-
Kondor kalifornijski był bliski wyginięcia, a liczebność populacji spadła do 22 osobników w 1982 roku.
-
Dzięki hodowli w niewoli, szczepieniom oraz eliminacji przeszkód udało się powiększyć ich populację do 607 ptaków w 2026 roku.
-
Stosowane metody obejmują przenoszenie jaj do inkubatorów, usuwanie śmieci z gniazd oraz naukę młodych ptaków unikania niebezpiecznych obiektów.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Kondory to największe drapieżne ptaki, jakie istnieją na Ziemi. W Ameryce odgrywają bardzo ważną rolę powietrznych mięsożerców, a zwłaszcza padlinożerców. Do kondorów zalicza się wszechobecne w obu Amerykach sępniki, zwane też urubu. Do nich należy oczywiście kondor wielki, symbol Andów, a także mieszkający w tropikalnych lasach kondor królewski. No i wreszcie najrzadszy z nich wszystkich – kondor kalifornijski.
Kondor kalifornijski pod koniec zeszłego stulecia stał się wręcz symbolem zawracania wymierających gatunków znad krawędzi przepaści. To ptak blisko spokrewniony z kondorami wielkimi krążącymi nad kanionem Colca w Peru. Nie należy ich jednak mylić. Kondor wielki przebija go rozmiarami i chociaż też jest rzadki, to nie ma porównania z liczebnością kondora kalifornijskiego.
W 1982 r. liczba kondorów kalifornijskich spadła do 22
Te majestatyczne ptaki niegdyś szybowały nad górami i skałami zachodnich Stanów Zjednoczonych czy pustyń Meksyku, ale kłusownictwo, podrzucanie im trutek, środki chemiczne stosowane w rolnictwie, wreszcie zwłaszcza zatrucie ołowiem doprowadziły niemal do ich zagłady.
W 1982 r. liczba ptaków spadła do 22 i w tamtych czasach, w 1987 r. zapadła decyzja o wyłapaniu ich i przesunięciu do ratunkowej hodowli w niewoli. Tak, aby za jakiś czas znów przywrócić je przyrodzie Ameryki Północnej, gdzie występowały.
To była jedna z najtrudniejszych operacji przywracania gatunku, jakie kiedykolwiek przeprowadzono. Nie chodziło tylko o to, że kondorów było tak niewiele. Problem tkwił także w środowisku, w którym żyły. Zostało mocno zmienione przez człowieka. Doszło do tego zatrucie ołowiem (nawet nie samo kłusownictwo, ale właśnie zatrucie ołowiem, który znajduje się w zjadanej padlinie). Wiele piskląt pada też z powodu karmienia ich przez rodziców pokarmem z dodatkiem śmieci, plastiku czy szkodliwych związków chemicznych. A jakby tego było mało, w 2023 r. ptasia grypa zdziesiątkowała ptaki. Zabiła kilkadziesiąt z nich. Od niedawna kondorom podrzuca się szczepionkę na tę chorobę.
Niewiele zatem wskazywało na to, że kondora kalifornijskiego w ogóle uda się uratować. Ptak, który kiedyś zamieszkiwał całe Góry Skaliste na wielkich połaciach Ameryki Północnej, stał się symbolem najrzadszego zwierzęcia na świecie.
Po raz pierwszy liczba kondorów przekroczyła 600
Tymczasem według danych US Fish and Wildlife Service światowa populacja kondorów kalifornijskich w 2026 r. liczyła 607 osobników, z czego 392 żyło na wolności, a reszta w niewoli. To ogromna różnica w porównaniu z 22 ptakami przed ponad czterdziestu laty. To także pierwszy przypadek w znanych nam czasach, gdy tych ptaków istnieje ponad 600.
To sygnał, że mimo trudności kondory potrafią dać sobie radę w środowisku gór Ameryki Północnej, o ile dostaną szansę. Są wytrwałe, potrafią przebyć ponad 200 km dziennie w poszukiwaniu pokarmu, głównie padliny. Pozwalają im na to potężne skrzydła, większe niż u żyjących w Polsce bielików. To za ich pomocą szybują na kominach ciepłego powietrza.

Udało się ograniczyć przeszkody w ich życiu. Znika amunicja z ołowiem, działają szczepionki, a ptaki są systematycznie wypuszczane na wolność. Naukowcy zlokalizowali wszystkie ich gniazda i stosują pewien fortel związany z ich rozmnażaniem się. Kondory rozmnażają się bowiem bardzo wolno. Osiągają wiek rozrodczy dopiero w wieku 5-7 lat, a para zazwyczaj wychowuje tylko jedno pisklę. W gnieździe zbudowanym na zboczu skał, klifie, czasem w konarach mamutowca olbrzymiego nie ma miejsca na drugie, ale gdy jajo zostanie utracone, wtedy samica składa kolejne. Ornitologowie umyślnie więc wybierają złożone przez kondory jaja, przenosząc je do inkubatorów. Tak, aby para złożyła drugie i wyprowadziła de facto w sezonie dwa pisklęta.
Są i inne metody, np. usuwanie śmieci z gniazd kondorów, czy też uczenie piskląt w niewoli unikania słupów energetycznych. Przed wypuszczeniem młode ptaki miały dostęp do sztucznego słupa. Jeśli na nim usiadły, otrzymywały lekki impuls elektryczny. Zwykle wystarczało jedno lub dwa takie doświadczenia, aby nauczyły się go unikać
Efektem jest jeden z największych sukcesów, jakie widzieliśmy w ratowaniu gatunków w XXI wieku.













