Hantawirus na luksusowym statku. Ekspert wyjaśnia, jak mogło dojść do zakażeń

We wtorek Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała, że na statku wycieczkowym, na którym stwierdzono zakażenie niebezpiecznym hantawirusem, mogło dojść do przeniesienia patogenu z człowieka na człowieka. Chodzi o holenderski statek MV Hondius, który około trzech tygodni temu wypłynął z Ushuai w południowej Argentynie ze 149 osobami z 23 krajów na pokładzie (wśród członków załogi jest jeden Polak). Statek znajduje się obecnie u wybrzeży Wysp Zielonego Przylądka. Ma kontynuować rejs i zakończyć go na Wyspach Kanaryjskich – w swoim punkcie docelowym.

Głównym rezerwuarem hantawirusów są gryzonie, takie jak myszy, szczury czy nornice. Zwierzęta przenoszące wirusa nie chorują z tego powodu. Ludzie zakażają się poprzez wdychanie powietrza zanieczyszczonego kałem, moczem lub śliną zainfekowanych gryzoni, niekiedy także poprzez uszkodzoną skórę. WHO podała jednak, że otrzymała informację, iż na pokładzie statku nie było szczurów.

Zobacz wideo Czy Trump zaaranżował zamach na siebie, żeby wzrosło mu poparcie?

Ekspert o hantawirusie: Większość gatunków nie przenosi się z człowieka na człowieka

– Zakażenie hantawirusem z człowieka na człowieka może zaistnieć w zasadzie tylko w sytuacji, gdy mamy do czynienia z jednym konkretnym gatunkiem hantawirusa, który nazywa się Andes. Ten hantawirus widocznie wstąpił akurat na pokładzie wycieczkowca. Wszystkie inne hantawirusy, a jest ich całkiem sporo, nie przenoszą się z człowieka na człowieka – powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową wirusolog i mikrobiolog, dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak podkreślił, fakt przenoszenia hantawirusa Andes z człowieka na człowieka jest znany od kilkunastu lat, natomiast zakażenie tym konkretnym wirusem zdarza się ekstremalnie rzadko. – Hantawirusy można podzielić na dwie grupy. Hantawirusy Starego Świata, czyli występujące w Azji i w Europie (Hantan, Dobrava, Puumala) oraz hantawirusy Nowego Świata, występujące przede wszystkim w Ameryce Południowej. Do nich zalicza się właśnie hantawirusy takie jak Andes czy Sin Nombre. Natomiast tak jak powiedziałem, one poza Ameryką Południową występują ekstremalnie rzadko – wyjaśnił ekspert.

W przypadku statku, który jest przestrzenią zamkniętą, zakażenie między ludźmi może nastąpić łatwiej niż na otwartej przestrzeni.

– Hantawirusy Starego Świata mogą powodować gorączki krwotoczne z zespołem nerkowym, natomiast hantawirusy Nowego Świata hantawirusowy zespół sercowo-płucny. Akurat hantawirusowy zespół sercowo-płucny przechodzi się ciężej – dodał wirusolog. Jak wyjaśnił, zidentyfikowanie tego wirusa nie jest obecnie trudne. – Przy wykorzystaniu odpowiedniej metodologii wykonanie tego typu badań trwa około dobry – powiedział.

Jak informuje Główny Inspektorat Sanitarny, „okres wylęgania choroby trwa średnio 12-16 dni, ale może się wahać od 5 do nawet 42 dni”. „Przebieg choroby bywa też lekki, bez konieczności hospitalizacji, zdarzają się również przypadki zakażeń bezobjawowych. Przeciętnie chory hospitalizowany jest przez dwa miesiące, lecz całkowita rekonwalescencja może trwać znacznie dłużej. Śmiertelność waha się w granicach 0,5 proc. do 6 proc., a bez zastosowania leczenia objawowego może sięgać nawet 30 proc.” – czytamy.

Hantawirus na statku MV Hondius

– Do dziś zgłoszono chorobę u siedmiu osób. Niestety, trzy osoby zmarły. Jeden pacjent jest na oddziale intensywnej terapii w Republice Południowej Afryki. Stan tego pacjenta poprawia się. Dwóch pacjentów nadal jest na pokładzie statku i są przygotowywani do ewakuacji medycznej do Holandii w celu leczenia – poinformowała we wtorek epidemiolożka Maria Van Kerkhove ze Światowej Organizacji Zdrowia. Siódma osoba, u której podejrzewano zakażenie, „czuje się obecnie dobrze i nie ma objawów”.

Eksperci WHO wstępnie zakładają, że pierwsze osoby, które zachorowały na statku, zaraziły się jeszcze przed wejściem na pokład. – To łódź ekspedycyjna i wielu ludzi na pokładzie obserwowało ptaki, robiło wiele rzeczy związanych z dziką przyrodą, więc zakładamy, że zostali zarażeni poza statkiem – mówiła Van Kerkhove. – Może występować przenoszenie się wirusa z człowieka na człowieka, które ma miejsce za pośrednictwem bardzo bliskich kontaktów, mężów i żon, którzy dzielili kabiny itp. – wyjaśniła epidemiolożka. 

Armator Oceanwide Expeditions poinformował w poniedziałek, że „atmosfera na pokładzie statku m/v Hondius pozostaje spokojna, a pasażerowie są generalnie opanowani”. Jak dodano, zastosowano „środki izolacji, protokoły higieniczne oraz monitoring medyczny”. 

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że na pokładzie jest jeden polski obywatel, który jest członkiem załogi. – Nie mamy informacji o tym, by potrzebował jakiegokolwiek wsparcia medycznego lub konsularnego – przekazał we wtorek portalowi Gazeta.pl rzecznik MSZ Maciej Wewiór. 

Redagowała Kamila Cieślik

Udział