Raja Shehadeh to, obok Ghassana Kanafaniego i Mahmuda Darwisza, jeden z najbardziej znanych palestyńskich autorów. W Polsce nakładem wydawnictwa Karakter ukazały się „Obcy w domu”, „Dziennik czasu okupacji”, „Palestyńskie wędrówki. Zapiski o znikającym krajobrazie” i „Dlaczego Izrael boi się Palestyny?”. Shehadeh w 1979 współzakładał pierwszą w Palestynie organizację zajmującą się ochroną praw człowieka – Al-Haq.
Penny Johnson, jego żona, jest współzałożycielką Instytutu Studiów Kobiecych na Uniwersytecie w Bir Zajt, współautorką części książek Shehadeha i autorką książki „Companions in conflict. Animals in Occupied Palestine”, o losach zwierząt w czasach okupacji.
Ich najnowsza książka – „Zapisane. W poszukiwaniu ukrytych miejsc i zaginionych pomników przeszłości w Palestynie” to zapis wędrówek po okupowanym Zachodnim Brzegu.
Wiktoria Beczek: „Zapomniane” to słodko-gorzka lektura. Trudno nie myśleć o tym, że jeśli okupacja będzie się nasilała, a palestyńskie ziemie przywłaszczane pod kolejne izraelskie osiedla, to wielu Palestyńczykom nie będzie dane zobaczyć opisywanych przez was miejsc. Czy to był bodziec do napisania książki – stworzenie archiwum dla przyszłych pokoleń?
Raja Shehadeh: Nie zaczynaliśmy z planem, że napiszemy książkę. W trakcie pierwszej wyprawy trafiliśmy na tajemniczy kamień upamiętniający trzech egipskich żołnierzy i zaczęliśmy szukać informacji na ten temat. Stąd zdecydowaliśmy pójść w kolejne miejsca, które miały dla nas znaczenie albo byliśmy z nimi w jakiś sposób związani. Dopiero później pomyśleliśmy, że zrobimy z tego książkę.
Penny Johnson: Chcieliśmy pokazać, że można szerzej patrzeć na ten kawałek ziemi nad Morzem Śródziemnym. To ziemia tak wielu cywilizacji, tak wiele osób się przez nią przewinęło, tylu turystów, tylu pielgrzymów i kolejnych imperiów. Nie można na niego patrzeć jako na ziemię należącą tylko do jednego narodu.
RS: Palestyna to dom trzech religii, z którego próbuje się zrobić miejsce tylko dla jednej z nich. To sztuczne, rozpaczliwe i nie ma sensu, bo tu zawsze były trzy religie i tak zostanie.
Uważacie, że należy mówić o historii, próbować zainteresować nią młodych, gdy tak wielu Palestyńczyków każdego dnia walczy o przetrwanie?
PJ: Uniwersytet w Bir Zajt, gdzie pracowałam, organizował dawniej wycieczki po wszystkich ważnych historycznie miejscach w Palestynie. Dziś nie brakuje studentów, którzy nie byli nawet w Jerozolimie, bo nie mają pozwolenia. Dlatego myślę, że to ważne, żeby zrobić młodym, chociaż wprowadzenie do historii i innego spojrzenia na tę ziemię.
Oczywiście, ludzie zmagają się z trudnościami. Zmagają się podczas zbiorów oliwek, zmagają się w obozach dla przesiedleńców, zmagają się rzecz jasna w Strefie Gazy. Chociaż trzeba przyznać, że mieszkańcy Gazy patrzą na swój region długofalowo i wciąż o dbają o podtrzymywanie historii. Starają się odnawiać miejsca o znaczeniu historycznym, odzyskiwać książki, które zniszczono. To wszystko są akty oporu.
RS: Palestyńczycy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak ważne dla historii i dla istnienia narodu są kultura i sztuka. W Ramallah organizowane są pokazy tańców ludowych z różnych regionów Strefy Gazy, które słyną z tej tradycji. Na początku wielu pytało, po co teraz tańczyć, skoro w Gazie trwa ludobójstwo. A ich odpowiedź brzmiała: Musimy dalej tańczyć i wskrzeszać te tradycje.
