
W tym roku mija 5 lat od momentu uruchomienia programu ORLEN Skylight Accelerator – pierwszego w Polsce korporacyjnego programu akceleracyjnego o zasięgu międzynarodowym. Jak można podsumować ten okres?
Zgadza się, obchodzimy w tym roku piątą rocznicę. W tym czasie zgłosiło się do nas blisko tysiąc podmiotów, z czego ok. 90 proc. stanowiły firmy z Polski.
Ogłosiliśmy ok. 350 wyzwań biznesowych, a w przypadku mniej więcej 15 proc. z nich znaleźliśmy rozwiązania, czyli firmy dysponujące technologią odpowiadającą na nasze potrzeby. Łącznie zrealizowaliśmy około 50 programów pilotażowych. Jak na program akceleracyjny to naprawdę dobry wynik rynkowy.
Tak to niezły wynik, ale zacznijmy może od początku. Jak to wszystko się w Orlenie zaczęło? Jesteś w Akceleratorze od samego jego startu, uruchamiałeś go, więc wydajesz się chyba najlepszą osobą, aby o tych początkach i efektach opowiedzieć. Akcelerator ruszył w 2021 roku…
Zanim uruchomiliśmy własny program, braliśmy udział w inicjatywach organizowanych przez PARP. To był m.in. ScaleUp, który obejmował szeroki zakres branż, oraz program skupiony na elektromobilności. W ich ramach zrealizowaliśmy ok. 10 pilotaży i szybko dostrzegliśmy duży potencjał tego projektu. Gdy programy PARP się zakończyły, zdecydowaliśmy się stworzyć własny model – otwarty także na podmioty zagraniczne. Chcieliśmy też odejść od ograniczeń czasowych typowych dla innych akceleratorów.
W wielu projektach trzeba przejść przez pełny cykl roczny, tymczasem rynkowe programy dawały na to 6 miesięcy. Poszerzyliśmy również kryteria – nie ograniczamy się wyłącznie do firm działających krócej niż pięć lat. Dopuszczamy startupy nawet z 10-letnim stażem, bo często dopiero wtedy osiągają dojrzałość technologiczną i realny potencjał wdrożeniowy.
W sumie mieliście już 18 naborów. Jakie przykładowe startupy wdrożyły rozwiązania, z których korzysta dziś Orlen?
Zakres jest bardzo szeroki. Mamy m.in. cyfrowego bliźniaka instalacji DRW (Destylacja Rurowo‑Wieżowa), który poprawia efektywność produkcji LPG. Są rozwiązania z zakresu sensorów – np. oczujnikowanie zaworów czy systemy monitoringu infrastruktury kolejowej pod kątem bezpieczeństwa.
Realizujemy także projekty „miękkie”, np. platformę do employer advocacy, wspierającą zaangażowanie pracowników i wizerunek firmy. Nie brakuje rozwiązań deeptechowych, jak systemy optymalizacji strumienia wsadowego na instalacjach hydroodsiarczania. Co ważne, część startupów trafia później do naszego funduszu VC – inwestujemy m.in. w takie spółki jak Cthings, Enelion czy Apeiron Synthesis.
Co konkretnie wasz akcelerator daje młodym firmom? I jak wygląda proces funkcjonowania w programie – od momentu zgłoszenia się do niego do realizacji projektu?
Szukamy przede wszystkim gotowych rozwiązań – nie firm, które dopiero chcą coś stworzyć. Interesują nas technologie już istniejące, będące odpowiedzią na konkretne wyzwania publikowane w naborach. Z wybranymi firmami podpisujemy umowę, realizujemy pilotaż, a potem mamy dwie ścieżki: komercyjne wdrożenie lub udział w procesie przetargowym – już ze wsparciem i referencjami z naszej strony.
Jeśli chodzi o sam nabór to jest to u was proces jasno ustrukturyzowany i składa się z sześciu etapów. Jakich?
Pierwszy etap to zdefiniowanie wyzwań biznesowych, czyli określamy gdzie chcielibyśmy podnieść efektywność naszych działań. Następnie przyjmujemy zgłoszenia (ok. 2–3 tygodnie). Kolejny etap to selekcja i spotkania pitchingowe, na których startupy prezentują swoje odpowiedzi na postawione przez nas wyzwania. Potem startupy przygotowują szczegółowe prezentacje, a projekty trafiają na komitet sterujący z udziałem przedstawicieli różnych obszarów: od controllingu, przez IT, strategię po konkretny obszar biznesowy, który definiował dane wyzwanie.
