Łukasz Rogojsz, Interia: Wynik wyborów w Saksonii-Anhalcie to sukces Alternatywy dla Niemiec (AfD) czy porażka Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU)? A może porażka całego niemieckiego mainstreamu politycznego?
Prof. Arkadiusz Stempin, Uczelnia Korczaka: – Wynik tych wyborów można sprowadzić do dwóch kwestii. Po pierwsze, bardzo emocjonalnej kampanii wyborczej, która przypominała futbolowy spektakl i miała atmosferę festynu, z błękitnymi flagami AfD powiewającymi na ulicach saksońskich miast.
– Po drugie, AfD sprowadziła te wybory do kwestii odbudowy tożsamości wschodnioniemieckiej. Odwoływała się do enerdowskiej przeszłości albo realiów z lat 90. tuż po zjednoczeniu Niemiec. To o tyle absurdalne, że wówczas w Saksonii-Anhalcie mieliśmy 23-procentowe bezrobocie, a w tej chwili wynosi ono 8 proc. Ta narracja zupełnie rozjeżdża się z historyczną rzeczywistością i twardymi danymi.
Ulrich Siegmund, lider AfD w Saksonii-Anhalcie i kandydat na premiera tego landu, mówił o powrocie do starych, dobrych czasów. Jakie to czasy? Właśnie czasy późnego NRD?
– Podam przykład zrozumiały dla nas, Polaków: szynka za Gierka. Rządy Gierka nie kojarzą się społecznie ani z zamieszkami w Radomiu i Ursusie, ani tym bardziej z kryzysem roku 1980. Kojarzą się w wymiarze popkulturowym z dostępnymi dla ludzi Fiatem 126p oraz rzeczoną szynką w sklepach.
– Podobnie jest z niemiecką nostalgią za czasami NRD. W Niemczech Wschodnich rządził wówczas „czerwony” reżim Ericha Honeckera, który był tą komunistyczną pałką na ludzi, ale gospodarczo i socjalnie Niemcom żyło się co najmniej nieźle. Dla mieszkańców NRD szok nastąpił po zjednoczeniu z RFN, kiedy musieli dostosować się do wolnego rynku i nowych realiów z indywidualną odpowiedzialnością za siebie.
To aż tak ważne?
– W niektórych miejscach do dzisiaj jest z tym problem. Mieszkańcy wschodnich Niemiec chcieliby czerpać garściami z dobrodziejstw kapitalizmu, ale jednocześnie mieć zabezpieczenie społeczne z czasów NRD. I właśnie taką iluzoryczną opowieść sprzedaje im AfD. Jeszcze jedna analogia do Polski.
Jaka?
– W 2015 roku Beata Szydło z mopem w ręku myła szyby w jakiejś prowincjonalnej szkole, krzycząc „Damy radę!” i przekonując, że Polska jest w ruinie. Dokładnie to samo robili teraz politycy AfD, do znudzenia powtarzając rodakom o „upadku Niemiec”, które AfD wyciągnie z zapaści.
– Wykreowali w społeczeństwie subiektywne wrażenie zagrożenia, porażki i niedostatku, mimo że bezrobocie w Saksonii-Anhalcie jest dzisiaj trzykrotnie niższe niż w czasach, które według polityków AfD były dla Niemiec erą dobrobytu.
Z jakiegoś powodu ta narracja okazała się skuteczna. Rozwarstwienie społeczno-ekonomiczne między zachodem i wschodem Niemiec – m.in. skala inwestycji, zamożność gospodarstw domowych, bezrobocie, wykluczenie komunikacyjne – nadal jest duże, a od czasu ostatnich wyborów federalnych przestało się zmniejszać. To spory kamyczek, a wręcz głaz, do ogródka obecnego rządu Friedricha Merza.
– Saksonia-Anhalt jest przykładem specyficznym, biorąc nawet pod uwagę sam wschód Niemiec. Region de facto został zdziesiątkowany – wyjechał stamtąd prawie milion mieszkańców, głównie do landów zachodnich. Ci, którzy zostali, to jednostki mniej przedsiębiorcze, mniej zaradne, mniej mobilne społecznie. To głównie słabo wykształceni i słabo zarabiający mężczyźni w młodym i średnim wieku.
– Nieprzypadkowo land jest liderem w skali całego kraju w zakresie przerywania szkolnej edukacji. Z drugiej strony, z Saksonii-Anhaltu wyjechał ogrom młodych kobiet. Oba te czynniki wpływają na dużą frustrację tamtejszych mieszkańców. To ma swoje odbicie społeczno-kulturowe. Ci zgorzkniali mężczyźni żyją w kulturze męskiej szatni – ćwiczą strzelanie, polują, interesują się sportem siłowym etc. Mają poczucie porażki w życiu i ignorancji wobec ich niepowodzeń ze strony polityków.