Słyszałam nieraz od Palestyńczyków, że pod tym względem nasze narody są podobne. Polskę też wielokrotnie niszczono i wielokrotnie musieliśmy się odbudowywać. Tylko nie mamy w języku polskim takiego słowa jak „sumud”, które jednocześnie oznacza niezłomność i trwanie przy swojej ziemi.
RJ: Tak samo, jak Palestyńczykom, Polakom też odbierano prawo do istnienia. I Warszawa była kompletnie, bezsensownie zniszczona, dlatego tak dobrze to rozumiecie.
Przy każdej wizycie w nowym miejscu napotykaliśmy próby preparowania przez Izrael nowej geografii i zaczynaliśmy rozumieć, w jaki sposób się to działo. Odkryliśmy na przykład, że zamykanie Palestyńczyków za checkpointami ma w zamyśle izraelskich urbanistów oraz osadników nie tylko ograniczać swobodę ruchu, ale też stwarzać sytuację, w której kolejne pokolenia, pozbawione wspomnień czy też kontaktu z palestyńską historią, będą coraz bardziej wyobcowane, staną się dosłownie obcymi we własnym kraju.
Piszecie w „Zapomnianych” o „nowej geografii”, którą wprowadza Izrael. Wy robicie coś dokładnie odwrotnego – przywracacie i kultywujecie pamięć. Czy macie przez to problemy?
PJ: Jak dotąd nie. Może ze względu na nasz wiek, może przez to, że piszemy w języku angielskim. Nie jesteśmy też bojownikami ulicznymi.
RS: Wiedzą, że gdyby robiono problemy naszym książkom, tylko nadano by im rozgłos. Nic nie sprawia, że o książce jest głośno, jak próby jej zakazania.
Na początku lat 80., gdy Izrael na terenach wysiedlonych wiosek palestyńskich budował osiedle Giwat Ze’ew, wierzyliście, że ten proces uda się jeszcze zatrzymać.
Czy tylko tęsknota za przeszłością kazała nam teraz wspominać walkę Al-Haq, jej pracowników i wolontariuszy, którzy usiłowali nie dopuścić do budowy tego nielegalnego osiedla na palestyńskiej ziemi? Wtedy wierzyliśmy szczerze, że to się może udać. Po naszych twarzach przemknęły uśmiechy, kiedy przypomnieliśmy sobie, jak nasz przyjaciel i współpracownik, historyk Roger Heacock, siedział przed izraelskim spychaczem i został przez niego uniesiony w powietrze, a chwilę potem bezceremonialnie rzucony na pobocze. Wtedy nie rozumieliśmy jeszcze, dlaczego Izrael tak bezwzględnie usiłuje tworzyć tę nową topografię. Teraz powody mieliśmy przed sobą jak na dłoni.
PJ: To był optymistyczny czas, który doprowadził do pierwszej Intifady. Wierzyliśmy, że okupacja się zakończy…
RS: I zakończy się!
PJ: … tylko później niż myśleliśmy. W 1988 roku organizowaliśmy w Jerozolimie konferencję naukową na temat zakończenia okupacji, bo myśleliśmy, że tak się stanie. To było po 20 latach okupacji.
Nadal w to wierzycie?
RS: Tak! Bez zakończenia okupacji i bez palestyńskiego samostanowienia nigdy nie będzie pokoju na tej ziemi. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że okupacja jest nielegalna i musi się zakończyć.
Czego was nauczyły podróże po Zachodnim Brzegu? Dowiedzieliście się czegoś nowego o tak dobrze sobie znanych terenach?
RS: Oczywiście. Jeździłem ulicą HaYarkon z Tel Avivu do Jaffy wiele, wiele razy. I nigdy nie zdawałem sobie sprawy, po czym jadę. A okazało się, że to cmentarzysko dzielnicy Jaffy – Mansziji, która istniała w tym miejscu. Została całkowicie zniszczona [w 1948 roku paramilitarne bojówki syjonistyczne dokonały tam czystki etnicznej, Palestyńczykom zakazano powrotu, a w latach 60. zaczęto całkowicie wyburzać dzielnicę – red.]. Stworzono tam park imienia Charlesa Clore’a, brytyjskiego bogacza, który to sfinansował. W książce odkrywamy, co się stało z tym miejscem i to wszystko było dla mnie nowością. Nawet jako osoba zainteresowana palestyńską kulturą, wciąż mogę odkryć coś nowego.
