Zapadła przełomowa decyzja ws. księdza pedofila. W tle tragiczna historia ministranta

Państwowa Komisja ds. Pedofilii dokonała wpisu do rejestru w piątek (17 kwietnia). W lutym br. członkowie komisji uwierzyli ofiarom księdza i uznali duchownego za winnego przestępstw pedofilii. Wpis na publicznie dostępną listę sprawców seksualnych to efekt uprawomocnienia się postanowienia komisji.

Finał głośnej afery dot. pedofilii w Kościele

„Ustalone przez Państwową Komisję zachowania Jana Marii Wodniaka polegały na tym, że w nieustalonych dniach w okresie od marca 1984 r. do 19 lutego 1987 r. w Międzybrodziu Bialskim, woj. śląskiego, w Zielonce, woj. mazowieckiego, i innych bliżej nieustalonym miejscu, w krótkich odstępach czasu, wielokrotnie doprowadził małoletniego poniżej lat 15 (…) do obcowania płciowego polegającego na odbywaniu z nim stosunków analnych i oralnych, a także do poddania się i wykonywania innych czynności seksualnych polegających m.in. na obejmowaniu, przytulaniu, całowaniu po twarzy (szyi, uszach) i ustach oraz dotykaniu ręką po kroczu” – pisze w uzasadnieniu decyzji Komisja.


Zobacz wideo

Najpierw wykorzystywał dziewczynki, a później im doradzał życiowo

Jak opisywała Wyborcza.pl, do pierwszego gwałtu na Januszu Szymiku – wówczas ministrancie w parafii – doszło, gdy duchowny kazał chłopcu przyjść wieczorem po mszy na plebanię. Zjedli wspólnie kolację, ksiądz był serdeczny, dowcipny. – Usiadłem w obrotowym fotelu. Ksiądz zakręcił nim z całej siły. Zawirowało mi w głowie, a on mnie przytulił. Zaczął mi wpychać ręce pod koszulkę. Struchlałem, byłem przerażony, zmusił mnie do seksu – opowiadał w 2020 roku dziennikarce „Wyborczej” Ewie Furtak.

Tragiczna historia Janusza Szymika

W 2021 roku do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej trafił pozew Janusza Szymika przeciwko diecezji bielsko-żywieckiej. Mężczyzna domagał się trzech milionów złotych zadośćuczynienia za trwające latami wykorzystywanie seksualne przez duchownego – o czym pisaliśmy na Gazeta.pl.

W pozwie podkreślono, że ksiądz Wodniak, „zbudował swój autorytet w przestrzeni religijnej” a „posługiwanie w parafii zapewniło mu dostęp do dzieci”. 

„Ksiądz bywał coraz częściej w naszym domu. Gdy wracał od brata w Wiedniu, to przywoził moim rodzicom kawę, owoce i słodycze z darów, towary wtedy deficytowe, a w moim domu było biednie. Moja babcia była pod ogromnym wrażeniem, że proboszcz nas odwiedza. Rodzice też, imponowały im jego znajomości, horyzonty. Później został przewodniczącym komitetu gazyfikacji wsi i dzięki tej funkcji też zaskarbiał sobie powszechne zaufanie. Dla naszego domu to było naprawdę ogromne wyróżnienie. Wtedy było w jakimś sensie uważane za normalne, że go często odwiedzam. A że późno tam chodziłem? Mówiłem, że gramy w szachy. Myśmy rzeczywiście grali w te szachy” – opowiadał nam w 2022 roku Janusz Szymik. W styczniu ubiegłego roku sąd przyznał Szymikowi 400 tys. zł odszkodowania. 

Pokrzywdzony w 2025 roku pozwał diecezję krakowską, w której ks. Wodniak także był księdzem. Jak podaje Onet, w drugiej sprawie Janusz Szymik żąda 20 mln zł zadośćuczynienia.

Udział