– Gospodarczo wcale nie wygląda to lepiej. Przemysł chemiczny, który był podstawą tamtejszej gospodarki, załamał się i przeniósł do Szwajcarii oraz zachodnich Niemiec. Realny problem istnieje, ale AfD nadbudowała go negatywną opowieścią o totalnym upadku, pogardzie i odebraniu tożsamości Niemcom ze wschodu kraju.
A może AfD celnie diagnozuje problem i zaniedbania rządzących, chociaż recepty, które podaje, mogą nie podobać się politycznemu mainstreamowi?
– AfD przede wszystkim bazuje na wizerunku partii antyestablishmentowej, która w przypadku Saksonii-Anhaltu chce wykreować bądź odbudować dawną tożsamość wschodnioniemiecką. W ich ocenie: zrabowaną przez mainstreamowe partie dawnej RFN. To przewaga AfD nad konkurencją, bo analogicznej postawy akuszera tożsamości wschodnioniemieckiej nie mogą przyjąć formacje głównego nurtu wywodzące się z RFN.
– Nie ma przypadku w tym, że kultowe w dawnej NRD motorowery Simson stały się symbolem kampanii AfD i jej lidera w Saksonii-Anhalcie Ulricha Siegmunda. Ironia losu polega na tym, że partia nacjonalistyczna nawiązuje do marki założonej przez żydowską rodzinę, którą ustawy norymberskie Adolfa Hitlera zmusiły do emigracji z III Rzeszy. Znacjonalizowana w 1952 roku w NRD marka stała się w latach 50., 60. i 70. odpowiednikiem polskich „Maluchów”. Z kolei dzisiaj Simsony są tożsamościowym artefaktem w rękach AfD.
Partie niemieckiego mainstreamu nie są już wobec AfD w sytuacji, kiedy mogą bezkosztowo i bezwysiłkowo pozbyć się problemu. Muszą zaryzykować. Takim ryzykiem jest pozwolić AfD rządzić, żeby skręciła sobie na tych rządach kark
Co się stanie po tych wyborach? AfD i partie głównego nurtu mają w parlamencie Saksonii-Anhalt tyle samo mandatów – po 39. Języczkiem u wagi są prorosyjscy, lewicowi populiści z Sojuszu Sahry Wagenknecht (BSW), dysponujący pięcioma głosami. Połączą siły z AfD czy mainstream może odetchnąć?
– BSW to populistyczne odbicie AfD, tyle że z drugiej strony politycznego spektrum. Łączą ich przede wszystkim dwie kwestie: koncepcja państwa socjalnego (chociaż AfD co do zasady jest liberalna i wolnorynkowa, a BSW chciałaby obniżenia wieku emerytalnego do 65. roku życia) oraz prorosyjski, proputinowski kurs Niemiec i sprzeciw wobec pomocy Ukrainie. Obie formacje chcą m.in. odbudowy gazociągu Nord Stream II i zaopatrywania Niemiec w tanie, rosyjskie ropę i gaz.
W takim razie w Saksonii-Anhalt zobaczymy rząd AfD i BSW?
– Rozmowy dopiero się zaczęły. Wspólnego rządu i „koalicji kremlowskiej” nie będzie, ale BSW po dwóch głosowaniach nad wyborem kandydata na premiera kraju z AfD wstrzyma się w trzecim głosowaniu, co de facto oznacza wybór Siegmunda. Szanse na to, żeby dzięki BSW Ulrich Siegmund został premierem Saksonii-Anhaltu, są znacznie większe niż szanse na sojusz BSW z partiami demokratycznymi.
– BSW nie wejdzie jednak do rządu Siegmunda, ale go będzie „tolerować”. Obydwie partie złożą też w landtagu wniosek, żeby poprzez Bundesrat, czyli wyższą izbę parlamentu, wstrzymać dostawy broni do Ukrainy.
Zdobycie władzy w Saksonii-Anhalcie to dla AfD byłaby władza „tylko” w jednym z landów czy „aż” w jednym z landów? Z jednej strony, mówimy o regionie z najniższym PKB na mieszkańca i jednym z najmniej zaludnionych. Z drugiej, to jednak precedens: w końcu realna władza.
– Myślę, że nie ma co rozdzierać szat. Wprawdzie wybory w niewielkiej Saksonii-Anhalt skupiały na sobie ogromne zainteresowanie mediów z całego świata, ale jednak wciąż mówimy tylko o jednym z 16 landów. I to wcale nie tym najważniejszym. Efekt domina, kolejne sukcesy wyborcze AfD w innych landach, bynajmniej nie jest przesądzony.
