
W czwartek odbędzie się głosowanie w sprawie wotum nieufności dla minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski. Część posłów koalicji rządzącej nosi się z zamiarem zagłosowania za odwołaniem minister. Murem za polityczką staje za to Donald Tusk i jego partia. Premier ostrzega, że głosowanie przeciw Hennig-Klosce będzie równoznaczne z wyrzuceniem z koalicji.
Dla obecnej ekipy rządzącej to zupełnie nowa sytuacja, bo i nowe okoliczności pojawiły się w ostatnich tygodniach.
Wszystko przez spory w Polsce 2050. Kilka tygodni temu partia Szymona Hołowni się podzieliła – część została w Polsce 2050, gdzie stery przejęła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, a część stworzyła klub Centrum. Liderką tego drugiego podmiotu została właśnie Hennig-Kloska. I dziś dawni koledzy nie mogą wybaczyć jej tamtego ruchu – obwiniają polityczkę za dokonanie podziału w partii. Animozje są więc głównym powodem rozchwiania Polski 2050 przed czwartkowym głosowaniem.
Czy Hennig-Kloska zostanie odwołana? Liczby na to nie wskazują
Ale na początek arytmetyka – koalicja rządząca liczy obecnie 248 szabel. To stabilna większość. Nawet jeśli cała Polska 2050 zagłosuje przeciwko Hennig-Klosce, a tym samym koalicja straci 15 głosów, i tak ministra klimatu powinna się wybronić. Większość wynosi bowiem 231 głosów, a rządzący mieliby zapas dwóch szabel.
To mało, a dla koalicji byłby to pokaz słabości. Premier Donald Tusk chce za wszelką cenę uniknąć tej wizerunkowej wpadki i już dziś ostrzega: – Jak się okaże, że nie jesteście z nami, to się pożegnamy. Jeśli zdacie ten test, będziemy dalej pracować.
Innymi słowy: Tusk stawia żądanie, którego można było się spodziewać. Chce, by koalicja pozytywnie przeszła test politycznej lojalności. To naturalne dla każdego rządu – swego czasu PiS bronił premier Beaty Szydło przed głosowaniem w Sejmie, by kilka godzin później ją odwołać, ale według swoich zasad. Tak po prostu to działa i za każdym razem koalicja rządząca broni „swojego”. Nie inaczej ma być w czwartek.
Czy wobec tak postawionego ultimatum Polska 2050 może mimo wszystko zagłosować inaczej? Nawet po słowach szefa rządu część polityków tej formacji wciąż ostrzy pazurki.
Polska 2050 zaprasza ministrę, ale… spotkanie już było
– Ten tydzień wszystko wyjaśni. Dowiemy się, jak się zachowa, jak zareaguje na nasze zaproszenie minister Hennig-Kloska. I jak postąpi wobec zarzutów, które są do niej kierowane – mówi nam jeden z polityków Polski 2050. Klub tej partii zaprosił ministrę na rozmowę w poniedziałkowy wieczór.
– Jeśli się nie pojawi, ułatwi to nam decyzję – przestrzega rozmówca Interii.
Tyle tylko, że spotkanie z Hennig-Kloską… już się odbyło. 16 kwietnia zaprosiła do resortu klimatu przedstawicieli wszystkich klubów. Byli tam posłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy czy Centrum. Zabrakło natomiast polityków PSL i właśnie Polski 2050, mimo że to ta ostatnia formacja wystosowała wniosek o spotkanie.
– Wszystkie kluby pojawiły się w resorcie, poza Polską 2050 i PSL-em. Ze strony resortu zjawili się dyrektorzy departamentów, którzy długo odpowiadali na wszystkie pytania – opisuje jeden z uczestników spotkania.
– Takie rozmowy są potrzebne, ale nie z pistoletem przy głowie. Nie można ministra wzywać na dywanik do klubu, znajmy hierarchię – przekonuje nasz rozmówca.
Tymczasem politycy Centrum nie mają wątpliwości, że ich szefowa utrzyma stanowisko. – Ministra zostanie obroniona. Skończy się dobrze. Przyjdzie opamiętanie kolegów z Polski 2050, choć pewnie będą i tacy, którzy zagłosują przeciwko – mówi nam jeden z parlamentarzystów tej formacji.
– Zabrnęli za daleko. Będą gryźli własny język, ale stanowisko premiera jest jednoznaczne, a wyborcy Polski 2050 też nie wybaczą rozwalenia koalicji. Takie byłyby konsekwencje gdyby zagłosowali przeciw. Słyszymy o głosowaniu „odpowiedzialnym”, więc być może się wstrzymają – słyszymy.
Hennig-Kloska się obroni, ale co z koalicją?
Hennig-Kloska realnie jest w dobrym położeniu. Nawet gdyby Polska 2050 w całości zagłosowała wespół z PiS i Konfederacją, głosów będzie za mało, by odwołać ministrę klimatu. Musiałaby się wydarzyć jakaś polityczna katastrofa, by tak się stało. Dlatego mimo wszystko w koalicji humory dopisują, choć pozostali koalicjanci coraz mniej ufnie spoglądają w stronę Polski 2050.
– Jeżeli ktoś głosuje przeciwko własnemu ministrowi, to sam wyklucza się z większości rządowej. Tak to działa, więc jeśli Polska 2050 chce w ten sposób zagrać, musi się poważnie zastanowić – słyszymy w KO.
– Sami na siebie ukręcili bata. Weszli w rolę, którą napisała im Konfederacja. Bez pamięci w to weszli. Próbowali w to wciągnąć PSL, ale ludowcy się opamiętali po słowach premiera – przekonuje nas rozmówca z Centrum.
Rzeczywiście to Konfederacja była pomysłodawcą wniosku o wotum nieufności. I rozegrała to sprytnie, wbijając klin koalicji rządzącej jeszcze wtedy, gdy ważyły się losy Polski 2050. I dziś widać wyraźnie efekty tamtego działania – efekty, których oczekiwała właśnie Konfederacja. Koalicja rządząca wygląda na twór skłócony, który walczy wyłącznie o polityczne stołki.
– Niestety koledzy ulegli tej narracji. Weszli w to jak w masło. Pora na opamiętanie, ale niestety tu chodzi o zawiść. Może to się skończyć różnie, ale o obronę ministry jesteśmy spokojni – słyszymy w Centrum.
Głosowanie nad tym wnioskiem odbędzie się w czwartek. Czy koalicja obroni Hennig-Kloskę, a tym samym zachowa większość?
– Chyba nikt sobie nie wyobraża, że premier będzie pracował z ludźmi, którzy głosują wbrew jego woli. Można dyskutować, ale w momencie głosowania musimy być jak jedna pięść – przekonują nasi rozmówcy ze strony rządowej.












