
Minęło 50 dni rządów partii TISZA. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że premiera Pétera Magyara absolutnie nic nie jest w stanie zatrzymać. Konsekwentnie prze do przodu, realizując nie tylko wcześniejsze postulaty programowe, ale także te zaproponowane ad hoc w trakcie wieczoru wyborczego.
Tak było między innymi z wezwaniem prezydenta Węgier do ustąpienia z urzędu. Pomysł ten od początku wydawał się nieprawdopodobny – jak bowiem pozbawić stanowiska głowę państwa, którą Zgromadzenie Krajowe wybrało zaledwie w 2024 r.?
Magyar najpierw dał Tamásowi Sulyokowi czas na dymisję do końca maja, a gdy ten nie przystał na ultimatum, szef rządu zapowiedział, że doprowadzi do jego odwołania za pomocą jednej szybkiej zmiany w ustawie zasadniczej.
Konsultacje nad tym projektem zakończą się na dniach, a następnie projekt trafi pod obrady izby. TISZA nie zamierza zwalniać tempa, dlatego procedura wyboru kolejnej głowy państwa nastąpi w ciągu kilku najbliższych tygodni.
Premier zapowiada, że do święta narodowego 20 sierpnia (dnia upamiętniającego pierwszego króla Stefana, potocznie określanego mianem „urodzin Węgier”) kraj będzie miał już nowego prezydenta. Kto nim zostanie?
Giełda nazwisk właśnie ruszyła
W tym tygodniu na giełdzie nazwisk wypłynęła Ágnes Forsthoffer, przewodnicząca węgierskiego Zgromadzenia Krajowego. Zanim przejdziemy do jej sylwetki, warto przyjrzeć się wydarzeniom, które wywołały tę falę spekulacji.
Formalnie parlament zakończył prace 15 czerwca, a do 15 września trwają wakacje. To tylko teoria, bowiem deputowani wciąż zbierają się na posiedzenia, jednakże zmienił się ich charakter – są one nadzwyczajne, zwoływane na wniosek rządu. Zajmują się tam nie tylko dostosowywaniem prawa do wymogów niezbędnych do odblokowania 16,4 mld euro z unijnych funduszy.
Znowelizowano już m.in. ustawę medialną oraz zlikwidowano Urząd Ochrony Suwerenności – sztandarową instytucję czasów Fidesz-KDNP, stanowiącą bicz na niezależne media i samych dziennikarzy.
W poniedziałek, 29 czerwca, podczas sesji pytań i odpowiedzi doszło do wartego odnotowania incydentu między przewodniczącą parlamentu a premierem Péterem Magyarem. Od razu uprzedzam: nazajutrz po nim nie było już śladu, a szef rządu fotografował się z Forsthoffer, przekonując, że „w jedności siła”, a Węgry mają „najlepszą przewodniczącą parlamentu”.
Wróćmy jednak na salę obrad. Odpowiadając na interpelację Előda Nováka, posła skrajnej prawicy, Magyar zamiast konkretów zaczął rozwijać poboczne wątki. Kiedy zignorował upomnienie ze strony Forsthoffer, ta po prostu wyłączyła mu mikrofon. Opozycja nagrodziła ten gest gromkimi brawami.
Sytuację tę szybko odczytano jako starannie wyreżyserowaną próbę budowania politycznej odrębności szefowej parlamentu i udowodnienia, że forsowane przez nią nowe zasady debaty, oparte na szacunku i równości, dotyczą absolutnie wszystkich.
To właśnie ta kilkudziesięciosekundowa wymiana zdań zainicjowała spekulacje, że to Forsthoffer może zostać wytypowana na następczynię Tamása Sulyoka.
Premier widzi w Sulyoku biernego obserwatora poczynań koalicji Fidesz-KDNP – urzędnika, który stał się niemal notariuszem poprzedniej większości. Jaki jest pomysł na jego odwołanie? Magyar zamierza wykorzystać do tego art. 7 nowelizacji konstytucji, zmieniający jej przepisy końcowe i przejściowe. Możemy w nim przeczytać:
„W dniu następującym po wejściu w życie siedemnastej poprawki do Ustawy Zasadniczej wygasa mandat urzędującego Prezydenta Republiki”.
Jako bezpośrednią przyczynę usunięcia głowy państwa z urzędu wskazano „poważną utratę zaufania ze strony społeczeństwa„. TISZA nie przedstawia jednak twardych danych, na których oparłaby to twierdzenie.
Kto będzie nowym prezydentem? Tego wciąż nie wiadomo. Co prawda jeszcze w połowie kwietnia premier nie wykluczał zwiększenia kompetencji głowy państwa kosztem własnych prerogatyw, a także wprowadzenia wyborów powszechnych, jednak przynajmniej na razie słowa te można włożyć między bajki.
Nowego prezydenta znów wybierze parlament. Co więcej, nowa głowa państwa – jako trzecia z rzędu a czwarta w ogóle – najpewniej nie dotrwa do końca pięcioletniej kadencji. Jej mandat ma bowiem obowiązywać tylko do wejścia w życie nowej konstytucji, a rychłe rozpoczęcie nad nią prac premier zdążył już zapowiedzieć.
Warto przypomnieć, że na początku 2024 r. w atmosferze skandalu urząd opuściła Katalin Novák, będąc prezydentem niespełna dwa lata. Podobny los spotkał wcześniej Pála Schmitta (prezydenta w latach 2010-2012), który zrezygnował z funkcji po ujawnieniu plagiatu w jego pracy doktorskiej.
