„Czynności sprawdzające dotyczące podejrzenia naruszenia przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej zostały zakończone” – przekazało wojsko.
Jak podało w komunikacie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, ustalono, że „zarejestrowane przez systemy radiolokacyjne wskazania nie były związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej„.
Ich przyczyną – wskazuje DORSZ – było „duże stado ptaków, którego przelot został zarejestrowany przez systemy obserwacji przestrzeni powietrznej”.
Kilkadziesiąt minut wcześniej przekazano, że podejrzane ruchy na niebie weryfikuje wojskowy śmigłowiec. W komunikacie podkreślono też, że w ostatnich godzinach nie obserwowano aktywności lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej związanej z uderzeniami na cele znajdujące się na terytorium Ukrainy.
Po krótkim czasie przekazano aktualizację, zaznaczając że „nie odnotowano zagrożenia dla bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej”.
Rzecznik DORSZ: Sprawdzamy, co wykryły radary
Jak wcześniej relacjonował na antenie Polsat News rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych ppłk Jacek Goryszewski, w rejon możliwego zdarzenia został skierowany dyżurny śmigłowiec Mi-24.
Śmigłowiec miał potwierdzić, co wykryły wojskowe radary. Rzecznik już wówczas wskazywał, że możliwe jest, iż wykryty obiekt to stado ptaków lub anomalia meteorologiczna.
Rozmówca Polsat News wyjaśnił, że w części polskiej przestrzeni powietrznej – na wschód od Lublina do granicy państwa – został ograniczony ruch lotniczy, tak by wojsko mogło spokojnie pracować. Jednocześnie podniesiono gotowość myśliwców Sił Powietrznych i skrócono czas ich poderwania, jeśli okażą się potrzebne.