A jest miejsce, którego nie chcecie odwiedzić, żeby nie zobaczyć, jak się zmieniło?
RS: Strefy Gazy. Wciąż nie potrafię pojąć tego, co tam się wydarzyło – dzieci potraciły kończyny, tysiące ludzi pogrzebano pod gruzami… To wykracza poza moje pojmowanie, wzdrygam się na samą myśl.
Mury, ogrodzenia, punkty kontrolne – to wszystko można usunąć i nie zostanie nawet ślad. Ale ludzie, którzy zginęli – jak mieliby wrócić do życia? I co się stanie z Izraelem, gdy przyjdzie mu zmierzyć się z tym, czego dokonał? To pytanie również nie daje mi spokoju. Na razie Izraelczycy tego nie widzą, odmawiają zmierzenia się z prawdą.
Co sprawia, że pamięć o historii Palestyny jest wciąż żywa, mimo wysiłków Izraela?
RS: Ludzie, którzy wciąż tam są i odmawiają wyprowadzki. Nawet w Hebronie, który tyle wycierpiał, bo to miasto prawie zgładzono, jest grupa osób, które podtrzymują życie w tym miejscu, prowadzą renowacje. Ich wytrwałość jest niezwykła. Mimo nieustannego nękania ze strony Izraelczyków działają dalej i robią to już od wielu lat.
PJ: Dobrym przykładem jest też wioska maronitów Kafr Bir’im w Górnej Galilei. W 1948 roku armia izraelska poinformowała jej mieszkańców, że prowadzona jest operacja wojskowa, muszą być ewakuowani, ale za tydzień będą mogli wrócić. Nigdy na to jednak nie pozwolono, a wioskę zbombardowano. Mieszkańcy Kafr Biri’im, rozsiani po Galilei, nieustannie składali petycje do izraelskiego Sądu Najwyższego i w końcu po długich staraniach otrzymali zgodę na odbudowę swojego kościoła. Teren wprawdzie przekształcono w park narodowy, ale kościół został odbudowany i w każdą sobotę odbywają się w nim piękne nabożeństwa w języku aramejskim.
Przy wyjściu z kościoła znajduje się mozaika z inskrypcją: „Powrót to nasza droga”. Oni się nie poddają, nadal chcą wrócić.
RS: Jedynym „przywilejem” mieszkańców jest to, że kiedy wchodzą na teren parku narodowego – który jest ich dawną wioską – nie muszą płacić za wstęp. A jednak w sobotnie nabożeństwa kościół jest pełen młodych ludzi, co nie jest częste w dzisiejszych czasach. Zjeżdżają się w akcie solidarności i oporu.
W Polsce piszemy i mówimy głównie o Strefie Gazy, teraz częściej o atakach osadników na Zachodnim Brzegu, ale zupełnie nie ma miejsca na opowiadanie o Palestynie jako pięknym miejscu o bogatej historii. Gdybyście mieli polecić jedno miejsce szczególnie warte odwiedzenia, to byłoby to…
RS: Jerycho. Nawet jeśli w Ramallah pada deszcz i śnieg, to w Jerychu, które jest oddalone o 40 minut drogi, jest bezchmurne niebo, jest ciepło i pięknie. Zupełnie inny klimat [w Ramallah występuje klimat śródziemnomorski, a w położonym w oazie Jerychu – gorący klimat pustynny – red.]. Szczególnie dla Polaków, którzy nie mają takiej pogody. Tam całą zimę jest tam piękna pogoda.
W Jerychu znajduje się też Pałac Hiszama z VIII wieku, z największą mozaiką na świecie.
PJ: Mieszkał tam kalif Al-Walid ibn Jazid, który był bon vivantem i miłośnikiem kąpieli, stąd kompleks łaźni wystrojony mozaikami.
Osoby z zewnątrz mogą się obecnie dostać do Jerycha?
PJ: To się zmienia z dnia na dzień. ONZ naliczyła na terenach palestyńskich 495 ruchomych blokad – checkpointów, bram i innych. Nigdy nie wiesz, gdzie uda ci się dostać.
RS: Wszyscy kierowcy mają aktualizowaną co minutę aplikację, która pokazuje im, jakie drogi są w danej chwili przejezdne. Większość blokad pojawiła się po inwazji Izraela w 2002 roku. Wówczas powstawanie zapór uzasadniano wojną, a jednak ostały się do dziś, by odizolować ludzi od ich ziemi.
