
Łukasz Szpyrka, Interia: Słyszałem, że szykuje pani dla mnie, dla moich kolegów, sporą konkurencję. To prawda?
Barbara Nowacka: – Nie. Szykuję dla was spore wsparcie. Dla kolegów i koleżanek, którzy będą pisali prawdziwie. Młodzież będzie umiała docenić prawdziwe informacje. I rozróżniać prawdę od fałszu, myśleć krytycznie.
Rozmawiamy o edukacji medialnej, która pojawi się od września w szkołach.
– To jeden z elementów programu „Reforma26. Kompas Jutra”. Nie dokładamy nowego przedmiotu, bo młodzież już teraz dość długo siedzi w szkole. Nowy przedmiot to także zawsze wielkie wyzwanie dla nauczycieli. Edukacja medialna w dużej mierze w polskich szkołach jest. Tylko trzeba ze sobą połączyć przedmioty i właśnie to robimy. Łączymy działania, które są na języku polskim, czyli czytanie tekstu ze zrozumieniem, krytyczna analiza tekstu z tym, co się dzieje na informatyce, czyli chociażby bezpieczeństwo w sieci czy przeciwdziałanie dezinformacji.
Mam wrażenie, że wprowadzanie tej reformy idzie dość gładko. Nie jest tak problematyczne jak wcześniej wprowadzana przez panią edukacja zdrowotna, która wywołała sporo szumu.
– „Kompas Jutra” to jest naprawdę duże działanie. Edukacja zdrowotna to przy moim wielkim wysiłku i sympatii dla tego przedmiotu raptem jeden przedmiot i stał się ofiarą politycznych awantur. Prawica złapała, jak im się wydawało, paliwo. Zaczęli straszyć dzieci i rodziców.
– Natomiast reforma co do zasady wejdzie stopniowo, bo w podstawie programowej przedszkola, pierwszej i czwartej klasy szkoły podstawowej od 1 września. To nie jest zmiana rewolucyjna. Nie jest też paliwem politycznym, bo nie wzbudza emocji. Nie można wykrzyczeć, że ktoś coś niszczy. Po prostu wprowadzamy potrzebne zmiany.
Trwa sezon maturalny. Czy uważa pani, że dzisiejsze egzaminy odpowiadają technologicznej rzeczywistości? Czy technologia nie wyprzedza matur?
– Oczywiście, że wyprzedza. Dlatego wraz z „Kompasem Jutra” będziemy zmieniali matury. Centralna Komisja Egzaminacyjna od wielu lat pracuje nad tym, żeby choćby „ucyfrowić” matury; żeby wyeliminować błędy, które się czasami pojawiały przy sprawdzaniu, żeby odpowiadały potrzebom XXI w. Wiemy też dzisiaj, że młodzież ma różne możliwości ściągania.
Młodzież korzysta z mikrosłuchawek, specjalnych okularów, są oczywiście telefony. Technologia poszła do przodu.
– Mamy świadomość, że pojawiają się wyzwania technologiczne i musimy na nie odpowiadać. Niektórzy pytają, po co matura ustna. A przecież właśnie wtedy nauczyciel realnie sprawdza wiedzę ucznia. Całą maturę zmienimy tak naprawdę za pięć lat, bo reforma wchodzi do szkół ponadpodstawowych 1 września 2027 r.
Innym wyzwaniem jest demografia. Czy wraz ze zmniejszającą się liczbą dzieci chodzących do szkół, będziemy potrzebować mniej nauczycieli szkół?
– Jedno jest pewne: nie będziemy potrzebować mniej nauczycieli. Nauczyciele są na wagę złota i patrząc na wyzwania, z jakimi dzisiaj się mierzą, to ich etaty na dekady są bezpieczne i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Natomiast demografia jest wyzwaniem. Bardzo się cieszę, że w życie wchodzi ustawa osłonowa dla małych szkół, którą przygotowaliśmy w ministerstwie. Pozwoli ona samorządom zachować mniejsze placówki, które funkcjonują bliżej uczniów.
Mówi pani, że nauczyciele są bezpieczni i ciągle będziemy ich potrzebować, ale czy młodzi ludzie garną się do tego zawodu? Średnia wieku jest wysoka.
– To tendencja właściwie wszędzie na świecie, że młodzi ludzie mniej chętnie wybierają zawody odpowiedzialności społecznej.
– Nie tylko. Zarobki oczywiście są bardzo ważne, ale ważna jest też atmosfera pracy, ważny jest też ten prestiż zawodu nauczyciela, ważne jest poczucie autonomii i sprawczości. Kraje skandynawskie, gdzie nauczyciele zarabiają świetnie, też mówią: „Mamy te same wyzwania”. Oczywiście, jest kilka rzeczy do poprawy.
Od czego należy zacząć?
