Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Karol Nawrocki poinformował w orędziu, że podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, tzw. ustawę o windfall tax. Tym samym kończy się trwająca od dłuższego czasu przepychanka o rosnące ceny paliw na stacjach. Czy ruch prezydenta oznacza, że po prostu odpuścił rządowi i Donald Tusk ma rację, że presja ma sens?
Marek Migalski: Wyraźnie prezydent skalkulował, że tym razem weto mu się nie opłaca. Dlatego, że mógłby być oskarżony przez dużą część wyborców o to, że wysokie ceny paliw są jego winą. To była pułapka zastawiona na niego przez rząd. Gdyby zachował się tak, jak większość z nas oczekiwała, czyli że znów zawetował ustawę lub skierował ją do TK, to Donald Tusk miałby argument, że kierowcy „płacą i płaczą” przez ośli upór prezydenta. Karol Nawrocki zrozumiał, że to nie jest w jego interesie. Nie chciał, aby powstało wrażenie, że kieruje się bardziej interesem politycznym niż dobrem Polaków.
Bo słupki popularności spadają? Z nowego sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu” wynika, że 44 proc. Polaków ocenia dobrze prezydenta Karola Nawrockiego. A jeszcze w sierpniu taką opinię wyrażało 47 proc. ankietowanych.
Postawiony pod ścianą zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że krótkoterminowo poniesie pewną klęskę wizerunkową, co już Donald Tusk błyskawicznie wykorzystał, mówiąc o tym, że skończyło się „rumakowanie” i kpiąc de facto z prezydenta, że przegrał tę rozgrywkę. Natomiast w dłuższej perspektywie, wyborczej, te koszty będą dla prezydenta mniejsze, niż gdyby upierał się przy swoim wecie.














