
-
Historia z gry i serialu „The Last of Us” przedstawia fikcję o masowym rozwoju grzybów, jednak podobne gwałtowne rozprzestrzenianie się grzybów już wcześniej miało miejsce na Ziemi.
-
Naukowcy z Johns Hopkins University odkryli ślady dużego rozrostu grzybów w Ameryce Północnej bezpośrednio po uderzeniu meteorytu Chicxulub, które mogły zdominować ekosystem po katastrofie.
-
Próbki skamieniałości wskazują na intensywny zakwit grzybów już 30 do 10 tysięcy lat przed upadkiem asteroidy, co zbiegało się z okresem niskich temperatur po intensywnej aktywności wulkanicznej.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Historia stanowiące kanwę „The Last of Us” – najpierw gry komputerowej, a następnie serialu – także nie jest nowa. Wielokrotnie pojawiała się wcześniej w literaturze. Weźmy chociażby książkę „Fungus”, którą napisał niestety przedwcześnie zmarły australijski autor John Brosnan, ukrywający się pod pseudonimem Harry Adam Knight. „Fungus” powstał w 1985 r., kolejne wznowienia ukazywały się pod tytułem „Dead Spore”. Opowiada o wydostaniu się z laboratorium związków, które działania grzybów w skali mikro przenoszą w skalę makro. Wielka Brytania staje się areną apokalipsy. Grzyby rozmaitych gatunków rozrastają się na taką skalę, że dominują wszystko i Wyspy Brytyjskie zmieniają się w miejsce pod kontrolą ich grzybni.
W wypadku „The Last of Us” mamy do czynienia z grzybami pasożytniczymi takimi jak maczużnik, które występują na świecie powszechnie i znajdziemy je zapewne w naszych ogródkach czy lasach. Maczużniki atakują jednak bezkręgowce – owady czy pajęczaki. Infekują grzybnią mrówki, pasikoniki, chrząszcze, pająki i inne małe zwierzęta, przejmują kontrolę nad ich ciałami i zmuszają do nieracjonalnych zachowań, które ułatwiają grzybowi rozniesienie zarodników dalej. Wyjedzony niemal od środka żywiciel jest nie do uratowania.
Indie miały problemy z agresywnymi grzybami
Maczużniki nie atakują kręgowców, ale na świecie nie brakuje grzybów, które mogą być dla nich groźne. To gatunki wywołujące choroby, infekcje, żerujące na ranach itd.
Jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19 służby medyczne w Indiach sygnalizowały problem związany z tzw. czarnym grzybem, jak nazywa się organizmy z rzędu Mucorales (najczęściej z bardzo niebezpiecznego gatunku Rhizopus oryzae). To nitkowaty saprofit żyjący w glebie, kale i rozkładającej się materii, określany jako heterotaliczny. Grzyb ten zaatakował mieszkańców Indii, u których wywołał chorobę zwaną mukormykozą. Indie zgłosiły 12 tys. przypadków, z czego 300 chorych zmarło. Choroba atakuje zwłaszcza osoby o osłabionej odporności, a już szczególnie cukrzyków. Raporty medyczne sugerują, że wpływ na rozwój mukormykozy ma stosowanie w nadmiarze pewnych leków, np. sterydów.
W pewnych warunkach grzyby mogą rozwijać się mocniej i intensywniej, a wpływ na to mogą mieć chociażby zmiany środowiskowe. Tezę tę zdają się potwierdzać odkrycia paleontologiczne, o których donosi „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Czytamy tam, że proliferacja czyli bardzo intensywne namnażanie się grzybów może oznaczać poważne zaburzenia ekosystemu. I właśnie takie eksplozje rozwoju grzybów miały miejsce wtedy, gdy następowało masowe wymieranie. Dotyczy to wyjątkowo dużego wymierania permsko-triasowego, ale dotyczy także wymierania świata dinozaurów na koniec kredy.
Grzyby rozpanoszyły się w kredzie. Napędzało je wymieranie
Już wcześniej ślady gwałtownego rozwoju grzybów na Ziemi pod koniec kredy, zapewne po uderzeni asteroidy, która zgładziła większość życia na naszej planecie, znaleziono w 2004 r. Australii i Nowej Zelandii. Teraz naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland w USA donoszą o możliwej znacznie większej proliferacji grzybów niż zakładaliśmy. Wiele wskazuje na to, że gwałtownie rozwijające się podczas tego kataklizmu grzyby mogły przez jakiś czas opanować osłabione ekosystemy.

Badacze donoszą o wielkoskalowym zakwicie grzybów w Ameryce Północnej, który nastąpił bezpośrednio po uderzeniu meteorytu Chicxulub w okolice Jukatanu przed 66 mln lat. Gwałtowny wzrost grzybów w późnej kredzie zbiegł się z ochłodzeniem, które hipotetycznie było spowodowane intensywnym wulkanizmem dekańskim na płycie tektonicznej dzisiejszych Indii. To te eksplozje wulkanów, które w pewnym momencie podejrzewano nawet o faktyczny powód zagłady życia kredowego. Pisaliśmy o tym w Zielonej Interii.
Na stronie Uniwersytety Johna Hopkinsa możemy przeczytać, że są to pierwsze odkrycia dostarczające bezpośrednich dowodów na to, że ten zakwit grzybów po uderzeniu asteroidy mógł mieć charakter globalny. Rozrost grzybów nastąpił prawdopodobnie w wyniku obfitości martwych roślin i zwierząt jako źródeł pożywienia po katastrofach i zakłóceniach. Inaczej mówiąc, grzyby żywiły się powszechną wtedy śmiercią i atakowały słabnące, naruszone i obumierające ekosystemy. A Ziemia krótko po uderzeniu asteroidy 66 mln lat temu stała się planetą grzybów.

Ziemia planetą grzybów. Asteroida tylko dobiła świat
To odkrycie wiele zmienia,. w tym nasze postrzegania wymarcia dinozaurów. Dr Arturo Casadevall, kierownik Katedry Mikrobiologii Molekularnej i Immunologii w Bloomberg School, mówi na stronie uniwersytetu tak: „Jeśli zapytasz większość ludzi, co zabiło dinozaury, odpowiedzą, że to ta asteroida. Ale nasze wyniki badań na mikrofosyliach grzybowych wskazują, że ówczesny świat już przechodził kataklizm, gdy uderzyła asteroida”.
Oto bowiem próbki skamieniałości dostarczyły dowodów na intensywny zakwit grzybów już około 30 tys. do 10 tys. lat przed uderzeniem asteroidy. To sporo, to tyle, ile nas dzieli od mamutów i ich świata epoki lodowcowej. Naukowcy wykazali, że zakwit odpowiadał on okresowi stosunkowo niskich temperatur, który nastąpił po okresie intensywnej aktywności wulkanicznej na terenie dzisiejszych zachodnich Indii. A zatem jednak te wulkany walnie przyczyniły się do zagłady mezozoicznego życia.













