Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w nocy ze środy na czwartek, w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16, ale obiekt zniknął z radarów. Do jego poszukiwania skierowano śmigłowiec Mi-24, którego załoga znalazła krater po uderzeniu pocisku w okolicy wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, ok. 100 km od granicy z Ukrainą.

Wiele osób zaczęło zadawać pytania, dlaczego rakieta nie została zestrzelona przez polskie wojsko. „Najprostsza odpowiedź: bo nie jesteśmy w stanie wojny” – podkreśla major rezerwy Michał Fiszer, były pilot wojskowy, ekspert do spraw wojskowości, obronności i lotnictwa. Jak zaznacza, we wpisie na platformie X, tylko w sytuacji wojny „zamyka się przestrzeń powietrzną nad państwem” oraz „wyprowadza się wszystkie jednostki przeciwlotnicze i stawia na pozycjach polowych”. „Komuś w rzepaku, a komuś za lasem, na łące – krowy won. I codziennie manewr na nowe pozycje. Gąsienicami lub ciężkimi na kołach. Po polach, po zbożu, ziemniakach i pietruszce” – opisuje ekspert.


Zobacz wideo

Tarnawa-Kolonia. Rakieta przeleciała nad ich domem

„W czasie pokoju nie walimy salwami do wszystkiego, co się rusza w powietrzu”

„Co wlatuje to kraju, a będzie tego dużo na wojnie, walimy, jak leci. Komuś spadnie na dom, komuś rakieta rozpi****y stodołę. Tu zginą ludzie i tam. Ale oczywiście więcej będzie ginąć od trafień pocisków czy dronów, bo wszystkiego zestrzelić się nie da” – zaznacza ekspert.

Podkreśla jednak, że obecnie żyjemy w pokoju, co oznacza, że „nie walimy salwami do wszystkiego, co się rusza w powietrzu i pozwalamy na wiele różnych lotów nad Polską”. „W takich warunkach nie strzelamy do wszystkiego, co nie odpowiada na sygnały identyfikacji. Oczywiście w zaistniałej sytuacji był to na 90 procent pocisk. NA DZIEWIĘĆDZIESIĄT… A co jak nie?” – pisze Michał Fiszer.

>>>>> Kaczyński, Mentzen i Braun szykują koalicję, która może wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, NATO i skłócić nas z Ukrainą. Jaką odpowiedź szykują Tusk, Kosiniak-Kamysz i Czarzasty? Pisze Arkadiusz Gruszczyński >>>>>

„Nie wszystko, co wleci, będzie zestrzeliwane, tak się nie da”

Jak tłumaczy, w warunkach pokoju istnieją obszary, gdzie strzela się do obiektów w powietrzu, i takie, gdzie się tego nie robi ze względu na bliskość zabudowań. „Polski samolot właściwie wychodził na pozycje do identyfikacji i strzału, ale w tym momencie pocisk spadł sam z siebie” – czytamy we wpisie.

„Nie oczekujcie, że wszystko, co wleci, będzie zestrzeliwane zaraz za granicą, tak się nie da. Popatrzcie na Ukrainę, jak jest nalot, to wiele środków napadu powietrznego jest zestrzeliwanych daleko w głębi kraju, a co najmniej 10-20 proc. i tak trafia w cel” – zaznacza ekspert do spraw wojskowości.

Ekspert o zestrzeleniu rosyjskiej rakiety: Trudna decyzja

Zdaniem Fiszera kluczowy jest wybór: czy strzelać do rakiet (co może oznaczać, że zestrzelony pocisk spadnie na zabudowania), czy pozwolić im lecieć, jeśli nie zmierzają w kierunku miasta lub większej wsi. „Sam nie odpowiem. Na szczęście, nie mnie o tym decydować. To trudna decyzja” – podkreśla ekspert.

W rozmowie z „Wyborczą” Fiszer pytany był także m.in., co dokładnie i dlaczego spowodowało eksplozję w miejscowości Tarnawa-Kolonia. – Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest upadek rosyjskiego pocisku manewrującego – Ch-101 lub 3M14 Kalibr. Obiekt ten najpewniej wleciał w polską przestrzeń powietrzną w wyniku usterki systemu nawigacji, przez co kontynuował lot znacznie dalej, niż zakładał jego pierwotny kurs – tłumaczy ekspert od wojskowości.

W rozmowie ekspert odniósł się także do rozmiaru krateru, który pozostawiła po sobie rakieta. „Dziurę o średnicy 10 metrów wybija zazwyczaj bomba lotnicza o wadze 500 kg. Co kluczowe, zarówno pociski Ch-101, jak i Kalibr mają głowice bojowe o niemal identycznej masie (ok. 400–450 kg). To prosta fizyka: skala zniszczeń na polu w Tarnawie-Kolonii idealnie pasuje do uderzenia i detonacji tak potężnej rakiety manewrującej” – wyjaśniał.

Polskie wojsko wyjaśnia: Musimy mieć pewność

Warto dodać, że na temat przyczyn niezestrzelenia rakiety wypowiadał się w czwartek 30 lipca rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych podpułkownik Jacek Goryszewski. – Musimy kierować się przepisami czasu pokoju, bo taki u nas panuje – mówił wojskowy podczas konferencji prasowej. – Przepisy mówią jasno, procedury mówią jasno – przed ewentualną neutralizacją konieczna jest identyfikacja tego obiektu, czy to na pewno jest wrogi obiekt. I ta neutralizacja musi również odbyć się w jak najmożliwiej bezpiecznym rejonie – wyjaśniał ppłk Goryszewski.

Jak dodał wojskowy, którego słowa cytuje portal TVN24, polska armia musiała mieć pewność, „czy to, nie daj Boże, nie jest obiekt cywilny”. „Latają też tam cywilne obiekty, mogła być to również zabłąkana awionetka bądź co innego, więc tutaj musimy mieć pewność. Tutaj nie ma marginesu błędu” – wyjaśniał rzecznik.

Udział