Samica, której podano środek nasenny jest jednym z ok. 1000 dziko żyjących słoni borneańskich. Zespół, który podał jej zastrzyk, pracuje nad ochroną tego zagrożonego gatunku, minimalizując narastający konflikt między zwierzętami a lokalnymi społecznościami.
Zaklinaczka słoni z Borneo. Tak ratują wymierający gatunek
Gdy stado zostaje odpędzone, konserwatorka Farina Othman i jej zespół zbliżają się, aby założyć zwierzęciu obrożę z nadajnikiem. Obroża umożliwia im ostrzeganie mieszkańców wiosek, jeśli słoń zbliży się za bardzo.
Jest ona także kluczowa dla programu, który Farina opracowuje. Chodzi o tworzenie korytarzy dla słoni wędrujących po pofragmentowanym krajobrazie resztek dziewiczych lasów, otoczonych rozległymi plantacjami oleju palmowego i wioskami.
Farina bada te słonie od lat. Zdobyła nawet przydomek „zaklinaczki słoni z Borneo” oraz prestiżową nagrodę Whitley Award dla konserwatorów przyrody. – To Pigtail – szepnęła, gładząc trąbę uśpionego słonia i wskazując na charakterystyczny ogon, od którego wzięło się to przezwisko.
Zespół pracuje szybko – środek usypiający działa tylko przez pół godziny, a stado nadal słychać w pobliżu. Nad głowami zaczyna błyskać, zbliża się tropikalna burza. Gdy tylko obroża jest mocno zapięta i pobrane są próbki krwi, zespół, w towarzystwie dziennikarzy AFP, wycofuje się do lasu, zanim Pigtail się obudzi.
Konflikty między słoniami a ludźmi są nieuniknione
W ciągu ostatnich 40 lat borneańskie słonie karłowate straciły ponad 60 proc. swojego siedliska w stanie Sabah w północnym Borneo na rzecz wyrębu lasów, a później ekspansji plantacji oleju palmowego – wynika z danych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody, która w 2024 roku wpisała tego słonia na listę gatunków zagrożonych.
Lower Kinabatangan, nizina zalewowa we wschodnim Sabah o powierzchni ok. 400 km², jest domem dla około 160 słoni. Jednak „obecnie tylko połowa z tego to teren dostępny dla słoni” – mówi Farina, malezyjska naukowczyni stojąca na czele lokalnej organizacji ochrony przyrody Seratu Aatai, czyli „Solidarność” w lokalnym języku Sungai.
Kiedy zwierzęta zapuszczają się na prywatne posesje lub do pobliskich wiosek, „konflikt jest nieunikniony” – powiedziała AFP. W jednym z ostatnich incydentów stado 20 słoni wtargnęło na małe plantacje oleju palmowego i do trzech wiosek, budząc wśród mieszkańców strach.
Nikomu nic się nie stało, ale zdarzenie to wywołało wezwania do wprowadzenia silniejszych środków odstraszających, w tym wzmocnionych ogrodzeń elektrycznych. – Ludzie nie czują się bezpiecznie w pobliżu słoni i wtedy rodzi się konflikt – mówi Farina.
Niechęć wobec zwierząt narasta, gdy słonie, zwłaszcza odważne samce, ważące nawet pięć ton, umiejętnie obchodzą ogrodzenia elektryczne, by posilić się palmami lub sadzonkami. Dlatego Farina i jej siedemnastoosobowy zespół konserwatorów stawia na współistnienie. – Pracujemy nad zwiększeniem tolerancji ludzi, zwiększeniem przestrzeni łączności dla słoni i znalezieniem długoterminowego rozwiązania – mówi.
Siedziba Seratu Aatai mieści się w Sukau, osadzie położonej nad pełną krokodyli rzeką Kinabatangan. Organizacja prowadzi program edukacyjny w szkołach przyplantacyjnych, rozprowadza ulotki informacyjne oraz wyznaczyła „społecznych strażników dzikiej przyrody”, którzy pomagają przepędzać słonie zabłąkane na tereny zamieszkane przez ludzi.

Ludzie uczą się żyć ze słoniami. Ale nie jest łatwo
– Wcześniej nie wiedzieliśmy, jak radzić sobie z życiem obok nich – mówi 21-letnia właścicielka kwatery Firah Kazenn, która niedawno napotkała słonie za swoim domem w Sukau. – Słoni się nie monitorowało, a wiele z nich ginęło w wyniku konfliktów. Teraz, dzięki jednostce Seratu Aatai, są chronione, a społeczność jest też aktywnie zaangażowana – powiedziała Firah AFP.
– Nauczyliśmy się bezpiecznych sposobów wypędzania słoni, gdy zbliżą się za bardzo do naszych domostw, nie czyniąc im krzywdy – dodała. Farina uważa, że najlepszym sposobem ochrony zwierząt jest tworzenie „korytarzy dla słoni” – przejść przez plantacje, które łączą fragmenty siedlisk.
Liczy, że uda jej się przekonać siedem plantacji w okolicy, by zaakceptowały obecność słoni jako „ekologicznej rzeczywistości, a nie chwilowego problemu”. Ale będzie to wyzwanie.
Ostra konkurencja i zmienne marże sprawiają, że wielu producentów niechętnie przeznacza tereny na korytarze – mówi Muhammad Al Shafieq bin Mustafa, były kierownik plantacji w Sukau, obecnie specjalista branży oleju palmowego.
– Te plantacje, które rzeczywiście współpracują z osobami takimi jak Farina, często nie otrzymują należnego uznania ani wsparcia finansowego, zwłaszcza od zachodnich odbiorców oleju palmowego – powiedział AFP.
Stowarzyszenia ochronne finansowane przez przemysł twierdzą, że plantacje poczyniły postępy, stając się bardziej zrównoważonymi producentami oleju palmowego, ale borykają się z trudnymi realiami ekonomicznymi.
– Tu musi powstać sytuacja korzystna dla obu stron: plantatorów i dzikiej przyrody – ocenia Daniel Pamin, dyrektor ds. ochrony przyrody i zrównoważonego rozwoju w Malaysian Palm Oil Green Conservation Foundation.
Farina wierzy, że zmiana nadejdzie. Kiedyś miejscowi używali malajskiego słowa „halau”, co oznacza „przepędzić” lub „wypędzić”, gdy mówili o słoniach. – Teraz pracujemy nad tym, by mówili „wyprowadzać” lub „eskortować” słonia – zaznacza przyrodniczka.














