Mecz Igi Świątek z Jessicą Pegulą o finał turnieju w Cincinnati, był naprawdę ciekawym widowiskiem. Polka ostatecznie przegrała, ale kolejny raz pokazała coś, co jeszcze kilka miesięcy temu – wcale nie byłoby takie oczywiste.


Świątek nie poddała się bowiem, naciskając przeciwniczkę właściwie cały czas. Spuszczona głowa? Nie. Nerwy i emocje? Tak.


Jest nadzieja przed US Open. Iga Świątek w zupełnie innym wydaniu!


Polka wróciła na kort po dwóch bolesnych porażkach. Można było nawet głośno zastanawiać się nad tym, w którym kierunku zmierza kariera byłej numer 1 rankingu WTA. Ostatecznie jednak, po przegranych wielkoszlemowych wyzwaniach w Paryżu (IV runda) oraz Wimbledonie (III runda), Świątek pokazała zupełnie nowe oblicze.


Pomijając już sam fakt zwycięstwa – pierwszego w sezonie – w całym turnieju (WTA 1000 w Toronto), polska tenisistka zaczęła nawiązywać do dawnych, świetnych czasów. Dużo większe poszanowanie dla każdego punktu, mniej własnych, niewymuszonych błędów. Ryzyko? Tak, ale nie za wszelką cenę. Polka przestała również spieszyć się, skracając wymiany, a wręcz przeciwnie, niejednokrotnie potrafiła je umiejętnie przedłużyć. Dodatkowo Świątek wychodziła ze sporych opałów, czy to w przypadku bronionych break pointów, czy szerzej – wygrywając mecze – które wcale się dobrze nie układały (przegrane sety).


Porażka z Pegulą w półfinale w Cincinnati? Wydaje się, że Amerykanka gra naprawdę solidny tenis, nieprzypadkowo mając na swoim koncie już 45 zwycięstw w samym sezonie 2026. Taką liczbą nie może się pochwalić żadna inna tenisistka w tourze WTA.


Dodatkowo Polka popełniła sporo błędów, często wynikających z trudnych warunków atmosferycznych. Mowa o mocno wiejącym wietrze, do którego lepiej przystosowała się Pegula. Świątek mówiła o tym otwarcie już po meczu z Amerykanką.


Dodatkowo dużo łatwiej przychodziło Polce zaakceptowanie własnych emocji. W trakcie starcia z Pegulą nie brakowało momentów, w których Świątek była zła na siebie np. o kiepską pracę nóg. Na bieżąco jednak komunikowała się z ludźmi ze swojego sztabu. Wysłuchując przy tym wielu uwag, które przekładała na swoje zachowania i podejście. Widać to było w dalszych częściach spotkania.


Starając się np. akceptować to, że nie w każdy momencie będzie mogła pokazać swój najlepszy tenis na korcie.


Wydaje się, że dużo dobrego dała zmiana szkoleniowca. Francisco Roig ma bowiem wokół siebie pozytywną, zdrową aurę. Przynajmniej obserwując to, jak Hiszpan reaguje z boku, obserwując dokonania swojej podopiecznej. A decydującym sprawdzianem tych zmian u Świątek będzie ostatni Wielki Szlem w sezonie 2026.


US Open – drabinka główna turnieju – zostanie rozegrana w dniach od 30 sierpnia do 13 września. Za to 24-26.08 zaplanowano pokazowe zmaganiach duetów, w którym Polka również ma wziąć udział.

Iga Świątek i jej wszystkie tytuły mistrzowskie


Polka w swojej dotychczasowej karierze sięgnęła łącznie aż po 26. mistrzowskich tytułów na kortach niemal całego świata.


Świątek triumfowała w sześciu zmaganiach w Wielkim Szlemie, czterokrotnie na kortach Rolanda Garrosa (2020, 2022, 2023 i 2024), raz na US Open (2022) oraz Wimbledonie (2025). Do tego należy dopisać prestiżowy triumf w WTA Finals (2023).


Poza tym, wygrane w turniejach rangi WTA 1000, odpowiednio w: Rzymie (2021, 2022, 2024), Dosze (2022 i 2024), Indian Wells (2022 i 2024), Miami (2022), Pekinie (2023), Madrycie (2024), Cincinnati (2025) i to najnowsze – w Toronto (2026).


Na liście są również zmagania WTA 500, kolejno: Adelajda (2021), Stuttgart (2022 i 2023), San Diego (2022), Dosze (2023) i Seulu (2025).


Plus polski turniejowy akcent, WTA 250 w Warszawie (2023).


Co do polskich wątków, nie sposób nie podkreślić brązowego medalu igrzysk olimpijskich w rywalizacji singlistek w Paryżu (2024). Świątek zwyciężyła również w barwach reprezentacji Polski, w rozgrywkach United Cup w Sydney (2026).

Udział
Exit mobile version