Prokurator z Prokuratury Okręgowej w Lublinie zrelacjonował na piątkowej (31 lipca) konferencji prasowej, że śledczy najpierw zmapowali teren, gdzie spadła rakieta, za pomocą drona obserwacyjnego, a dopiero po tym przystąpili do szczegółowych oględzin. – W leju powybuchowym oraz w bezpośredniej odległości od niego ujawniliśmy bardzo dużo elementów statku powietrznego – bo tak to traktowaliśmy na samym początku – które były systematycznie zabezpieczane – powiedział Marcin Kozak, rzecznik lubelskiej prokuratury.
Dodał, że zabezpieczono m.in. elementy napędu i elektroniki. Śledczy chcą też zbadać próbki gleby z miejsca zdarzenia, które – jak wyjaśniał – pozwolą ustalić, jakie materiały wybuchowe znajdowały się w rakiecie. Następnie żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej rozpoczęli przeszukiwanie terenu w promieniu trzech kilometrów kwadratowych od leja. Prace zakończyły się około godziny 20 w czwartek (30 lipca).
– Dzisiaj od samego rana prowadzone były czynności polegające na katalogowaniu, segregacji i oględzinach materiałów, które zebraliśmy na miejscu – powiedział prokurator. Wyjaśnił, że do tych prac zaangażowano specjalistę z Ukrainy. Rzecznik prokuratury potwierdził, że na Lubelszczyźnie spadła rakieta CH-101, która została wyprodukowana w drugim kwartale tego roku w rosyjskim zakładzie.
Śledczy w następnej kolejności planują przesłuchania świadków oraz sprawdzenie nagrań, które mogłyby pomóc odtworzyć tor lotu. Śledztwo zostanie wszczęte w kierunku art. 173 kodeksu karnego, który mówi o „sprowadzeniu katastrofy w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach” oraz art. 212 pkt. 1 prawa lotniczego, który mówi naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej bez zezwolenia.
>>>>> Kaczyński, Mentzen i Braun szykują koalicję, która może wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, NATO i skłócić nas z Ukrainą. Jaką odpowiedź szykują Tusk, Kosiniak-Kamysz i Czarzasty? Pisze Arkadiusz Gruszczyński >>>>>
Rosyjska rakieta spadła na Lubelszczyźnie
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) poinformowało, że w nocy ze środy na czwartek, w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16, ale obiekt zniknął z radarów. Do jego poszukiwania skierowano śmigłowiec Mi-24, którego załoga znalazła krater po uderzeniu pocisku w okolicy wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, ok. 100 km od granicy z Ukrainą.
Na miejsce zdarzenia przybyły służby, a następnie premier Donald Tusk, wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i szef MSWiA Marcin Kierwiński, którzy wzięli tam udział w posiedzeniu zespołu koordynacyjnego. – Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – mówił szef rządu. Później poinformował także, że rakieta była uzbrojona. Szef BBN Bartosz Grodecki przekazał, że prezydent Karol Nawrocki na bieżąco otrzymuje informacje o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej i od wczesnych godzin porannych jest w kontakcie z premierem i szefem MON.
W związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej syreny alarmowe zawyły w czwartek w Lublinie i Krasnymstawie; alarmy zostały szybko odwołane. Szef MSWiA przekazał później, że uruchomiona została procedura SPO-13, która dotyczy ostrzegania i alarmowania wojsk oraz ludności cywilnej o zagrożeniu uderzeniami z powietrza.
Rzecznik natowskiego Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE), pułkownik Martin O’Donnell, zapewnił, że NATO pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami w sprawie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. Dodał, że Sojusz podejmie wszelkie środki w celu obrony terytorium NATO.
Źródło: PAP













