-
Policja potwierdziła tożsamość kobiety i dziewczynki, które zginęły na torach w Oleśnicy po potrąceniu przez pociąg.
-
Śledczy badają okoliczności zdarzenia między innymi na podstawie zabezpieczonego monitoringu, nie wykluczają żadnej z hipotez i ustalają szczegóły tragedii.
-
Wypadek, do którego doszło na niestrzeżonym przejściu, wywołał duże poruszenie w środowisku kolejarskim i został szeroko opisany w mediach społecznościowych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Do tragedii doszło w piątek około godz. 14:50 na przejściu dla pieszych przez tory kolejowe w Oleśnicy, niedaleko ul. Wiejskiej i osiedla Lucień. Jak przekazała dolnośląska policja, przejście nie było wyposażone w sygnalizację świetlną.
– Dziecko wbiegło pod nadjeżdżający pociąg, matka chciała je powstrzymać. Dlatego też wbiegła na przejście. Oboje zginęli na miejscu – powiedział wówczas Interii komisarz Wojciech Jabłoński z sekcji prasowej dolnośląskiej policji.
Policja ustaliła tożsamość ofiar. Śledczy zabezpieczyli monitoring
Nowe informacje w sprawie przekazał w sobotę dziennikowi „Fakt” kom. Wojciech Jabłoński. Policja ustaliła, że ofiarami były 45-letnia mieszkanka Oleśnicy i jej 9-letnia córka. – Wciąż badamy dokładne okoliczności tego zdarzenia – przekazał funkcjonariusz.
Według wstępnych ustaleń dziewczynka miała wbiec na tory wprost pod nadjeżdżający pociąg, a jej matka ruszyła za nią, próbując ją złapać. Policja zastrzega jednak, że bierze pod uwagę również inne wersje wydarzeń.
Śledczy zabezpieczyli nagrania z monitoringu. Policja zapowiedziała również weryfikację informacji związanych z miejscem zamieszkania kobiety i jej córki. Celem prowadzonych czynności jest dokładne odtworzenie przebiegu tragedii.
Maszynista był trzeźwy. Po tragedii był w stanie szoku
Na miejscu wypadku pojawiły się służby ratunkowe oraz prokurator. Maszynista pociągu został przebadany na obecność alkoholu. Badanie wykazało, że był trzeźwy.
Jak wynika z informacji przekazanych „Faktowi”, mężczyzna po tragedii był w szoku i z trudem relacjonował przebieg zdarzenia. Pociąg jechał w kierunku Wrocławia.
Policjanci przesłuchują świadków i zabezpieczają materiał dowodowy. W sprawie ma zostać wszczęte śledztwo. Funkcjonariusze nie wykluczają żadnej z hipotez dotyczących tego, dlaczego matka i dziecko znalazły się na torach.
– Najprawdopodobniej doszło do nieszczęśliwego wypadku – przekazał dolnośląski policjant w rozmowie z „Faktem”.
Niestrzeżone przejście w Oleśnicy. Śledczy sprawdzają wiele hipotez
Tragedia miała miejsce na niestrzeżonym przejściu kolejowym. Według relacji „Faktu” jest to miejsce rzadko uczęszczane przez pieszych. W pobliżu znajdują się specjalne bariery mające zapobiegać nagłemu wejściu na tory.
Policja zwraca uwagę, że niestrzeżone przejścia przez tory należą do szczególnie niebezpiecznych miejsc.
– Na niestrzeżonym przejściu jest zawsze najniebezpieczniej. Nic nas nie ostrzega przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, nic nas nie chroni – podkreślił w rozmowie z „Faktem” nadkom. Wojciech Jabłoński.
W okolicy codziennie przejeżdża kilkanaście pociągów. W piątkowe popołudnie jeden z nich, jadący w kierunku Wrocławia, znalazł się w miejscu tragedii tuż przed godz. 15.
Śledczy nadal ustalają dokładny przebieg zdarzenia. Analizowane są zabezpieczone nagrania, przesłuchiwani są świadkowie, a policja sprawdza również inne możliwe okoliczności. Funkcjonariusze nie wykluczają, że pełne wyjaśnienie tragedii może okazać się bardzo trudne. – Niewykluczone, że do końca nigdy się nie dowiemy, dlaczego matka z dzieckiem znalazły się na torach – przyznał nadkom. Wojciech Jabłoński.
Tragedia poruszyła kolejarzy. W sieci pojawiły się poruszające wpisy
Wypadek wywołał poruszenie również w środowisku kolejarskim. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze maszynistów, konduktorów i kierowników pociągów, którzy zwracali uwagę na traumatyczny charakter tego rodzaju zdarzeń.
Szczególnie poruszający wpis zamieściła jedna z kolejarek, która przechodziła obok miejsca tragedii kilka godzin po wypadku.
– Mijałam trzy godziny po zdarzeniu, najgorszy był widok różowego, dziecięcego sandałka przy torach. Pomyślałam: „oby to nie był ślad po wypadku”, a potem przeczytałam, że było też dziecko… – napisała.
Inni pracownicy kolei podkreślali, że wypadki śmiertelne stanowią jedno z najtrudniejszych doświadczeń związanych z ich zawodem.
– Niestety, wypadki śmiertelne są wpisane w pracę nas, kolejarzy. Jednak zawsze boję się właśnie takiego wypadku z udziałem dziecka. Wyrazy współczucia dla maszynisty, kierownika i wszystkich pracujących przy zabezpieczeniu miejsca – napisał jeden z komentujących.
Inny, emerytowany maszynista, dodał: „Zgadzam się całkowicie, jako emerytowany maszynista my, ci, którym się to przydarzyło, wiemy, co to trauma, mimo że to nie Twoja wina…”.














