W styczniu ubiegłego roku „Gazeta Wyborcza” podała, że Karol Nawrocki, będąc dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, w latach 2018-2021 korzystał łącznie przez ok. 200 dni z muzealnego kompleksu hotelowego, głównie ze 116-metrowego apartamentu Deluxe. Z ustaleń „GW” wynikało, że Karol Nawrocki nie płacił przy tym za noclegi, które (przy pracowniczej zniżce) kosztowałyby ok. 25,6 tys. zł.
Karol Nawrocki jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej podkreślał, że nie ma sobie w tej sprawie „nic do zarzucenia”. – Fizycznie byłem tam dwa razy po 10 dni, gdy odbywałem kwarantannę [w trakcie pandemii koronawirusa – red.]. Wówczas, zamiast siedzieć bezczynnie w domu, byłem zamknięty w tym mieszkaniu na miejscu, w muzeum. Każdego dnia dzięki temu mogłem podpisywać cały plik dokumentów, jakie zostawiano mi pod drzwiami – tłumaczył w ubiegłym roku.
– Już później w muzeum gościło sporo naukowców z całego świata. Prowadziłem bardzo dynamiczną politykę międzynarodową. Kilka razy mogło się zdarzyć, że mieszkali oni w tym apartamencie, choć fizycznie był on zarezerwowany, czy, mówiąc inaczej, zabukowany na moje nazwisko – mówił ówczesny kandydat na prezydenta.
Śledztwo ws. apartamentów Muzeum II Wojny Światowej umorzone
W lutym ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła w tej sprawie śledztwo. Ponad rok później, w lipcu, został przesłuchany w charakterze świadka prezydent Karol Nawrocki. W sierpniu Prokuratura Okręgowa w Gdańsku ostatecznie śledztwo umorzyła. Postanowienie o umorzeniu jest już prawomocne.
„Ustalono, że w okresie objętym postępowaniem zostało zarezerwowanych 205 dni z adnotacją znajdującą się w systemie rezerwacyjnym o treści: „Dyrektor”, „Pan Dyrektor”. Ustalono również, że przy niektórych wpisach rezerwacji w pozycji status rezerwacji jest uwaga „klient nie przyjechał” – dotyczyło to 186 dni” – informowała prokuratura w komunikacie.
Według prokuratury same zapisy dotyczące rezerwacji nie musiały oznaczać, że Karol Nawrocki faktycznie mieszkał w danym pokoju lub apartamencie. Nie potwierdzono również, by ówczesny szef muzeum wiedział, że o tym, że recepcja przy niektórych rezerwacjach dodawała adnotację „Pan Dyrektor”.
„Karol Nawrocki nie prosił o blokowanie apartamentu”
„Jak wynika z ustaleń śledztwa, Karol Nawrocki nie prosił o blokowanie dla niego apartamentu, pracownicy recepcji robili to sami na polecenie kierownika działu, w którego gestii było zarządzanie częścią hotelową Muzeum. Przeprowadzony eksperyment procesowy wykazał, że Karol Nawrocki nie dokonywał żadnych wpisów w systemie KW Hotel Pro, do którego nie miał dostępu” – czytamy.
Śledczy potwierdzili jednocześnie na podstawie danych z Sanepidu, że Karol Nawrocki faktycznie odbywał kwarantannę w jednym z apartamentów w trakcie pandemii w okresie od 4 do 13 listopada 2020 r. i wykonywał tam „czynności służbowe”.
Zauważono również, że „organizowane konferencje, rocznice i inne wydarzenia związane z działalnością statutową, rodziły potrzebę zapewnienia noclegów zaproszonym gościom”.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku podkreślała, że przesłuchała w tej sprawie łącznie 41 świadków, w tym niektórych kilkukrotnie. Przeanalizowano też m.in. wydruki rezerwacji pokoi i apartamentów hotelu Muzeum II Wojny Światowej, korespondencje mailowe pracowników dotyczące rezerwacji, a także kopię kalendarza prowadzonego przez pracowników Biura Dyrektora Muzeum.
Śledztwo ws. apartamentów Muzeum II Wojny Światowej. Zeznania Karola Nawrockiego
Portal Gazeta.pl dotarł do treści zeznań, które Karol Nawrocki złożył w tej sprawie 9 lipca. Protokół liczy sześć stron. Zgodnie ze standardowymi procedurami, Karol Nawrocki został przed rozpoczęciem przesłuchania uprzedzony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań.
Prezydent nie zdecydował się na wygłoszenie oświadczenia, zadeklarował jedynie na początku, że będzie odpowiadać na pytania prokuratorki.