– Jeśli Siegmund zostanie premierem, przynajmniej częściowo będzie realizować „Sofortprogramm”, czyli tzw. program natychmiastowy. Chodzi o pakiet szybkich, priorytetowych reform albo środków kryzysowych, które rząd wdraża natychmiast po wygranych wyborach.
Co to będzie w przypadku AfD u władzy?
– „Sofortprogramm” AfD pachnie rasistowsko, bo nakierowany jest ideologicznie, nie gospodarczo. Chociażby szkoły inkluzywne, do których uczęszczają zarówno migranci, jak i osoby z niepełnosprawnościami, mają być zlikwidowane.
– Główny architekt programu AfD, Hans-Thomas Tillschneider, lubi operować hasłem „Więcej Bismarcka, mniej Hitlera” i akcentować znaczenie kwestii kulturowych. Wspierane przez rząd organizacje kulturalne będą tylko wtedy dofinansowane, jeśli podpiszą lojalkę o wspieraniu narodowej kultury.
– Wszystko to nie zwiększy liczby miejsc pracy w Saksonii-Anhalcie, nie podniesie PKB na mieszkańca, nie przyciągnie inwestycji ani nie zahamuje kryzysu demograficznego. Niesie jednak niebezpieczeństwo, że Saksonia-Anhalt pod rządami AfD stanie się laboratorium dla rasistowskich i ksenofobicznych zmian, ale dalej nie oznacza to, że za chwilę błękitna (błękitny to kolor AfD – przyp. red.) fala rozleje się po całych Niemczech. Taka obawa jest przedwczesna i bardziej wyraża obawy niż opiera się na racjonalnych przesłankach.
Skoro efekt kuli śniegowej niemieckiemu mainstreamowi jeszcze nie grozi, to jaki będzie wpływ wyborów w Saksonii-Anhalcie na wielką niemiecką politykę?
– Najmocniej ucierpi kanclerz Friedrich Merz. Szef CDU na finiszu kampanii usunął się nieco w cień, przewidując niekorzystny rozwój wypadków. Mimo tego, jego partia poniosła sromotną klęskę, a winą za to wszyscy obarczają właśnie jego.
– Pozycja Merza tak w partii, jak w i rządzie na pewno mocno ucierpiała. Już 20 września są kolejne wybory regionalne, w Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz Berlinie. Chadecy muszą wykorzystać ten czas na dużo skuteczniejszą i energiczniejszą kampanię. Nie mogą pozwolić sobie na kolejne klęski, bo sytuacja wymknie im się spod kontroli.

Jaką cenę za klęskę w Saksonii-Anhalcie zapłaci sam Merz?
– Merz musi odpowiedzieć sobie i swojej partii na konkretne pytanie: czy CDU powinna dalej traktować AfD jako partię objętą „kordonem sanitarnym”. To samo dotyczy postkomunistycznej, lewicowej partii Die Linke…
… z którą zakaz współpracy CDU ma wpisany w swoim partyjnym statucie.
– W przypadku utworzenia rządu AfD, na co się zanosi, to odium już nie spadnie na barki Merza. Jednak w dłuższej perspektywie problem pozostaje. Stanowiska w samej CDU są w kwestii współpracy z komunistyczną lewicą mocno podzielone, partia nadal stoi w światopoglądowym rozkroku.
Wybór mniejszego zła nie rozwiązuje problemu. CDU i inne partie mainstreamowe próbowały w ostatnich latach podbierać diagnozy i hasła z programu AfD, żeby osłabić impet nacjonalistów, ale nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Co jeszcze mogą zrobić?
– Powiem prowokacyjnie: pozwolić AfD rządzić w Saksonii-Anhalcie.
Najmocniej ucierpi kanclerz Friedrich Merz. (…) jego partia poniosła sromotną klęskę, a winą za to wszyscy obarczają właśnie jego. Pozycja Merza tak w partii, jak w i rządzie na pewno mocno ucierpiała
Odebrano by to jako totalną kapitulację.
– Nawet jeśli, to co z tego? W polityce liczy się skuteczność i efekt końcowy. A tym jest dla mainstreamu zatrzymanie AfD. Czasami, żeby wygrać wojnę, warto poświęcić jedną czy dwie bitwy. Kompetencje i uprawnienia rządu landowego nie są duże. To niewielkie ryzyko.
Ale też i polityczny precedens.
