Każdy, kto korzysta z mediów społecznościowych, zapewne się na to natknął. Algorytm lubi podrzucać posty, w których załamani po śmierci kogoś bliskiego ludzie, proszą o interwencję technologię.
„Bardzo bym prosiła o ożywienie zdjęcia. Moja koleżanka zmarła dwa lata temu, niestety nie dane mi było ją pożegnać.”
„Będę wdzięczna za ożywienie zdjęć z Hanią lub rady, w jakim programie mogłabym to sama zrobić.”
„To ja z moją mamą, która zmarła miesiąc temu. Czy mogę prosić o ożywienie zdjęcia, jak mama schodzi do mnie ze schodów z nieba uśmiechnięta i mnie przytula?”
„Proszę o ożywienie męża. Z góry dziękuję”
„To moja jedna z sióstr. Odeszła niespodziewania, zdecydowanie za szybko. Chcę prosić o ożywienie zdjęcia i poprawę jakości. Z góry bardzo dziękuję.”
To tylko kilka przykładów znalezionych na Facebooku. Grupki, na których pojawiają się prośby o modyfikowanie zdjęć za pomocą narzędzi AI działają tam coraz prężniej.
Jedni chcą tylko lekkich korekt, usunięcia drobnego szczegóły czy poprawienia jakości zdjęcia. Inni potrzebują jeszcze raz zobaczyć uśmiech lub inny gest osoby, której fizycznie już nie ma. Prośby pełne są tęsknoty i smutku.
Ożywianie zdjęć zmarłych. „Cyfrowi mistrzowie ceremonii”
Wracanie do zdjęć, nagrań, wiadomości czy przedmiotów należących do bliskiej osoby są w żałobie naturalne – przypomina Anja Franczak, założycielka Instytutu Dobrej Śmierci.
Mechanizm znany jest jako „utrzymywanie wewnętrznej więzi” (ang. continuing bonds).
– AI może stać się kolejnym narzędziem takiego kontaktu z pamięcią i wewnętrzną relacją – mówi Franczak.
Psycholog społeczny dr Konrad Maj uważa, że osoby, które odpowiadają na prośby pogrążonych w żałobie i podejmują się „ożywiania” zdjęć, stają się cyfrowymi mistrzami ceremonii.
– Wykorzystują swoje umiejętności, aby wykonać dla kogoś emocjonalny rytuał. Jest w tym zapewne zwykle empatia i autentyczna solidarność – tłumaczy ekspert, który bada społeczne i psychologiczne aspekty nowych technologii.
Pokazuje to jednak również, jak bardzo jesteśmy społeczeństwem obrazu.
– Nie wystarcza nam już fotografia z przeszłości. Chcemy zobaczyć, jak zmarły się uśmiecha, porusza albo nas przytula. Problem w tym, że nie odzyskujemy wtedy prawdziwego wydarzenia, lecz oglądamy scenę wymyśloną przez algorytm – podkreśla Maj.
Z drugiej strony obserwujemy tu powstawanie cyfrowych wspólnot żałoby.
– I nie należy ich potępiać – podkreśla prof. Anna Malinowska, badaczka technologii w nurcie kultur robotów, semiotyki emocji oraz sztuki nowych mediów.
– Trzeba jednak liczyć się z różnymi następstwami ich funkcjonowania. Także tymi niepożądanymi. Takie fora mogłyby być bezpieczniejszą przestrzenią, gdyby były moderowane przez terapeutów, wykwalifikowanych psychologów lub pracowników socjalnych – zastrzega.
Członkowie takich wspólnot nie muszą mieć ze sobą wiele wspólnego, nie mają podobnych zainteresowań. Łączy ich przede wszystkim doświadczenie straty.
Anja Franczak zwraca uwagę, że może to być wartościowe – w codziennym życiu otoczenie stosunkowo szybko przestaje mówić o żałobie.
– Pokazuje to przede wszystkim, jak bardzo brakuje przestrzeni dla żałoby w naszym świecie „analogowym” – podkreśla.
Chatbot AI wcielił się w zmarłą babcię
Rozwój sztucznej inteligencji pozwolił pójść dalej, niż tylko ożywianie wizerunków zmarłych. Chatboty AI są wykorzystywane do tworzenia fikcyjnych postaci, awatarów, „kopii” zmarłych osób.
W 2023 roku mieszkaniec Szanghaju Wu Wuliu przy pomocy sztucznej inteligencji stworzył cyfrową wersję swojej zmarłej babci.
24-letni mężczyzna wyjaśniał, że babcia wychowała go i łączyła ich bliska więź. W ostatnich dniach jej życia udało mu się wymienić z nią tylko kilka prostych słów – opisywał portal China Daily.
