
Trzeba przyznać, że takiego scenariusza i tak dużej dominacji ze strony Igi Świątek, trudno się było spodziewać. Nie ulega wątpliwości, że Polka jest w coraz lepszej formie. Pokazuje to zwłaszcza na kortach w Rzymie, gdzie z meczu na mecz wydaje się być pewniejsza swojego tenisa.
To z pewnością w dużej mierze zasługa zmian w sztabie szkoleniowym. Trener Francisco Roig najwyraźniej pozwolił na nowo uwierzyć Polce, że faktycznie może konsekwentnie realizować swoje cele. I co ważne, robić to nawet w momentach, w których nie zawsze wszystko układa się na korcie od A do Z.
W przypadku środowego ćwierćfinału – scenariusz był jednak napisany z korzyścią dla Polki – właściwie od pierwszej piłki. A Jessica Pegula mogła jedynie z niedowierzaniem kręcić głową. Polka była poza zasięgiem Amerykanki i wynik najlepiej to pokazuje.
WTA 1000 Rzym: Świetny występ Igi Świątek. Polka rozbiła Jessicę Pegulę!
Co ciekawe, jeszcze na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania, nie było pewne, czy mecz dojdzie do skutku. Powód? Solidne opady deszczu, które nawiedziły stolicę Italii.
Gospodarze zdołali jednak opanować sytuację na tyle, że po przejaśnieniach nad kortem, doprowadzono arenę do możliwości występu obu tenisistek. Choć, co ciekawe, na początku pierwszego seta nad głowami zgromadzonych na trybunach kibiców, ponownie pojawiły się parasole. Na szczęście były to jednak ostatnie, delikatne akordy, jeśli mowa o deszczu w Rzymie – w przypadku tego amerykańsko-polskiego ćwierćfinału.
Co do samej gry, po niespełna 10 minutach było 3:0 dla Świątek. Po kwadransie? 4:0 i podwójne przełamanie na korzyść Polki. Świątek przede wszystkim konsekwentnie realizowała swój plan. Uderzenia piłki pełne rotacji, do tego świetne poruszanie się po rzymskiej mączce – to wszystko dawało Polsce gigantyczną przewagę na korcie.
Pegula chwilami nie mogła uwierzyć w to, co działo się w środowe, wczesne popołudnie w Rzymie. Po 29 minutach gry Świątek wygrała 6:1 i chwilami przypominała… dawną Igę, właśnie z kortów ziemnych. Pewną i chcącą jak najszybciej wybić rywalce chęci do rywalizacji.
Kto myślał, że scenariusz ulegnie zmianie w drugiej odsłonie, musiał się srogo rozczarować. Pegula ponownie wygrała swojego pierwszego gema przy stanie… 0:4 z perspektywy serwującej. Amerykanka wygrała trochę więcej akcji, aniżeli w premierowym secie, ale to było marne pocieszenie. A dla Świątek? Ostateczna wygrana – tym razem 6:2 – dała pierwsze zwycięstwo nad rywalką z czołowej dziesiątki rankingu WTA od ponad pół roku. 1 listopada 2025 Polka wygrała z Madison Keys w trakcie WTA Finals.
Co więcej, Świątek właśnie zagwarantowała sobie swój pierwszy turniejowy półfinał w sezonie 2026. Z kim o miejsce w finale zagra Świątek w Rzymie? Rywalką będzie któraś z duetu Jelena Rybakina (Kazachstan) – Elina Switolina (Ukraina). Można jednak odnieść wrażenie, że Świątek jest gotowa nawet na takie wyzwanie, z najwyższej półki.