– Zgoda. Jednak partie niemieckiego mainstreamu nie są już wobec AfD w sytuacji, kiedy mogą bezkosztowo i bezwysiłkowo pozbyć się problemu. Muszą zaryzykować. Takim ryzykiem jest pozwolić AfD rządzić, żeby skręciła sobie na tych rządach kark.
– Ten, kto rządzi, otwiera puszkę Pandory i wchodzi w realną politykę, która potrafi w ułamku chwili zwalić z nóg. Kluczem do wzrostu wpływów AfD była ich opowieść o byciu spoza układu, czystej karcie w polityce, byciu moralnie lepszym od konkurencji. Niech wezmą odpowiedzialność za Saksonię-Anhalt, niech wygenerują kilka afer i skandali politycznych, niech rozczarują wyborców, nie realizując swoich populistycznych obietnic.
– AfD musi stracić polityczne dziewictwo, żeby Niemcy przestali ją idealizować. W Holandii ten manewr zadziałał. Geert Wilders na fali populistycznego wzburzenia doszedł do władzy, ale jego koalicja z liberałami szybko się rozleciała i czar prysł. Giorgia Meloni we Włoszech też mocno spuściła z tonu i weszła na drogę politycznego pragmatyzmu.
A co, jeśli AfD obejmie władzę i się nie wyłoży? Niemieckie media piszą o Siegmundzie „najniebezpieczniejszy człowiek w Niemczech”. Mimo tego, jest politykiem charyzmatycznym, wiecowym liderem. Może nadać AfD impetu, którego nie daje przywództwo Alice Weidl i Tino Chrupalli.
– Oczywiście że istnieje i taka możliwość, iż AfD się na rządzeniu nie wyłoży. Jednak polityka zawiera w sobie ryzyko i bez jego podejmowania trudno w niej cokolwiek zdziałać. Niewykluczone, że AfD u władzy tylko się wzmocni. Jednak historia podobnych przypadków każe przypuszczać, że druga opcja, czyli polityczne zużycie, pobrudzenie sobie białej kamizelki i polityczne roztrwonienie misternie budowanych wpływów, jest bardziej prawdopodobna.
– Ale zgoda, Siegmund jest charyzmatycznym politykiem, urodzonym sprzedawcą, który edukację zakończył wprawdzie na licencjacie, choć o reklamie i magii perfum. Czarować więc potrafi, bo teraz sprzedaje eteryczny program wyborczy. Jest postacią, której ekstremistycznym, niemieckim partiom na prawicy brakowało.
– To wiecowy trybun ludowy, który przyjeżdża na spotkania z wyborcami na swoim starym Simsonie. Wypisz, wymaluj jak Sławomir Mentzen na elektrycznej hulajnodze. Tyle że Siegmund konfrontowany z twardymi danymi i merytorycznymi argumentami bardzo szybko traci większość swojego powabu. W dyskusjach telewizyjnych, przyparty do ściany kontrargumentami, salwował się ucieczką w emocjonalną opowieść o upadku Niemiec i sloganami o degrengoladzie obecnej władzy.
Wygrana w Saksonii-Anhalt, a zapewne też władza w landzie, zmieni postrzeganie AfD także w zachodnich Niemczech? Tam o sukces jest jej znacznie trudniej niż na wschodzie. „Kordon sanitarny” – polityczny i społeczny – wokół AfD przetrwa sukces w Saksonii-Anhalcie?
– Nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Osobiście uważam, że ani na średni dystans, ani tym bardziej na dłuższy, nie uda się utrzymać „kordonu sanitarnego”.
Nie uda się, bo suweren zażąda udziału AfD we władzy, czy dlatego, że partie mainstreamu zechcą zastawić na nacjonalistów pułapkę?
– Myślę, że niemiecki mainstream zdecyduje się na drugą opcję, zdecyduje się zastawić pułapkę na AfD, żeby ubrudzić ich czystą kartę, przez co wyborcy przestaną ich idealizować. Jak mawiał Marian Turski, w obliczu nacjonalizmu z białymi kłami nie można być obojętnym.
– Niemieccy demokraci nie mogą się bezczynnie przyglądać, jak AfD rośnie w siłę, i liczyć na cud. Choć cudu nie będzie, trzeba działać i konsekwentnie obnażać hipokryzję AfD, która rozwija wizje „Niemiec dla Niemców”, czyli dla chrześcijańskiego Teutona. Tyle że 91 proc. mieszkańców Saksonii-Anhalt to niezaangażowani religijnie „metafizyczni wygnańcy”, nieprzynależący do żadnego z chrześcijańskich wyznań.
Rozmawiał Łukasz Rogojsz













