Demonstracje rozpoczęły się 21 września w liceum w Créteil pod Paryżem. W kolejnych dniach rozprzestrzeniły się na inne miejscowości. Protesty objęły już ponad 300 szkół m.in. w Paryżu, Marsylii, Lyonie i Strasburgu. Uczniowie blokują szkoły w proteście przeciwko złym warunkom nauki. Domagają się m.in. zwiększenia liczby nauczycieli, podniesienia nakładów na szkolnictwo i modernizacji zaniedbanej infrastruktury.
Premier Francji zwołał grupę antykryzysową w związku z zamieszkami
W wielu miastach doszło do starć protestujących z policją. Policjanci odnotowali również ataki na nauczycieli, przypadki plądrowania klas, a także podpalenia szkół i samochodów. W środę obrażenia odniosło co najmniej 119 demonstrantów i około 80 funkcjonariuszy służb porządkowych. Francuskie władze poinformowały, że tego samego dnia służby aresztowały w związku z protestami 625 osób. Premier Francji Sebastien Lecornu zwołał w czwartek spotkanie specjalnej grupy antykryzysowej – przekazała telewizja BFM TV.
Emmanuel Macron i Jean-Luc Mélenchon o protestach uczniów
– Słyszę i rozumiem niepokój oraz gniew uczniów – powiedział w środę prezydent Francji Emmanuel Macron, cytowany przez „Le Monde”. – Jednak żadna z tych kwestii spornych ani żadne z tych obaw nie usprawiedliwiają przemocy. I w żadnym wypadku przywódcy polityczni nie mogą legitymizować przemocy – dodał Macron na konferencji prasowej zorganizowanej podczas jego wizyty w Madrycie.
Do protestów zachęcali m.in. członkowie związku uczniów francuskich szkół średnich oraz politycy Niepokornej Francji, lewicowej partii kierowanej przez Jeana-Luca Mélenchona. Polityk podkreślał, że jego ugrupowanie „wzywało do stosowania pokojowych metod walki”. Mélenchon skrytykował również Macrona za sugestie, z których wynikało, że Niepokorna Francja przyczyniła się do wybuchu zamieszek.
Według Mélenchona to francuski prezydent jest odpowiedzialny za eskalację konfliktu. Lider Niepokornej Francji napisał w środę na X, że Emmanuel Macron „popiera przemoc policji, którą sam nakierował przeciwko młodzieży”. „To żałosne, podobnie jak sytuacja, do jakiej doprowadził w szkolnictwie” – stwierdził.












