Najważniejsze, że Polak ponownie miał okazję do tego, żeby zagrać w oficjalnym meczu. Przypomnijmy, że w czerwcu 2026 wygasła umowa polskiego napastnika z FC Barceloną. Duma Katalonii nie zdecydowała się na przedłużenie kontraktu z RL9, szukając innego kierunku i pomysłu na ofensywę w sezonie 2026/27.


Gorzka pigułka, którą musiał przełknąć Robert Lewandowski, jednoczenie była smutnym pożegnaniem z Barceloną, ale też rozpoczęciem nowego rozdziału. Polak ostatecznie zdecydował się na Chicago Fire. Klub, który zabiegał o Lewandowskiego jeszcze zimą poprzedniego sezonu. Wówczas RL9 dał sobie czas do namysłu i dokończenie gry w szeregach Barcy. A skoro w Katalonii nie było już dla niego miejsca, obrał kierunek na USA.

Polonia nie zawiodła Roberta Lewandowskiego. To były miłe gesty!


Po odwołanym meczu w Chicago, ze względu na toksyczną chmurę dymu, która nadciągnęła nad USA prosto z Kanady, Lewandowski zaliczył debiut w MLS na trudnym terenie na Florydzie. I to pod wieloma względami.


Przede wszystkim rywale, to aktualni mistrzowie MLS. Nawet nie mając w swoim składzie takich postaci, jak Lionel Messi czy Rodrigo de Paul (odpoczywają po MŚ 2026), klub, którego właścicielem jest David Beckham, ma wiele argumentów, którymi góruje nad resztą stawki. Lewandowski zagrał jednak nieco ponad godzinę i pokazał kilka fajnych momentów.


Takowe muszą na razie być wystarczającymi, biorąc pod uwagę, że Polak z nowym zespołem trenował od zaledwie 10 dni.


Dodatkowo sam Polak podkreślał, że warunki panujące na Florydzie, mocno go zaskoczyły. Mowa przede wszystkim o wilgotności, która z pewnością utrudniała granie.

– Wilgotność była tak duża, że tego nie da się porównać. W takich warunkach rzadko kiedy się gra. Pod tym względem ciężko to ocenić. Ta wilgotność była odczuwalna, ja sam ją odczuwałem. Na pewno był więc dzisiaj okres adaptacji do warunków. Nie wiem, czy na innych stadionach i w innych miastach będzie podobnie. Wiadomo, że jest to okres, gdy jest najcieplej – ocenił RL9 już po spotkaniu z mistrzami MLS.


Były również miłe akcenty, takie jak obecność polskich kibiców na meczu. Polonia dopisała, choć nie ma co ukrywać, prawdziwy pokaz polscy fani dadzą pewnie w meczu domowym Fire. W Chicago nadal jest bowiem spora grupa kibiców, którzy zapewne zaczną chodzić na mecze miejscowego klubu, ze względu na postać kapitana reprezentacji Polski.


W Miami jednak kilka autografów RL9 również rozdał.


Całościowo można zatem ocenić debiut na przyzwoity, choć bez błysku. Sam Lewandowski zdaje sobie sprawę, że będzie potrzebował trochę czasu, że zaadoptować się do nowego zespołu. Polakowi nie można odmówić ambicji i chęci jak najszybszego zaakcentowania swojej obecności w USA, również sportowo.

Udział