Liczycie, że w najbliższych latach coś się zmieni?
RS: Już zaszła ogromna zmiana, po raz pierwszy w takiej skali. Kiedyś w ogóle nie mówiono o Palestynie, dziś wszyscy o niej rozmawiają, zwłaszcza zwykli ludzie. Na całym świecie odbywają się ogromne demonstracje poparcia dla Palestyńczyków. Solidarność z Palestyną rośnie. Z czasem zacznie to wpływać na rządy i będą musiały zareagować. A wtedy Izrael zostanie zmuszony do zwrotu i sytuacja zmieni się diametralnie.
To jedyna nadzieja. Na zmiany wewnątrz samego Izraela nie co liczyć. Kandydaci w nadchodzących wyborach [rozmawialiśmy krótko przed wyborami – red.] nie wspominają o Palestynie, nie wspominają o okupacji, o końcu konfliktu. Tak, jakby to wszystko się nie działo.
PJ: Po naszej stronie nadzieję opisuje to słowo, o którym wspomniałaś – sumud. Determinacja, by zostać na swojej ziemi.
RS: W RPA walka z apartheidem trwała wiele lat. Ludzie demonstrowali, były bojkoty, a rząd był na nie głuchy. W końcu, kiedy Stany Zjednoczone powiedziały, że nie będą wspierać rządu prowadzącego politykę apartheidu, wszystko się zawaliło.
Ziemia to też jej plony. W Palestynie trwają teraz zbiory oliwek.
PJ: Codziennie dochodzi do ataków na Palestyńczyków, nawet do zabójstw. Ludzie są okaleczani, ranieni, duszeni gazem, a oliwki i zwierzęta są kradzione. Izraelscy i międzynarodowi aktywiści starają się chronić zbiory, ale armia izraelska pozbywa się obcokrajowców, uznają ich za wichrzycieli.
RS: To niebywałe, że rząd i armia wspierają kradzież cudzych plonów. Natomiast prześladowanie wpływa też na prześladującego i to właśnie dzieje się w Izraelu. Bezprawie nie ograniczy się do Zachodniego Brzegu. Brak ochrony prawnej rozprzestrzeni się na cały Izrael, a społeczeństwo, które nie kieruje się zasadami praworządności, nie jest silnym społeczeństwem.
Jak skuteczne są władze Izraela w wymazywaniu palestyńskiej historii?
RS: Przykładem może być Kibja, gdzie dokonano masakry cywilów w 1954 roku. Dawniej uczono o tym w szkole, ja znałem tę historię z książek. A później ten temat usunięto i dzisiejsza młodzież nie wie o masakrze w Kibji. Pytaliśmy się bratanka i bratanicy – nigdy o tym nie słyszeli, bo w podręcznikach tego nie ma.
PJ: Ale z drugiej strony jest wiele inicjatyw przywracających pamięć. Na przykład wielu historyków i studentów porusza temat 1948 roku z perspektywy palestyńskich wsi.
RS: Coraz więcej mówi się też o czasach Mandatu Brytyjskiego i różnych aspektach okupacji. Powstają bardzo dobre filmy: „Palestine 36”, „All That’s Left of You” czy „Gaza mon amour”. To oczywiście Gaza sprzed ludobójstwa, taka jak dawniej była. Tak miło jest ją zobaczyć.
Pamiętacie Gazę sprzed blokady?
RS: Oczywiście, byłem tam wiele razy.
PJ: W latach 70. i 80. pary z Zachodniego Brzegu jeździły tam w ramach miesiąca miodowego, nad morze. Gaza jest piękna… Była piękna.
RS: Jeszcze będzie. Mieszkańcy Gazy są wyjątkowo niezłomni.



![Kaczyński proponuje rozmowy o polexicie. Policja wciąż szuka napastnika z Porsche [NA POCZĄTEK DNIA] Kaczyński proponuje rozmowy o polexicie. Policja wciąż szuka napastnika z Porsche [NA POCZĄTEK DNIA]](https://bi.im-g.pl/im/42/92/1f/z33105986IER,Prezes-PiS-Jaroslaw-Kaczynski-podczas-Krynica-Foru.jpg)









