
-
Dyrektor WHO zaapelował o zawieszenie broni w Demokratycznej Republice Konga ze względu na nasilającą się epidemię Eboli i utrudnienia w pracy ratowników medycznych.
-
W regionie prowincji Ituri z powodu walk dochodzi do masowych przesiedleń, utrudnionego dostępu do opieki medycznej i wzrostu liczby zakażonych szczepem wirusa Bundibugyo, który przekroczył tysiąc przypadków.
-
Wśród wyzwań wskazano brak sprzętu ochronnego i środków medycznych, wysoką liczbę zgonów wśród dzieci i brak zatwierdzonej szczepionki lub skutecznego leczenia na obecny wariant wirusa.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
We wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga od lat toczą się walki zbrojne. Dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia Tedros Adhanom Ghebreyesus stwierdził, że bombardowania i strzelaniny prowadzą do masowych przesiedleń, a co za tym idzie – do dalszego rozprzestrzeniania się wirusa Eboli.
– Nie możemy budować zaufania społecznego ani izolować chorych, gdy spadają bomby. Wzywamy wszystkie strony konfliktu do natychmiastowego zawieszenia broni w celu powstrzymania tej epidemii – mówił w środę Ghebreyesus.
Epidemia Eboli w Demokratycznej Republice Konga. Szef WHO apeluje
Najtrudniejsze warunki panują obecnie we wschodniej prowincji Ituri, gdzie ze względu na trwające walki ratownicy mają utrudnione możliwości reagowania na potrzeby pacjentów.
– Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga stoi obecnie w obliczu katastrofalnego zderzenia chorób i konfliktu, a epidemia Eboli w prowincji Ituri wyprzedza reakcję służb – dodał szef WHO.
Jak podkreślił, „pracownicy pierwszej linii ryzykują wszystko, a ataki na placówki służby zdrowia sprawiają, że śledzenie przypadków i kontaktów z nimi jest praktycznie niemożliwe”.
Skala epidemii Eboli rośnie. Zarażonych ponad tysiąc osób
Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia na ten moment zakażonych szczepem wirusa Eboli Bundibugyo jest około tysiąc osób, a liczba zgonów wynosi ponad 200.
Organizacja pomocowa Save the Children poinformowała w środę, że jedna czwarta potwierdzonych zgonów dotyczyła dzieci, wzywając do zwiększenia środków zapobiegawczych przed zakażeniami.
WHO podała, że wskaźnik śmiertelności wyniósł poniżej 25 procent – znacznie mniej niż w przypadku innych niedawnych ognisk. Rzeczywista liczba ofiar i zakażonych może być jednak znacznie wyższa od oficjalnych statystyk. Jak sugerują eksperci, szczep wirusa prawdopodobnie krążył przez jakiś czas, zanim został wykryty.
Wojna domowa i brak środków na leczenie. Medycy proszą o pomoc
Walki we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga mogą przyczynić się do znacznego rozprzestrzenienia się wirusa. Mimo wysiłków mediacyjnych ze strony USA i innych państw Zachodu, przesiedlonych zostały już miliony ludzi, a ośrodki tranzytowe w regionie Zachodniego Nilu w Ugandzie są przepełnione.
Kolejnym wyzwaniem dla lokalnych medyków jest również brak odpowiedniego zaopatrzenia i środków na uzupełnienie zapasów.
Lekarz z Boutembo w prowincji Kiwu Północne w DRK, gdzie odnotowano sześć zgonów na siedem przypadków Eboli, zdradził agencji Reutera, że z powodu braku sprzętu pozostały im tylko dwa worki na zwłoki.
– Jeśli będzie więcej zgonów, nie wiem, jak sobie poradzimy. Niedawno musieliśmy zabezpieczyć ciało – nie mieliśmy innego wyjścia, jak kupić worek na zwłoki z własnych pieniędzy – powiedział.
Na miejscu brakuje również mydła, chloru i środków ochrony osobistej, takich jak kombinezony, rękawiczki czy maseczki.
Ebola po raz siedemnasty w Demokratycznej Republice Konga
Bundibugyo to jeden z rzadszych i bardziej niebezpiecznych typów wirusa Eboli. Na ten wariant nie ma obecnie żadnej zatwierdzonej przez WHO szczepionki czy sprawdzonego sposobu leczenia.
WHO informuje jednak, że aby zapobiec dalszym zgonom priorytetowe stało się testowanie dostępnych terapii eksperymentalnych.
Demokratyczna Republika Konga mierzy się obecnie z 17. tego typu epidemią od 1976 roku.
-
Ebola zbiera śmiertelne żniwo. Rośnie liczba chorych
-
Ratownicy bezradni wobec eboli w Afryce. Wskazują na Zachód

