
-
Żurawie są łatwo rozpoznawalne dzięki głośnemu klangorowi, charakterystycznej sylwetce i widowiskowym tańcom godowym.
-
Populacja żurawi w Polsce wzrasta, a coraz więcej ptaków zimuje w kraju, co stanowi istotną zmianę w ich zachowaniu.
-
Gniazda żurawi powstają na terenach podmokłych, ale w ostatnich latach odnotowano problemy z dostępnością wody podczas wiosny.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Dla niektórych ten dźwięk – zwany klangorem – jest irytujący. Jest bardzo doniosły, głośny i trąbiący oraz tak charakterystyczny, że nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym dźwiękiem wydawanym przez inne zwierzęta. Nawet gęsi czy łabędzie krzykliwe odzywają się inaczej, co ułatwia identyfikację żurawi.
Żurawie poznać możemy już w locie, bowiem podróżują w charakterystycznych kluczach, które pozwalają im oszczędzać energię podczas pokonywania dalekich odległości i ograniczyć opór powietrza. Poza tym ptaki przyjmują na niebie charakterystyczne sylwetki. Prostują szyje i nogi, wyglądają majestatycznie i wspaniale.
Krzyczą podczas lotu, jak i po wylądowaniu. Ten jeden z najgłośniejszych dźwięków w ptasim świecie jest możliwy dzięki specjalnej budowie unikalnej budowie tchawicy żurawia. Jest ona spiralnie skręcona, a nie prosta jak u nas. Zapętla się, tworząc coś w rodzaju instrumentu dętego. Gdy ptak wdmuchuje powietrze, powstaje donośny dźwięk. A żuraw staje się pierzastym połączeniem orkiestry symfonicznej z baletem.
Taniec godowy żurawi to czysty balet
Tańce godowe tych ptaków to coś widowiskowego i za chwilę będziemy ich świadkami. To pora, gdy żurawie obsiadają pola i łąki, tam gdzie jest dość wilgotno i spokojnie, by zacząć popisy. Rozkładają wtedy skrzydła, stroszą pióra na ogonie, otwierają dzioby i prostują szyje.
Samce stają naprzeciw siebie, podskakują i krzyczą, krzyczą i podskakują, a do tego kłaniają się sobie nawzajem jakby chciały w dziwaczny sposób połączyć napinanie muskułów z pokazem savoir-vivre. Samce, zwłaszcza po odparciu pretensji rywala, kroczą dostojnie za samicami z wyprostowanymi szyjami i dziobami w górze.
O ile jednak podczas żerowania żurawie pozwalają ludziom w miarę się zbliżyć, to toki odbywają się na uboczu. Łatwiej je usłyszeć z daleka, bo klangor niesie się na wiele kilometrów i jest jednym z bardziej charakterystycznych dźwięków marcowych poranków. Zwłaszcza ostatnio, gdy żurawie zaczęły zmieniać swe zwyczaje.
– Rzeczywiście, jest ich wyraźnie więcej, a przyciąga je zapewne dostępność pokarmu. Szczególnym przysmakiem ptaków jest kukurydza. Tam gdzie ona, tam żurawie się zjawiają.

W efekcie coraz więcej żurawi w ogóle nie migruje i spędza u nas całą zimę, co kiedyś było nie do pomyślenia. Pierwszym przypadkiem, by żurawie widziano w Polsce zimą była obserwacja sześciu lecących ptaków w 1961 r. pod Legnicą na Dolnym Śląsku.
Pod koniec XX w. widywano po kilkadziesiąt osobników w różnych rejonach Polski, a dzisiaj każdej zimy zostaje u nas ok. 1000 żurawi. To istotna, widoczna zmiana.
Żurawi najwięcej jest na Północy
Żuraw zwyczajny to ptak Północy. Wielu jego krewnych to wręcz gatunki arktyczne albo żyjące w tundrze i tajdze Syberii czy Ameryki Północnej. Żurawi najwięcej mieszka w Skandynawii, Rosji, krajach nadbałtyckich (Estonia, Łotwa, Litwa), Białorusi i Ukrainie, także Polsce i Niemczech.
Polska awansowała ostatnio do grona państw z największą liczbą żurawi. Już dalej na południe, w Czechach, na Węgrzech czy w Austrii ptaki te są rzadkie.
Przez lata odlatywały na zimę, a ich ukochane zimowiska to basen Morza Śródziemnego i zachodnia Europa (Francja, Hiszpania), jak również Mezopotamia (Irak, Kuwejt, Iran). Teraz wiele z nich zostaje, a skoro tak, to toki mogą rozpocząć się już teraz, na początku marca. Po nich jednak napotkają problemy. To brak wody.
Zakładane przez żurawie gniazda powstają bowiem na terenach podmokłych i z reguły są otoczone wodą. To zapewnia bezpieczeństwo jajom i pisklętom, odcina lisy, dziki i innych amatorów plądrowania ich. Rok temu i dwa lata temu mieliśmy wiosną spory problem z wodą, w marcu już następowała susza. Jak będzie w tym roku, po roztopach? Czas pokaże.