Komitet ten gremialnie podejmuje decyzję o przyjęciu firmy do pilotażu lub nie. Robi to w oparciu o wcześniej przygotowane uzasadnienia biznesowe dla realizacji takiego projektu. Po decyzji podpisujemy umowę i negocjujemy koszty – bo za pilotaż płacimy. Nie chcemy, aby młode firmy inwestowały własne środki we współpracę z nami, dlatego w okresie akceleracji otrzymują od nas finansowanie. Po podpisaniu umowy, zaczynamy właściwy już pilotaż, czyli wchodzimy ze startupem na naszą infrastrukturę.
W praktyce, jak to wygląda?
Wchodzimy ze startupem w nasze realne środowisko operacyjne, co wiąże się z wieloma wymogami, bo część obiektów to przecież infrastruktura krytyczna. Dlatego tworzymy coś w rodzaju „piaskownicy”, która pozwala bezpiecznie prowadzić testy. Pilotaże odbywają się w rzeczywistych warunkach, nie laboratoryjnych. Możliwe są też pilotaże w naszych placówkach, czyli na stacjach benzynowych. Jedną z takich realizacji startupowych były etykiety elektroniczne, które testowo pojawiły się w naszych sklepach. Albo automatyczny duży sklep vendingowy na trzysta produktów.
Niektóre wyzwania, które dajecie firmom są bardzo trudne. W tym naborze są np. takie: „Detekcja i kwantyfikacja wycieków pary”, „Odzysk ciepła ze spalin w środowisku kwaśnym”, „Digital Twin sieci średniego napięcia (SN)”.
To prawda – obecna runda jest wymagająca. Jest dziesięć wyzwań bardzo specyficznych i można powiedzieć trochę deep-techowych. Z jednej strony dlatego, że podejmujemy coraz bardziej specjalistyczne tematy, z drugiej – wiele „łatwiejszych” wyzwań mamy już za sobą. Nie zamykamy się jednak na żadne obszary – decyzje zawsze wynikają z potrzeb biznesowych. Myślimy szerzej niż wiele zagranicznych akceleratorów, które koncentrują się głównie na transformacji energetycznej.
Korporacyjnych akceleratorów właściwie w Polsce nie ma. Wasz przykład buduje know-how jak akceleracją zajmować się w strukturach korporacji.
Rzeczywiście tak trochę jest. Kluczowe jest to, że mamy sieć koordynatorów innowacji w całej organizacji – około 30 osób, które stale analizują potrzeby biznesowe. Z tych rozmów wychodzą nam pule tematów, które z różnych przyczyn są niezaadresowane przez duże firmy, albo też nie jest też możliwe ich zrealizowanie wewnętrznie. Czy to z powodu braku zasobów, kompetencji, czy niskiego priorytetu, mimo wpływu np. na EBITDA.I od tego jest właśnie nasz akcelerator.
Kto się do Was może zgłosić w ramach naborów? I jak często te nabory się odbywają?
Nabory odbywają się mniej więcej co półtora miesiąca. Wcześniej działaliśmy raczej kwartalnie i ogłaszaliśmy nawet kilkadziesiąt wyzwań w naborze. Teraz mamy częstsze nabory, ale mniej wyzwań. Zgłosić się może każdy podmiot, który działa na rynku nie dłużej niż 10 lat. Wielkość zespołu nie ma znaczenia. Czasami małe podmioty, działające krótko na rynku, zatrudniają dwadzieścia osób, a rozwiązanie mają zaawansowane. A są też takie, które działają osiem lat i mają na przykład pięć osób, a resztę zespołu outsource’ują.
Szukamy również podmiotów zagranicznych, bo wyzwania, które definiujemy są uniwersalne. Nie chcemy zamykać się, a mamy świadomość, że nasza marka np. na południu Europy jest mniej znana, a tam mogą być bardzo dobre rozwiązania potrzebne nam do rozwoju biznesu.