Mężczyzna stwierdził, że rozmowa z babcią pomogła mu złagodzić ból po stracie. Dodał jednocześnie, że zdawał sobie sprawę, iż jest to przyjemna iluzja.
Ożywianie zdjęć zmarłych. Między pamięcią a podtrzymywaniem iluzji
Pojawia się zatem pytanie: gdzie przebiega granica między zdrowym upamiętnianiem zmarłych a niebezpiecznym „zatrzymaniem się” w żałobie?
Według dr Konrada Maja przebiega ona między pamiętaniem a podtrzymywaniem iluzji, że zmarły nadal uczestniczy w naszym życiu.
– Zdrowe upamiętnianie oznacza: „Ta osoba odeszła, ale pozostały mi wspomnienia, jej wartości i wpływ, jaki na mnie wywarła”. Niebezpiecznie robi się wtedy, gdy awatar zaczyna zastępować prawdziwe relacje, regularnie z nim rozmawiamy, prosimy go o rady albo nie potrafimy funkcjonować bez kontaktu z nim – mówi Maj.
– Człowiek oscyluje pomiędzy przeżywaniem straty a stopniowym odbudowywaniem życia bez zmarłej osoby. Nie musi zerwać z nią więzi, ale powinien zmienić jej formę – z realnej relacji w więź opartą na pamięci – podkreśla.
Jak tłumaczy, cyfrowy awatar może ten proces zaburzyć, ponieważ „fotografia milczy, natomiast cyfrowa postać patrzy na nas, mówi znajomym głosem i odpowiada”. Słowem: nasz rozum może wiedzieć, że to program, ale emocjonalnie możemy reagować tak, jakby bliska osoba do nas wróciła.
Zdaniem prof. Anny Malinowskiej formy zaangażowania w relacje z podmiotami cyfrowymi są w dużej mierze alienujące. Jak zauważa, ludziom, którzy się w nie zagłębiają, towarzyszy ogromne zaangażowanie emocjonalne.
Prędzej czy później przekonują się jednak, że wzajemność, jaką rzekomo oferują nam podmioty technologiczne, jest iluzją. – Dobrze pokazał to już przykład Tamagotchi – wspomina.
– Sam stan żałoby nie sprzyja właściwej regulacji tego typu form upamiętniania, ponieważ w takim stanie nasza zdolność do samokontroli może być ograniczona. Podobnie jest w przypadku depresji i innych form zaburzeń nastroju – podkreśla specjalistka.
Czy zmarli chcą być cyfrowo wskrzeszani?
Dr Konrad Maj zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię – nie wiemy, czy zmarła osoba chciałaby, aby po śmierci poruszała ustami, wypowiadała nowe słowa lub występowała w filmach, których nigdy nie nagrała.
Dr Masaki Iwasaki, adiunkt na Uniwersytecie Narodowym w Seulu, kilka lat temu badał, w jaki sposób zgoda zmarłego wpływa na podejście do cyfrowego zmartwychwstania.
Cyfrowe odtworzenie zmarłego akceptowało 58 proc. uczestników badania, jednak pod warunkiem, że wcześniej wyraził on na to zgodę. Gdy wiadomo było, że był temu przeciwny, akceptowały to tylko 3 proc. badanych Amerykanów.
Kolejna kwestia to tworzenie fałszywych wspomnień.
– Materiał stworzony przez AI nie jest odzyskanym wspomnieniem. Zmarły nigdy nie wykonał pokazanego gestu ani nie wypowiedział wygenerowanego zdania – mówi Maj.
Psycholog podkreśla, że technologia może pomóc zachować pamięć, ale nie powinna udawać ciągłości osoby.
Cyfrowy awatar zmarłej osoby może reagować w sposób inny, niż zrobiłaby to prawdziwa osoba – zwraca uwagę Anja Franczak. Odpowiadanie na pytania, mówienie tego, czego osoba potrzebuje w danym momencie może być kojące.
– Ale właśnie dlatego może też tworzyć bardzo silne przywiązanie do symulowanej relacji – podkreśla Franczak.
Co zatem robić, gdy ktoś z bliskiego otoczenia zaczyna traktować wygenerowane obrazy jako substytut czyjejś obecności?
– Zadawać pytania, które pomogą takiej osobie nabrać dystansu lub przyjąć bardziej krytyczną perspektywę – mówi Anna Malinowska, przyznając, że nie jest to łatwe.
Anna Nicz (anna.nicz@firma.interia.pl)
Dagmara Pakuła (dagmara.pakula@firma.interia.pl)













