykamy się jeszcze raz lub dwa w czasie ciąży – tłumaczy.
Następnie rozpoczyna się tzw. czas gotowości porodowej.
– To dwa tygodnie przed wyznaczonym terminem porodu i dwa tygodnie po nim. W tym czasie jestem gotowa, by po otrzymaniu telefonu stawić się w jej domu lub w szpitalu. To również moment, kiedy może się ze mną kontaktować i dzwonić, jeśli potrzebuje rozmowy czy wsparcia – wyjaśnia.
Hania towarzyszy także po porodzie i w czasie połogu. Jak przyznaje, nie zamieniłaby swojej pracy na żadną inną. – To, że towarzyszę w najpiękniejszym, najwspanialszym momencie, kiedy dziecko pojawia się na świecie, jest najlepszą pracą, jaką mogłam sobie wybrać – mówi.
Choć jej praca nie jest wolna od wyzwań. – Dla mnie największym wyzwaniem jest niezrozumienie, z którym się spotykam. Czy to w szpitalu, wśród społeczeństwa, czy nawet w gronie znajomych. Chciałabym, żeby to się zmieniło – dodaje.
Justyna Chmiel jest mamą trojga dzieci. Dorastała w rodzinie wielopokoleniowej, gdzie towarzyszenie kobietom w czasie okołoporodowym było czymś naturalnym. Przez wiele lat pracowała w korporacji, jednak, jak sama mówi, serce wołało ją gdzie indziej.
Dziś jest doświadczoną, wykształconą doulą oraz prezeską Stowarzyszenia Doula w Polsce.
Moją misją jest otulanie rodzącej i jej partnera peleryną bezpieczeństwa. Nie jestem konkurencją ani dla położnej, ani dla partnera. Wspólnie możemy stworzyć wspaniały zespół porodowy
Ma za sobą setki porodów. – Widzę, jak bardzo każdy poród trzeba uszyć na miarę. Mam swoje miękkie kompetencje, wiem, w czym czuję się dobrze, ale nie jestem medykiem.
– Zadaję rodzącej pytania, dowiaduję się, czego potrzebuje, pomagam jej odkryć te potrzeby. Czasem to wysłuchanie, innym razem szklanka wody, a w jeszcze innej sytuacji masaż – wylicza.
Z kobietą w ciąży pracuje już kilka miesięcy przed porodem. Wspólnie ustalają cele i zasady współpracy. – Towarzyszę kobietom w drodze do porodu i podczas samego porodu. Jestem obok, wspieram, ale nie podejmuję decyzji za nie – podkreśla.
Towarzyszenie często oznacza pełną dyspozycyjność. – W czasie tzw. gotowości porodowej, czyli mniej więcej dwa tygodnie przed terminem, jestem pod telefonem. Nie wyjeżdżam, nie planuję innych zobowiązań. Jestem dla tej kobiety. To duże wyzwanie – przyznaje.
Doula to wciąż zawód niszowy. Obecnie w Stowarzyszeniu Doula w Polsce zrzeszonych jest 113 członkiń.
– Jeśli spróbować oszacować całą grupę zawodową w Polsce, prawdopodobnie mówimy o około 500 osobach, raczej nie więcej. To wciąż bardzo niewielkie środowisko. Z danych zbieranych przez Fundacja Rodzić po Ludzku wynika, że około 1 proc. porodów w Polsce odbywa się z udziałem douli – wyjaśnia Justyna Chmiel.
Doula to odpowiednio przygotowana i doświadczona kobieta, często również mama, która oferuje niemedyczne wsparcie emocjonalne, informacyjne i praktyczne kobiecie oraz jej bliskim w czasie ciąży, porodu i po narodzinach dziecka.
W styczniu 2015 roku zawód douli został oficjalnie zarejestrowany w Polsce. – Mam jednak poczucie, że to profesja wciąż niedostrzegana i niedoceniana. A przecież płacimy podatki, składki, prowadzimy działalność – mówi.
Zakres pracy douli jest szeroki. Niektóre towarzyszą kobietom przy porodach, inne wspierają w połogu. Są też doule nocne, specjalistki od przygotowania do porodu czy wsparcia laktacyjnego.
– Dobra doula jest elastyczna, empatyczna i świadoma swoich granic. Jeśli klientka wybiera właśnie nas i ma określone oczekiwania, musimy mieć pewność, że jesteśmy w stanie im sprostać. Jeśli nie, w mojej opinii trzeba odmówić – zaznacza.
„Wyzwaniem bywa współpraca z personelem medycznym”
Członkinie Stowarzyszenia kierują się jasno określonym kodeksem etycznym i mają możliwość korzystania z superwizji w trudnych sytuacjach zawodowych. – Zapotrzebowanie na naszą pracę jest ogromne. Widzę, ile zapytań trafia do Stowarzyszenia.
– Myślę, że ten zawód będzie się dalej rozwijał. Mimo spadku liczby urodzeń, z naszej perspektywy doule jeżdżą dziś do większej liczby porodów niż kilka lat temu. Świadomość kobiet rośnie – mówi Justyna.
Wciąż jednak zdarzają się sytuacje, w których doule muszą udowadniać swoje kompetencje. – Wyzwaniem bywa współpraca z personelem medycznym. Chciałabym, abyśmy były bardziej widoczne i chętniej zapraszane do szpitali. Jest coraz lepiej, ale to wciąż przestrzeń do budowania wzajemnego zaufania. Nikomu nie wchodzimy w drogę. Jesteśmy obok – podkreśla.
Marzec jest miesiącem doul. Jednym z ważnych elementów tego czasu są Kręgi Opowieści.
– Ogólnopolska inicjatywa, podczas której kobiety spotykają się, by w bezpiecznej przestrzeni opowiedzieć swoje historie porodowe, zarówno wzmacniające, jak i trudne.
– Zgłoszenia przyjmujemy do 20 marca 2026 i każda osoba może taki krąg poprowadzić. Nie musi być doulą. To przestrzeń słuchania bez oceniania, bez rad i bez przerywania. Zapraszamy do zapisów – zachęca Justyna Chmiel.













