
Kiedy dowiedziałem się, że Iga Świątek została wybrana „Człowiekiem Roku WPROST”, zacząłem zastanawiać się, jaki tak właściwie był ten 2025 dla polskiej tenisistki. Przypomniałem sobie zaledwie kilka momentów, które dały dosyć prostą odpowiedź.
Najtrudniejszy.
Przynajmniej spoglądając na niego z zewnątrz, choć śledząc właściwie każdy możliwy mecz. Taka praca – dopowiecie zapewne. I być może mógłbym się zgodzić, ale po pierwsze dziennikarstwo sportowe traktuję trochę poważniej, niż tylko w kategoriach comiesięcznego zaglądania na konto bankowe. A po drugie, życie w czasach Świątek wydaje się być czymś, czego człowiek nie zakładał. Ona się jednak pojawiła i po zwycięstwie w trakcie jesiennego, takiego trochę nawet polskiego, październikowego Roland Garros spod znaku COVID-19, po prostu rozsiadła się na szczycie.
Wydając przy okazji na siebie wyrok skazujący.
Iga Świątek, czyli dobro i zło w polskim wydaniu. Tylko daleko poza kortem