– Gdy zostałem dyrektorem muzeum, to zastałem apartamenty gotowe do zamieszkania, jednak od początku nie były one przeznaczone na najem komercyjny. (…) Gdy zostałem dyrektorem, od razu to skomercjalizowałem. Uznałem, że daje to możliwość przetransferowania funduszy pozyskanych z apartamentów na cele statutowe i merytoryczne [muzeum – red.] – opowiadał Karol Nawrocki.
Jak dodał, „pracownicy, którzy korzystali z tych pokoi w celach prywatnych, musieli uiszczać opłaty eksploatacyjne, czyli prąd, woda”. – Jeśli korzystali z tego służbowo, to według mojej pamięci, nie musieli tego opłacać. Sam miałem takie spotkania służbowe w apartamencie. Pamiętam może takie ze dwa – wspomniał prezydent. Polityk przyznał, że zdarzały się okresy, kiedy pokoje w Muzeum nie cieszyły się dużym zainteresowaniem ze strony klientów, w szczególności zimą.
Karol Nawrocki: Poza kwarantanną nie nocowałem tam jednym ciągiem
Prezydent zaznaczył, że w okresie pandemii Covid-19 pokoje i apartamenty podlegały „takim samym regulacjom, jak wszystkie inne hotele i były wyłączone zgodnie z zarządzeniem rządu z możliwości komercyjnego korzystania”.
– Odbywałem tam kwarantannę, ponieważ mogłem tam wtedy pracować. Dostawałem dokumenty na wycieraczkę, łączyłem się on-line. Pobyty w trakcie kwarantanny to były moje jedyne dłuższe pobyty, jednym ciągiem, w apartamencie. (…) Był to apartament dwupoziomowy. Korzystałem tylko z dołu. Nie uiszczałem za to opłaty. Traktowałem to jak biuro. Dostawałem codziennie teczki po drzwi – mówił polityk.
– Nigdy nie nocowałem w muzeum jednym ciągiem przez dłuższy czas, poza okresami, kiedy odbywałem tam kwarantannę – dodał.
„Sprawa ma wydźwięk polityczny”
Karol Nawrocki podkreślił w trakcie przesłuchania, że „nie miał świadomości, że tak się to odbywało, że dany pokój, bądź apartament był blokowany na jego potrzeby i wyłączony z komercyjnego najmu i nigdy nie wydawał takiego polecenia”.
– Miałem taką praktykę, że w poniedziałki przybiegałem do pracy, robiłem trening na siłowni znajdującej się w Muzeum, brałem prysznic w akurat dostępnym pokoju lub apartamencie i zostawiałem tam torbę, gdy szedłem do pracy. Mogło się zdarzyć, że torba zostawała tam kilka dni. Nie oczekiwałem żadnego blokowania pokoju i wyłączania go z możliwości najmu komercyjnego i nie wydawałem takiego polecenia – wskazywał Karol Nawrocki.
– Mi się wydawało, że w każdej chwili, gdyby dany pokój lub apartament został wynajęty, ja mogłem zabrać stamtąd torbę treningową, tak, aby można było go wynająć – zeznawał prezydent.
Prezydent ocenił, że według niego „sprawa nieuprawnionego korzystania przez niego z pokojów w apartamentach muzeum ma wydźwięk polityczny”. – Nie mam pewności, czy w tym systemie hotelowym nie można wpisywać tego rodzaju blokad z datą wsteczną i czy nie zostało to zrobione w celach politycznych. Jednoznacznie zaprzeczam, że mieszkałem w tym apartamencie we wskazanym okresie i że był on na moje polecenie blokowany […]. Nie mogę wykluczać, że w tym okresie mogłem tam przebywać w celach służbowych – stwierdził podczas przesłuchania.
Karol Nawrocki zaznaczył też, że „były takie jednostkowe sytuacje, kiedy przychodził do niego kierownik jakiegoś działu i pytał o możliwość przenocowania gościa, który był np. jakimś kombatantem, osobą zasłużoną dla muzeum, darczyńcą”. – W takich uzasadnionych przypadkach wyrażałem zgodę. Takie rzeczy odbywały się ustnie – mówił.
Wszystko wskazuje na to, że prezydenta Karola Nawrockiego czeka kolejne przesłuchanie, ale już w innej sprawie. Na początku września Prokuratura Krajowa poinformowała, że chce przesłuchać polityka w śledztwie dotyczącym niedopuszczenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego do orzekania.













