
– Uważnie śledzimy oświadczenia amerykańskich przywódców, dotyczące rekonfiguracji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. I oczywiście praktyczne kroki Waszyngtonu w tym kierunku – przekazała w czwartek (28 maja) rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa, cytowana przez agencję Interfax.
Zacharowa oceniła, że „wycofanie amerykańskich sił zbrojnych, stacjonujących w krajach europejskich, stanowiłoby racjonalny, uzasadniony i dawno spóźniony krok w kierunku częściowej stabilizacji niezwykle napiętej i niezrównoważonej sytuacji militarno-politycznej w Europie Zachodniej, właśnie z winy NATO”.
– Nieakceptowalna jest perspektywa przeniesienia amerykańskich baz wojskowych i kontyngentów z krajów, które uważamy za mniej godne zaufania, do krajów w Europie Środkowej i Wschodniej, które Stany Zjednoczone uważają za bardziej godne zaufania, w tym do Polski, dosłownie w zasięgu zachodnich granic naszego kraju – stwierdziła rzeczniczka rosyjskiego resortu spraw zagranicznych.
– To nie tylko nieuchronnie oznaczałoby konieczność wymuszenia przyjęcia środków wojskowo-technicznych niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, ale skutkowałoby również jakościową eskalacją napięć militarnych w całej przestrzeni europejskiej – dodała Zacharowa.
Szef NATO: Moskwa prowadzi agresywną kampanię
Wbrew temu, co sugerowała Maria Zacharowa, „napięta i niezrównoważona sytuacja militarno-polityczna” w Europie nie wynika z działań NATO, a Rosji, która od 2022 r. prowadzi pełnoskalową wojnę w Ukrainie, ponadto dokonuje też ciągłych ataków hybrydowych na państwa europejskie. Obecność wojsk amerykańskich w Polsce to właśnie odpowiedź na potencjalne zagrożenie ze wschodu.
– Wojna Rosji z Ukrainą wciąż trwa, tutaj, na ziemi europejskiej. Brutalna i wyniszczająca wojna. Od ponad czterech lat codziennie wystrzeliwane są pociski i drony w kierunku niewinnych cywilów. Ta wojna trwa dłużej niż I wojna światowa, a linia frontu rozciąga się na około 1250 kilometrów – mówił we wtorek w Rotterdamie sekretarz generalny NATO Mark Rutte.
– A ta wojna jest o wiele bliżej, niż większość ludzi myśli. Do Lwowa jest mniej niż dzień jazdy samochodem. Tak blisko jest. Tymczasem wojna ta bezpośrednio dotyka nas. Moskwa prowadzi coraz agresywniejszą kampanię przeciwko naszym społeczeństwom. Cyberataki. Sabotaż. Dezinformacja – wyliczał.
Rutte zaznaczył, że „rosyjski sabotaż nie jest wymierzony wyłącznie w cele wojskowe lub firmy zbrojeniowe”, a „dotyczy wszystkiego, co umożliwia funkcjonowanie naszego społeczeństwa”. – Uszkodzone kable podmorskie na Morzu Bałtyckim. Ataki wybuchowe na linie kolejowe. Podpalenia w dzielnicach handlowych. Cyberatak na sieć energetyczną. To nie są odosobnione incydenty. Są one wynikiem celowej kampanii mającej na celu destabilizację naszych społeczeństw – podkreślał.
Żołnierze amerykańscy w Polsce
W połowie maja agencja Reuters poinformowała, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Wcześniej, na początku miesiąca, Pentagon zapowiedział wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec. Prezydent USA Donald Trump ogłosił nagle w ubiegłym tygodniu, że USA wyślą do Polski kolejnych 5 tys. żołnierzy z uwagi na zwycięstwo Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich i swoją relację z nim.
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił w piątek, że trwają prace, by nie tylko utrzymać rotacyjną obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce, ale żeby przekształcała się ona jeszcze bardziej w obecność stałą. Dodał, że prace planistyczne nad ich rozlokowaniem w Europie zajmą do 4 tygodni. – W każdym równaniu czy w każdym działaniu, które podejmujemy, widać, że jest na pewno na plus, czyli będzie więcej żołnierzy amerykańskich – podkreślił minister obrony w TVN24.
Liczebność amerykańskich żołnierzy w Polsce to ok. 10 tys., z czego zdecydowana większość funkcjonuje w formule rotacyjnej.












