PSL: powinna decydować lokalna społeczność
W Sejmie na finiszu są prace dotyczące projektu PSL, który zakłada przede wszystkim zniesienie ograniczenia liczby kadencji, które może sprawować wójt, burmistrz i prezydent miasta. Postulowane przez ludowców zmiany popierają m.in. Unia Metropolii Polskich, Związek Województw RP czy Ruch Samorządowy „Tak dla Polski”, któremu przewodzi prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Propozycja PSL ma częściowo odwrócić reformę, którą w 2018 r. wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość.
Projekt zmian w Kodeksie wyborczym wpłynął do Sejmu w lipcu zeszłego roku i mógł teoretycznie zostać poddany pod głosowanie już na początku tego roku. Prace nad nim wstrzymano jednak ze względu na brak jedności w koalicji. W ostatnich dniach procedowanie wznowiono po naciskach PSL. Stronnictwo jest bowiem tą partią, która posiada liczne grono swych przedstawicieli w samorządach, na stanowiskach wójtów czy burmistrzów mniejszych miejscowości. – Uważamy, że to lokalna społeczność ma decydować o tym, kto ma być wójtem, burmistrzem, prezydentem danej społeczności – podkreśla w rozmowie z Gazeta.pl posłanka Agnieszka Kłopotek.
Lewica: u nas „fifty-fifty”
Początkowo do inicjatywy PSL sceptycznie odnosiła się większość koalicji. Teraz jednak perspektywy na uchwalenie ustawy znacząco wzrosły, choć o jej losach zdecydują pojedyncze głosy. Obóz rządowy wciąż jest podzielony w tej sprawie, ale przeważa pogląd o konieczności zachowania jedności w koalicji. – To jak w sprawie ustaw aborcyjnych. Skoro wiemy, że prezydent i tak nie podpisze tych zmian w Kodeksie wyborczym, to po co kruszyć kopie? Lepiej pokazać sprawczość i nie dać się podzielić – mówi nam poseł Lewicy, który zamierza poprzeć zniesienie dwukadencyjności.
Inny szacuje: „u nas będzie tak fifty-fifty” i wskazuje, że do zwolenników wsparcia inicjatywy ludowców zaliczają się m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty oraz posłowie: Dariusz Wieczorek, Andrzej Szejna czy Tomasz Trela. Ten ostatni potwierdza: „od początku deklarowałem, że będę głosował za zniesieniem dwukadencyjności”. – Uważam, że są inne drogi do tego, żeby odwołać wójta, burmistrza i prezydenta miasta, a niekoniecznie poprzez ustawowy zakaz. Ostatnio pokazał to Kraków, paręnaście lat temu także moja Łódź pokazała, że można to zrobić w drodze referendum – dodaje Trela, nawiązując do odwołania w 2010 roku prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego.
Za odwróceniem reformy z czasów PiS opowiada się Koalicja Obywatelska. – Koniec końców to i tak wybory decydują, kto zostaje wójtem, burmistrzem i prezydentem miasta. I to nasi rodacy decydują – podkreśla w rozmowie z Gazeta.pl poseł Mariusz Witczak z KO. I przypomina, że jego formacja polityczna głosowała w 2018 r. przeciwko ograniczeniu kadencji w samorządzie.
W Centrum i Polsce 2050 też podziały
Nie jest za to pewne, jak ostatecznie zachowają się kluby Centrum i Polski 2050. – Prawdopodobnie się podzielimy, część z nas będzie głosować za, część przeciw – mówi nam posłanka Centrum. – Ja do tej pory optowałam raczej za utrzymaniem dwukadencyjności, ale jak pomyślę, że PiS już się szykuje ze swoimi ludźmi we wsiach i powiatach, to mam ochotę głosować za zniesieniem tej dwukadencyjności – dodaje nasza rozmówczyni.
Podzieli się też zapewne klub Polski 2050 – tam projekt PSL ma poprzeć m.in. Bartosz Romowicz, który w przeszłości sprawował urząd burmistrza Ustrzyk Dolnych. Większość posłów i posłanek opowie się prawdopodobnie jednak za utrzymaniem limitu kadencji dla samorządowców. – Uważamy, że to rozwiązanie jest akurat dobre, daje szanse na świeżość, na zmiany – argumentuje poseł Kamil Wnuk.
Przeciwko inicjatywie PSL mają głosować m.in. kluby: PiS i Rozwój Plus, a także koła Razem i Wolni Republikanie, które złożyły wnioski o odrzucenie projektu w całości. Decyzji, jak słyszymy, nie ma jeszcze w Konfederacji. – Będziemy rozmawiać o tym na klubie – mówi nam polityk z formacji Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena.
PiS: chcieliśmy rozbić lokalne układy i kliki
Prawo i Sprawiedliwość, co zrozumiałe, zamierza bronić zmian, które samo wprowadzało. – Byliśmy za tym, by rozbić te układy, kliki, które się utworzyły na przestrzeni ostatnich dekad w samorządach. Zależało nam na tym, żeby odpolitycznić samorządy, doprowadzić do tego, żeby demokracja funkcjonowała tam na normalnych zasadach. Dwukadencyjność miała do tego prowadzić – tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Projekt zmian w Kodeksie wyborczym znalazł się w porządku czwartkowych głosowań w Sejmie, ale jak słyszymy, głosowanie może zostać ostatecznie przeniesione na kolejne posiedzenie. – Jest na żyletki, a jutro nie będzie kilku osób w Sejmie, więc rzeczywiście ten projekt może być głosowany później – przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl poseł Koalicji Obywatelskiej.
W PSL można usłyszeć natomiast, że decyzja o przełożeniu głosowania (o takiej możliwości poinformowało też w środę Radio TOK FM) będzie zależała od tego na ile ludowcy będą pewni poparcia dla swej inicjatywy. – Liczymy głosy, jeśli okaże się, że może ich zabraknąć, to wystąpimy o zdjęcie projektu z porządku głosowań – potwierdza polityk z władz klubu PSL.
Podczas czwartkowych głosowań nieobecny będzie m.in. premier Donald Tusk, który przebywa z wizytą w Indiach.
Jeśli ustawa zostanie ostatecznie uchwalona, to nie wiadomo, czy podpisze ją prezydent Karol Nawrocki. Ludowcy, jak słyszymy, liczą się z możliwością weta, ale chcą też dać jasny sygnał swym działaczom i wyborcom. Determinacja PSL jest przy tym tak duża, iż ostatnim czasie politycy tej partii zagrozili złożeniem w Sejmie inicjatywy w sprawie ograniczenia limitu kadencji posłów. – Ruszają prace nad projektem ustawy PSL znoszącym dwukadencyjność i przywracającą pełną swobodę praw lokalnych wspólnot. Jeśli jednak, Wysoka Izbo, nie uzyska to rozwiązanie większości, zapowiadam dzisiaj, że PSL wyjdzie z inicjatywą zmiany w konstytucji i wprowadzenie dwukadencyjności w polskim Sejmie – mówił we wtorek w Sejmie szef klubu PSL Krzysztof Paszyk.













