
W amerykańskim stanie Utah trwa spór wokół projektu Stratos, który ma być jednym z największych kampusów sztucznej inteligencji na świecie. Inwestorzy chcą wybudować kompleks zajmujący około 40 tys. akrów, czyli ponad 160 km². To powierzchnia trzykrotnie większa od Manhattanu i jedynie nieco mniejsza od całej Bydgoszczy. Na pustynnym terenie w hrabstwie Box Elder miałoby powstać 30 dużych centrów danych oraz infrastruktura energetyczna niezbędna do ich działania.
Przedsiębiorca Kevin O’Leary, jeden z głównych promotorów przedsięwzięcia, przedstawia projekt jako element amerykańskiego wyścigu technologicznego z Chinami. Mieszkańcy regionu patrzą jednak na sprawę inaczej. Obawiają się przede wszystkim wpływu inwestycji na lokalne zasoby wodne oraz środowisko. Protesty były na tyle duże, że do władz napłynęły tysiące negatywnych uwag, a lokalne organizacje rozpoczęły działania mające doprowadzić do cofnięcia zgody na inwestycję.
Historia z Utah nie jest wyjątkiem. W wielu częściach Stanów Zjednoczonych podobne inwestycje spotykają się z rosnącym oporem mieszkańców. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy rozwój sztucznej inteligencji nie odbywa się kosztem lokalnych społeczności.
Erin Brockovich alarmuje w sprawie centrów danych
Do krytyków branży dołączyła nawet Erin Brockovich, działaczka środowiskowa, której walka z zanieczyszczeniem wód gruntowych stała się inspiracją dla oscarowego filmu z Julią Roberts.
W kwietniu Brockovich uruchomiła internetową platformę pozwalającą mieszkańcom zgłaszać problemy związane z centrami danych. Na interaktywnej mapie znalazło się już ponad 3600 działających, budowanych lub planowanych obiektów. Celem projektu jest dokumentowanie skarg dotyczących zużycia wody, hałasu, jakości powietrza czy wpływu inwestycji na okoliczne społeczności.
Jak napisała Brockovich, zainteresowała się tematem, gdy zaczęła otrzymywać sygnały od mieszkańców, którzy dowiadywali się o nowych inwestycjach dopiero wtedy, gdy procedury były już zaawansowane. Według niej wiele społeczności ma poczucie, że decyzje zapadają bez odpowiedniej przejrzystości i konsultacji społecznych.
Nie oznacza to, że wszyscy są przeciwni rozwojowi sztucznej inteligencji. Zwolennicy nowych inwestycji podkreślają, że centra danych są niezbędne dla dalszego rozwoju technologii, tworzą miejsca pracy i zwiększają wpływy podatkowe. Jednak wraz z rozwojem sektora rośnie także liczba pytań o jego rzeczywiste koszty.
AI potrzebuje coraz więcej energii
Centra danych są fizycznym fundamentem współczesnego internetu. To w nich znajdują się tysiące serwerów obsługujących wyszukiwarki, media społecznościowe, usługi chmurowe i modele sztucznej inteligencji. Wraz z popularyzacją AI zapotrzebowanie na taką infrastrukturę gwałtownie rośnie.
Według danych przytoczonych przez USA Today w Stanach Zjednoczonych działa obecnie ponad 4300 centrów danych. Najwięcej znajduje się w stanie Wirginia, który bywa określany mianem światowej stolicy tej branży.
Skala zużycia energii jest ogromna. W 2023 r. centra danych w USA zużyły 176 terawatogodzin energii elektrycznej. Odpowiadało to ponad 4 proc. całkowitego zużycia energii w kraju. Dla porównania taka ilość energii wystarczyłaby do zasilenia około 16 mln przeciętnych amerykańskich gospodarstw domowych przez rok.
Eksperci spodziewają się dalszego wzrostu zapotrzebowania. Modele generatywnej sztucznej inteligencji wymagają bowiem znacznie większej mocy obliczeniowej niż tradycyjne usługi internetowe. Każda rozmowa z chatbotem, każde wygenerowane zdjęcie czy analiza danych oznaczają pracę setek lub tysięcy procesorów rozmieszczonych w centrach danych na całym świecie.
Woda staje się równie ważna jak prąd
Energia to jednak tylko część problemu. Serwery produkują ogromne ilości ciepła i muszą być nieustannie chłodzone. W praktyce oznacza to duże zużycie wody. Według Environmental and Energy Study Institute pojedyncze duże centrum danych może zużywać nawet 5 mln galonów wody dziennie. To ilość odpowiadająca zapotrzebowaniu miasta liczącego od 10 do 50 tys. mieszkańców. Około 80 proc. pobieranej wody odparowuje podczas procesu chłodzenia.
W regionach dotkniętych suszą takie liczby budzą szczególne emocje. Właśnie dlatego projekt w Utah wywołał tak silne reakcje. Planowany kampus ma powstać niedaleko Wielkiego Jeziora Słonego, które od lat zmaga się z rekordowo niskim poziomem wody. Dla mieszkańców nie jest to wyłącznie kwestia ochrony przyrody. Stan jeziora wpływa także na jakość powietrza, lokalną gospodarkę i warunki życia milionów ludzi.
Organizacje środowiskowe zwracają uwagę również na inne problemy. Centra danych generują znaczne ilości odpadów elektronicznych, a pracujące przez całą dobę systemy chłodzenia i generatory mogą być źródłem hałasu odczuwalnego przez mieszkańców okolicznych terenów.
Kto korzysta na boomie centrów danych
Branża podkreśla przede wszystkim korzyści gospodarcze. Według danych przytoczonych przez USA Today zatrudnienie w sektorze centrów danych wzrosło w Stanach Zjednoczonych o ponad 50 proc. między 2017 a 2023 r. Przeciętny obiekt zapewnia około 150 miejsc pracy, a wynagrodzenia specjalistów technicznych należą do najwyższych na lokalnych rynkach pracy.
Przeciwnicy odpowiadają jednak, że większość zatrudnienia powstaje podczas budowy, natomiast po uruchomieniu obiektów liczba stałych miejsc pracy jest znacznie mniejsza. Ich zdaniem społeczności lokalne często ponoszą koszty środowiskowe, podczas gdy największe korzyści trafiają do inwestorów i dużych firm technologicznych.
Spór wokół sztucznej inteligencji coraz częściej przestaje więc dotyczyć samych algorytmów. Coraz częściej chodzi o energię, wodę i przestrzeń potrzebną do ich działania. Im szybciej rośnie zapotrzebowanie na moc obliczeniową, tym częściej podobne pytania będą pojawiać się także poza Stanami Zjednoczonymi.