– Na pewno zarobki. Druga rzecz bardzo istotna to prestiż zawodu nauczyciela rozumiany jako jego autonomia. Wszyscy powinniśmy rozumieć, że to nauczyciel jest liderem w szkole.
Cała rozmowa z minister Barbarą Nowacką:
Z jednej strony mówi się od lat, że nauczyciel to niedofinansowany zawód, a z drugiej strony słyszymy, że często nauczyciele wpadają w drugi próg podatkowy. Czy podoba się pani inicjatywa Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, by go podwyższyć? Bo rzecznik rządu uważa, że pani minister wyszła przed szereg.
– Ja jestem odpowiedzialna za oświatę, za finanse odpowiedzialny jest minister Andrzej Domański. Rozmowy dotyczące zmian podatkowych czy kwoty wolnej od podatku zaczęły się na długo przed tym, zanim pani minister Pełczyńska-Nałęcz zaproponowała swą inicjatywę. Tutaj wchodzimy w czystą politykę. Naszym zadaniem jako rządu jest to, by działać spójnie. Ludzie nie wybrali nas po to, żebyśmy się ścigali na fajne pomysły, ale po tym, byśmy odpowiadali na ich potrzeby.
Odbiera pani tę inicjatywę jako wyścig?
– Dokładnie tak to wyglądało. Rozumiem, że pani minister jest szefową partii. Wiadomo też, że każdy chce się wykazać pomysłowością. Tylko w momencie, kiedy jest się w rządzie, trzeba wykazać się wspólną odpowiedzialnością. Finanse to kompetencja ministra finansów.
Pani minister tego nie rozumie?
– Myślę, że tutaj zwycięża logika partyjna, ale nas nikt nie wybrał, żebyśmy wzajemnie się krytykowali. Trzymam kciuki za każdą osobę z rządu i mam nadzieję, że minister Domański widząc wyzwania, z którymi też się mierzą nauczyciele, zadziała. Tak, 44 proc. nauczycieli według szacunków Ministerstwa Edukacji, wpada w drugi próg podatkowy i oni też to mówią na spotkaniach: Chcemy wyższych zarobków, ale chcemy, żeby to było odczuwalne.
Czy widziałaby pani w rządzie większą liczbę wiceministrów z nowego klubu Centrum, który powstał po rozpadzie Polski 2050?
– Szczęśliwie to będą decyzje pana premiera. Myślę, że nie chodzi o to, żeby było ich więcej, a tylko żeby rząd pracował. A to nie dzieje się z powodu większej liczby ministrów, tylko od współpracy między resortami. I tam gdzie ta współpraca idzie dobrze, nigdy nie usłyszycie państwo w mediach sporu i konfliktu. Nie słyszycie o sporach między resortem edukacji a finansów, sportu, sprawiedliwości, bo my po prostu ze sobą na co dzień współpracujemy.
Bo to resorty, w których rządzą politycy Koalicji Obywatelskiej.
– Ale jest też bardzo dobra współpraca np. z Ministerstwem Cyfryzacji.
Porozmawiajmy o tych, którzy się kłócą. Czy konflikt między frakcją Mateusza Morawieckiego a partyjną starszyzną w PiS jest wam na rękę?
– Już kilka lat temu mówiliśmy, że to, co spaja polityków PiS, to kurczowe trzymanie się władzy i żerowanie na państwie. Skończyło się pasienie swoich, zaczęły się konflikty, które już wcześniej się wyraźnie rysowały. Czy oni mają jakieś wielkie różnice w swoim widzeniu Polski? Czy tak naprawdę kłócą się, który będzie lepszym kandydatem na premiera? Mówiąc szczerze, to wybór jak między dżumą a cholerą. Swoją drogą obaj współrządzili. Czarnek jest tak samo odpowiedzialny za wszystkie działania rządu Morawieckiego, jak Morawiecki firmował Willę Plus i inne działania Czarnka. Kłócą się więc tak naprawdę o to, czyja frakcja chciałaby bardziej nachapać się na Polsce, a nie o fundamentalne rzeczy. Niech się kłócą. Zawsze im najlepiej wychodziły awantury.
A zerka pani na waszych współkoalicjantów, którzy mają problemy wewnętrzne? Myślę o PSL czy Polsce 2050. Wynik wyborczy w 2027 roku pozostaje zagadką.
– Każdy ma swoją pracę do wykonania i bez względu na to, w której jest się formacji, mamy za zadanie mobilizować ludzi, pokazywać, co robimy i na jaką Polskę pracujemy. Europejską, otwartą, demokratyczną. Na Polskę, która jest 20. gospodarkę świata. To są rzeczy, które robimy, ale musimy przekonywać do tego ludzi. Trzymam kciuki za każdą formację naszej koalicji.
Rozmawiał Łukasz Szpyrka