Prawdziwym paradoksem jest to, że prezydent Sulyok nie może legalnie odmówić podpisu pod nowelizacją, która ukręci na niego bicz. To konsekwencja zmian prawnych wprowadzonych jeszcze za czasów Viktora Orbána. Zresztą prezydent już raz powołał się na te ograniczenia, podpisując tzw. lex Orbán – zmianę konstytucji uniemożliwiającą pełnienie urzędu premiera przez więcej niż dwie kadencje (licząc wstecz od 1990 r.).
Ewentualna obstrukcja prezydenta i tak niczego by nie zmieniła. Magyar zapowiedział bowiem, że w przypadku takiego scenariusza parlament po prostu uruchomi procedurę pociągnięcia głowy państwa do odpowiedzialności konstytucyjnej i pozbawienia urzędu. W trakcie jej trwania Sulyok zostałby zawieszony w obowiązkach, a zatem podpis pod nowelizacją – w zastępstwie – złożyłaby przewodnicząca Zgromadzenia Krajowego, Ágnes Forsthoffer.

Kim jest Ágnes Forsthoffer?
Kim zatem jest potencjalna nowa głowa państwa? Ágnes Forsthoffer to obecna trzecia wiceprzewodnicząca partii TISZA. W trakcie kampanii wyborczej odpowiadała za program ugrupowania skierowany do branży turystycznej, co bezpośrednio koresponduje z jej doświadczeniem zawodowym.
Przez lata prowadziła bowiem hotel w Balatonfüred i to właśnie z tego okręgu uzyskała poselski mandat. Obejmując fotel przewodniczącej parlamentu, Forsthoffer akcentowała konieczność przywrócenia podmiotowej roli Zgromadzenia Krajowego w procesie stanowienia prawa. Zobowiązała się również do dbałości o wysoki poziom debaty publicznej oraz równe zasady dla wszystkich stron politycznego sporu.
Jak zaznaczała: fakt, że ktoś ma odmienne zdanie, nie oznacza, że powinien być wykluczany. Podkreślała przy tym, że „Zgromadzenie Krajowe nie jest domem partii, lecz domem narodu, domem całych Węgier”. Prywatnie jest matką dwojga nastoletnich dzieci.
Magyar nie odda wpływów
W tym kontekście warto zastanowić się nad ewentualnymi konsekwencjami wyboru obecnej przewodniczącej parlamentu na głowę państwa – jaki sygnał wysyła tym samym szef rządu? Przede wszystkim taki, że władzą dzielić się nie zamierza.
To, co w wymiarze politycznej pragmatyki łączy Pétera Magyara z Viktorem Orbánem, to nominowanie na stanowisko prezydenta postaci nieumocowanych systemowo, pozbawionych własnego zaplecza i wystawionych na ogromną presję ze strony samego lidera.
Tak jak Katalin Novák była w pełni uzależniona od woli politycznej szefa Fideszu, tak Ágnes Forsthoffer pozostanie lojalna wobec lidera partii TISZA. Taki ruch w zasadzie ostatecznie wyklucza ewentualny scenariusz wzmocnienia urzędu prezydenta.
Sama przewodnicząca Zgromadzenia Krajowego nie przejawiała dotąd szerszych politycznych aspiracji. Podobnie jak inni posłowie i członkowie rządu, gra do jednej bramki – pracuje na pozycję Magyara i siłę całego ugrupowania.
Działacze z otoczenia premiera, póki co, nie tworzą marek osobistych, które mogłyby wykreować ich na samodzielnych liderów. Z perspektywy szefa rządu to kwestia absolutnie kluczowa. Brak wewnątrzpartyjnej konkurencji i faktyczne jednowładztwo maksymalnie wzmacniają dyscyplinę oraz ułatwiają sprawne koordynowanie politycznych działań.
Rząd na fali społecznego poparcia
Warto odnotować jeszcze jeden wymiar tych wydarzeń. Kolejne posunięcia premiera potwierdzają, że rząd przyjął bezkompromisowy kurs. Strategia politycznego „buldożera” zaczyna jednak spotykać się z krytyką tych samych instytucji i ekspertów – politologów, którzy wcześniej alarmowały o naruszeniach w czasach rządów Fidesz-KDNP.
Eksperci wskazują na doraźność wprowadzanych rozwiązań kosztem dalekosiężnej strategii prawno-ustrojowej. Kwestią otwartą pozostaje również reakcja instytucji unijnych – co ma szczególne znaczenie w kontekście oczekiwań Budapesztu co do szybkiego zakończenia procedury z art. 7 TUE, tj. problemów z praworządnością. Sam Péter Magyar zdaje się jednak tym nie przejmować, legitymizując swoje działania ogromnym poparciem społecznym.
Zgodnie z opublikowanym 1 lipca badaniem instytutu Medián dla portalu HVG, wśród zdecydowanych wyborców TISZA deklasuje Fidesz stosunkiem 73:21. To polityczna dominacja bez precedensu.
Dla szefa rządu najsilniejszym mandatem do działania wydaje się jednak inny wskaźnik: aż 67 proc. Węgrów uważa, że sprawy w kraju idą w dobrym kierunku (odmiennego zdania jest 21 proc.). Nikogo nie powinno dziwić, że ten optymizm podziela zaledwie co dziesiąty elektor Fideszu.
-
Przyspieszone członkostwo Ukrainy w UE? Węgry chcą usunąć jedno zdanie
-
V4: Reaktywacja. Przywódcy w legendarnym pałacu, w tle konflikt dwóch państw













