
-
Minister rolnictwa oraz prezydent przedstawili projekty zmian przepisów dotyczących funkcjonowania obszarów wiejskich, określane przez część przyrodników jako „Lex Smród”.
-
Krytycy twierdzą, że propozycje wzmacniają pozycję dużych gospodarstw i ferm przemysłowych, ograniczając odpowiedzialność za zanieczyszczenia środowiska.
-
Projekt jest obecnie na etapie opiniowania i po konsultacjach publicznych trafi do dalszych prac legislacyjnych.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Zdaniem krytyków propozycje wzmacniają pozycję dużych gospodarstw i ferm przemysłowych, jednocześnie ograniczając odpowiedzialność za zanieczyszczenia środowiska, takie jak emisje zapachowe, hałas czy skażenie gleby i wód.
Co wnosi nowe prawo na wsiach?
Projekt zakłada m.in. ograniczenie liczby pozwów dotyczących tzw. immisji. W uzasadnieniu wskazano, że prowadzenie działalności rolniczej nie stanowi zakłócenia korzystania z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miar”, o ile odbywa się zgodnie z prawem i zasadami gospodarowania. Problem w tym, że pojęcia takie jak przeciętna miara czy zasady prawidłowej gospodarki nie zostały jasno zdefiniowane, co – jak już wcześniej zauważili działacze społeczni – może prowadzić do dowolnych interpretacji.
Nowe przepisy przewidują również, że osoby kupujące nieruchomości na terenach wiejskich będą musiały podpisać oświadczenie o świadomości uciążliwości wynikających z działalności rolniczej w okolicy. W założeniu ma to ograniczyć konflikty społeczne, jednak w praktyce może znacząco utrudnić mieszkańcom dochodzenie swoich praw.
-
Skontrolowali 106 ferm drobiu. Aż 86 nie miało wymaganych pozwoleń
-
Gigant zamyka wielką fermę świń. Śledztwa ujawniły horror
Krytycy podkreślają, że regulacje nie rozróżniają skali działalności – obejmą zarówno małe gospodarstwa, jak i duże fermy przemysłowe. W efekcie mogą szczególnie wzmocnić pozycję największych podmiotów.
„Wychodzi więc na to, że minister rolnictwa chce, żeby polska wieś była brudna, skażona i śmierdząca” – komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
Kto skorzysta, a kto straci na zmianach?
Z danych wynika, że gospodarstwa utrzymujące się głównie z rolnictwa stanowią jedynie niewielki odsetek mieszkańców wsi, a jeszcze mniejszy – wielkie fermy przemysłowe, które mogą być głównymi beneficjentami nowych przepisów.
Jak zwracają uwagę eksperci, proponowane rozwiązania obejmą także duże przedsiębiorstwa prowadzące intensywną produkcję rolną. Podmioty takie również korzystałyby z wyłączeń odpowiedzialności za immisje, co mogłoby prowadzić do szkód i krzywdy także u osób mieszkających na wsi od pokoleń – wskazują przedstawiciele organizacji Frank Bold.
Podobne założenia znalazły się w projekcie prezydenckim, który również przewiduje obowiązek składania oświadczeń przez nabywców nieruchomości na terenach rolniczych.
Proponowane zmiany stoją w sprzeczności z oczekiwaniami społecznymi dotyczącymi tzw. ustawy odorowej, nad którą pracuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, podkreślają ekolodzy. Od lat postulowane są przepisy określające normy zapachowe i minimalne odległości ferm od zabudowań – podobne regulacje funkcjonują już w innych krajach Europy.
Co dalej z ustawą? Projekt ministerialny jest obecnie na etapie opiniowania. Po zakończeniu konsultacji publicznych trafi do dalszych prac legislacyjnych, a następnie pod obrady parlamentu. Nowe przepisy – jeśli zostaną przyjęte – nie obejmą spraw już toczących się w sądach i mają wejść w życie 30 dni po ogłoszeniu.

