Przypomnijmy, że do zaskakującego obrotu spraw, względem obecności CR7 w reprezentacji Portugalii, doszło w minionym tygodniu, przy okazji meczu Portugalczyków na wyjeździe z Norwegami. Goście to spotkanie wygrali, a Cristiano Ronaldo nie pojawił się na boisku. Choć, jak pierwotnie miał poinformować legendę selekcjoner Jorge Jesus, napastnik był przewidziany do zmian.
Efekt? CR7 postanowił spakować się i wyjechać ze zgrupowania reprezentacji jeszcze… w trakcie jego trwania. Cristiano Ronaldo miał nie pożegnać się z kolegami z drużyny, nie mówiąc już o samym szkoleniowcu. Co ciekawe, obaj panowie do niedawna pracowali razem w Arabii Saudyjskiej w barwach Al-Nassr.
Cristiano Ronaldo jak Robert Lewandowski? Te wieści nie pozostawiają złudzeń!
O sprawie informowaliśmy zresztą w szczegółach w osobnym tekście na łamach WPROST. Jak się jednak okazuje, to nie koniec tej historii, przynajmniej zdaniem portugalskich mediów. Tamtejszy CNN poinformował bowiem, że CR7 nie ma zamiaru wracać do reprezentacji, dopóki jej selekcjonerem będzie Jorge Jesus.
To sytuajca, którą nie tak dawno przerabiano w… kadrze Polski. W trakcie eliminacji do ME 2024 doszło bowiem do mocnego konfliktu pomiędzy Michałem Probierzem a Robertem Lewandowskim. RL9 został pozbawiony opaski kapitańskiej… przez telefon, wykonany przez ówczesnego selekcjonera przed wyjazdowym meczem z Finlandią (1:2).
Lewandowski za pośrednictwem mediów społecznościowych przekazał wówczas, że rezygnuje z występów w reprezentacji Polski do czasu… kiedy Probierz będzie jej trenerem. Jak się okazało, PZPN niedługo po fatalnych wynikach zespołu oraz kiepskiej atmosfery (m.in. sytuacja z Lewandowskim), przyjął dymisję samego selekcjonera i zmienił go na Jana Urbana.
Można zatem znaleźć trochę analogii do tego, o czym mówi się w przypadku obecej sytuacji z CR7. Różnica jest jednak taka, że drużyna Jesusa gra bardzo dobrze, a Portugalia potrafi funkcjonować bez swojej legendy. Wygląda zatem na to, że temat Cristiano Ronaldo i reprezentacji Portugalii, powoli zaczyna być zamknięty.
Przeciętna forma reprezentacji Polski. Dni Jana Urbana są policzone?
Reprezentacja Polski w rozgrywkach Ligi Narodów UEFA w trzech otwierających meczach zanotowała… trzy różne rezultaty, biorąc pod uwagę dorobek punktowy. Polacy rozpoczęli od remisu na PGE Narodowym z Bośnią i Hercegowiną (0:0). Następnie zespół trenera Jana Urbana przegrał na wyjeździe ze Szwecją (1:3). I do tego trzeba dopisać najkorzystniejszy rezultat, czyli rozgromienie Rumunii (6:0), ponownie na stadionie w Warszawie.
Warto dodać, że w ostatnim ze spotkań hattrickiem popisał się Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski w drużynie narodowej może się pochwalić bilansem 170 rozegranych meczów i 92 zdobytych goli.
W ostatnim meczu przerwy wrześniowo-październikowej Polska przegrała na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną (0:1). Tym samym na koncie zespołu trenera Urbana widnieje smutny bilans czterech meczów LN i… czterech punktów na koncie. Co z pewnością nadal stawia znaki zapytania w kontekście przyszłości selekcjonera.
Polacy po raz pierwszy w historii rozgrywek LN występują w dywizji B. To efekt degradacji, którą zanotował zespół prowadzony przez poprzedniego selekcjonera Michała Probierza. Decydujący o spadku z dywizji A mecz Polacy przegrali na swoim terenie, kiedy to okazali się minimalnie słabsi od Szkotów (1:2).
To zresztą trudne miesiące dla kadry piłkarzy. Polacy pod ręką Jana Urbana, pomimo całkiem udanego finiszu w grupie eliminacyjnej, nie zdołali dostać się na MŚ 2026. Do szczęścia zabrakło jednego zwycięstwa. Polska rozpoczęła bowiem strefę barażową UEFA od wygranej w półfinale nad Albanią (2:1). W starciu finałowym Polacy nie zdołali jednak znaleźć sposobu na Szwedów (2:3), tym samym grzebiąc swoje nadzieje na mundial.


